18.07.2014

Prolog

Jestem dorosła, ale ciągle jestem córeczką tatusia, którego wiecznie nie ma w domu.
Kopnęłam kamyk, który leżał na chodniku. Droga, którą wracałam do domu była wyryta w mojej pamięci. Każdy szczegół, każdy detal. Nawet samochody zdawały się od pewnego czasu być te same, jakby kierowcy z nich nie korzystali.
Przyznaje się przed samą sobą, że powoli wpadam w monotonie. W moim życiu nie dzieje się nic ciekawego. Szkoła, pusty dom, od czasu do czasu imprezy i znowu szkoła. A ja nawet nie mam siły, żeby to zmienić. Po prostu mi się nie chce.
Rozluźniłam nieco krawat mundurka, który tak cholernie nienawidzę. No tak, szanujące się brytyjskie szkoły, taka jak Chelsea Independent College do której uczęszczam, zawsze muszą mieć głupkowate uniformy, żeby się wyróżniać.
Podniosłam wzrok, a wtedy moje oczy ujrzały kogoś, kogo na tej ulicy jeszcze nie widziały. Chłopak był blondynem, ubranym całym na czarno i siedział na schodach. Gapił się. Oni zawsze się gapia, jak przechodzi ktoś w mundurku.
Ominęłam go szybkim krokiem, czując jego spojrzenie na plecach.
Następnego dnia już go nie było. Przynajmniej na schodach.
Przez kolejne kilka dni, które powoli zamieniały się w tygodnie, widywałam go codziennie. W miejscach, które lubiłam i chętnie odwiedzałam, w czasie drogi do szkoły i z niej, nawet gdy szłam na zakupy. Zawsze, jak byłam sama. Gdy nie było nikogo znajomego kogo mnie.
Nie miałam ochoty, podejść do niego i spytać się kim jest i czego od mnie chce. Bo może to głupi zbiegł okoliczności, a ja jak idiotka, która chce by coś w jej życiu się zmieniło i widzi w zwyczajnym chłopaku porywacza, morderce i Bóg wie kogo jeszcze?
Chciałabym komuś o nim powiedzieć, ale wątpię, żeby ktoś by się tym przejął. Machnęli by ręką, powiedzieli że przesadzam i zmienili by temat.
Zaczynam powoli wierzyć w to, że to moje urojenie. Że ten chłopak jest zwyczajnym nastolatkiem, którego od czasu do czasu spotykam na ulicy i w sklepie. Jest tysiące ludzi jak on, więc czemu miałabym się tym przejmować?

Myślałam tak do tego dnia, aż wszystko zaczęło się zmieniać.