31.08.2014

Rozdział 2

Widziałam go coraz częściej.
Przedtem tylko od czasu do czasu na mnie "wpadał" a teraz czułam jego wzrok na plecach, gdy tylko wybierałam się gdzieś sama. Nadal do tego nie przywyknę. Zjawia się z dnia na dzień, śledzi każdy mój krok a ja nadal nie wiem, kim on jest. Wybrałam się nawet do biblioteki, by sprawdzić w albumach, czy na jakimś zdjęciu nie ma jego twarzy. Po półtorej godzinie obracania kartek, stwierdziłam że to bez sensu. Po pierwsze, wątpię, zęby chodził do prywatnej szkoły - wyglądał raczej na kogoś, kto chodziłby do prywatnej szkoły. Po drugie - na pewno nie jest starszy od mnie więcej niż dwa lata, więc niepotrzebnie przeglądałam albumy aż z 2009 roku.
Ale nikomu o tym nie powiedziałam. Trzymałam buzie na kłódkę i prowadziłam swoje małe śledztwo w czasie, gdy Ana miała zajęcia a ja okienko. Ale w tym wszystkim nie to było najdziwniejsze.
Tata przychodził wcześniej z pracy. Mogłam go widzieć już o dziewiątej wieczorem. Mówił, że ma mało pracy, bo wszystkie sprawy już prawie zostały zakończone.
Nie wierzyłam mu.
To, ze jest adwokatem i jego zdolność przekonywania ludzi jest na wysokim poziomie, nie znaczy, że potrafi okłamać własną córkę. Prawdopodobnie ma to coś wspólnego z białą, anonimową kopertą.
Od dnia, gdy przyszła minęły trzy dni. Każdego dnia przychodziły inne. A w niedziele dwie. Ojciec szybko podniósł je z podłogi i włączył do kieszeni, odnajmując, że przeczyta je później. Coś było nie tak, a ja nie wiedziałam, co. Jakbym obracała puzzel, który wygląda jakby brakowało go w mojej układance, ale jednak to nie ta część.
Coraz częściej moje myśli krążyły wokoło blondyna z czarnymi okularami na nosie. I coraz częściej mój umysł podpowiadał mi, ze to on może być tym tajemniczym nadawcą. Odrzucałam te myśli od siebie, powtarzając sobie, ze jest tylko zwykłym nastolatkiem, którego widzę na ulicy.
Mój mózg za cholerę nie chciał w to uwierzyć.
Więc gdy w poniedziałek wieczorem zobaczyłam kolejne koperty w holu naszego domu, lezące na ciemnych panelach, pomyślałam, żeby je otworzyć. Ciekawość paliła mnie w środku i nic nie mogło jej ugasić. Ale zaufanie, które dążył mnie tata, mówiło, żeby zanieść je na górę, gdzie on siedzi przy swoim biurko i pracuje.
Przecież nie były adresowane, prawda? Mogły też być do mnie, a on odbierał je za mnie i po prostu palił. Może to jakieś ulotki na studia?
Gdyby to były jakieś głupie ulotki, pokazał by mi.
Chyba, że to nie ulotki... Chyba że są od tego blondyna, który godzi za tobą jaki cień.
On za mną nie chodzi. Mam tylko takie wrażenie. Jaki były sens, gdyby mnie śledził? Czy nie lepiej podejść i zapytać kim jestem, a nie łazić za mną jak jakiś psychopata?
Może on nie jest JAK, tylko po prostu jest psychopatą.
Albo nastoletnim zabójcom, który upatrzył sobie mnie jako kolejną ofiarę?
Młodociany przestępca....
-Ari? - głos mojego taty, który stał na szczycie schodów, wybudził mnie z transu, który niebezpiecznie zapętlał się do scenariusza czarnego jak z horroru. Musiałam, stać wyjątkowo długo nad tymi listami, gapiąc się na nie jak idiotka i zastanawiając, jakie okropności w sobie kryją. Przeniosłam wzrok na swojego tatę, który zszedł spokojnie na dół i podniósł białe koperty z posadzki, przyglądając się nim ze ściągniętymi brawami. Usłyszałam, jak mruczy do siebie - To nie ma sensu...
Postanowiłam zaryzykować. Zwykłe, beztroskie pytanie:
-Co nie ma sensu?
Podniosły głowę, jakby dopiero teraz zauważył, że tutaj stoję.
-Nic. Po prostu listy nie przychodzą o tej godzinie.
-Od kogo są?
-Jakieś głupie ulotki ubezpieczeniowe - wzruszył ramionami, po czym zmienił temat - Zaraz nie zaczyna się ten twój serial?
-Taaa - mruknęłam, odwracając się i wracając do salonu, raz zerkając, jak tata szybko wbiega po schodach. Usiadłam na kanapie i głęboko odetchnęłam. To tylko ulotki. Zwykłe ulotki, które wolontariusze rozdając na ulicy i wrzucają do skrzynek.
Ulotki w kopertach?
-Zamknij się - mruknęłam do siebie, przełączają na kanał, na którym leciał Teen Wolf - Po prostu się zamknij.
W ulotki też nie uwierzę...

***

-W co się ubierasz na koniec roku? - spytała Ana, spacerując leniwie pomiędzy regałami i wieszakami, gdzie były czarne sukienki.
-To za dwa tygodnie, mam jeszcze czas - odpowiedziałam, przyglądając się sukience z cekinami. Ana potrząsnęła swoją głową, wzdychając:
-Wszyscy tak myślą, a potem nigdy nic nie można nic ładnego kupić. W sumie, to w tych sklepach nigdy nie ma nic ładnego.
Uśmiechałam się i spojrzałam na przyjaciółkę, która sprawdzała cenę jednej z sukienek. Miała podobną. Chyba nawet trzy takie same sukienki. Ku mojemu zdziwieniu, odłożyła ją na miejsce. Ana spojrzała na moje uniesione brwi.
-Co? - spojrzała z bólem na sukienkę, po czym westchnęła - Mama wprowadziła mi limit. Podobno mam za dużo cuchów. Tylko że ona mnie nie rozumie, nigdy nie mam się w co ubrać.
-Tak jak wszyscy - powiedziałam, gdy wychodziłyśmy ze sklepu, uśmiechając się do sprzedawczyni. Wygładziłam spódniczkę, którą miałam na sobie - Słuchaj, nie wydaje ci się że mój tata dziwnie się zachowuje?
-Nie, chyba nie. Chociaż... - zawahała się i bardzo powoli wymówiła słowa - Wczoraj nie odpowiedział mi dzień dobry. Zabolało.
-Poważnie mówię. Coś jest nie tak - mruknęłam, rozglądając się naokoło - Dziwnie się zachowuje.
-Może ma dziewczynę? - podsunęła Ana, po czym szybko poparła swoją teorię, widząc moja minę - Nie jest jeszcze taki stary. Może się zakochał, wiesz jak to jest. Może ma dość samotności?
-Ma przecież mnie...
-Ty raczej wolałabyś mieć chłopaka, niż zajmować się całe życie córka, prawda? Może obydwoje myślą, jakby ci powiedzieć o swoim związku?
Zastanowiłam się. Teoria głupia, tyle ze ja wątpiłam, ze mój tata mógłby pokochać kogoś innego od mojej mamy. Byli dla siebie stworzeni, jak raz opowiadała mi babcia w poprzednie święta, gdy wyjątkowo polecieliśmy do Ameryki. Nie widzieli za sobą świata. A gdy ja się urodziłam, to jeszcze bardziej się pognębiło. Wszystko zawaliło się, gdy lekarze powiedzieli, ze mama ma raka. I ze nie da się go już uleczyć. Cierpiał tak samo jak ona, bo przecież umierała jakaś część jego. Po roku spakowaliśmy się i polecieliśmy do Londynu, by zostawić przeszłość za sobą. Zacząć wszystko od nowa. Minęło już dziesięć lat od jej śmierci, a ja nadal pamiętałam zapach jej perfum, to jak nauczyła mnie piec najlepsze babeczki pod słońcem. I jestem pewna, że każdego dnia jemu brakowało jej obecności. Może faktycznie, chciał zapełnić tą pustkę. Może w końcu się pogodził z tym, ze odeszła. I był gotowy na nowy związek.
Mój wzrok wyłowił wśród kilkuset osób, które były w galerii, jasne, lekko poczochrane włosy chłopaka. W wkrótce widziałam całą jego sylwetkę. Siedział na jednej z ławek, rozciągnięty z założonymi nogami, ze wzrokiem wbitym w komórkę. Okulary były założone na przód czarnej koszulki. W ustach zrobiło mi się sucho.
-Znasz go? - spytałam Any, która łowiła wzrokiem po wystawach, by znaleźć coś dla siebie - Tego blondyna, ubranego na czarno?
Przyjaciółka zlustrowała go wzrokiem, zwalniając by mieć więcej czasu.
-Podoba ci się? - spytała z głupim uśmiechem, a ja pokręciłam głową.
-Nie, po prostu nigdy wcześniej go nie widziałam.
-Są różne szkoły. A poza tym, to Londyn - prychnęła, odgarniając włosy z twarzy - Ludzie przyjeżdżają tu, żeby pogapić się na wielki zegar, potem na wielkie koło, iść na mosty, połazić po sklepach a potem chwali się, że byli w Londynie, pokazując zdjęcia przy budkach telefonicznych i czerwonych autobusach. Turyści jak turyści.
Pociągnęła mnie za rękę, wpychając do sklepu obuwniczego. Mój wzrok popędził do działu z obcasami. Moja słabość do tych butów była ogromna, a patrząc na mój wzrost mogłam nosić każde, nie patrząc na wysokość. Podeszłam do jednych i zaczęłam je oglądać. Uwielbiałam buty w jasnych kolorach.
Ana miała rację. To turysta, albo chłopak z innej części miasta. Nie ma czym się przejmować. Ale ja i tak wiem swoje. Odwróciłam się, patrząc w okno, skąd było widać ławkę, na której siedział. Już go nie było.

***

Ćwiczyłam, przy otwartym oknie, biorąc głębokie wdechy, tak jak radziła mi nauczycielka śpiewania. Uwielbiałam śpiewać. Ana radziła, żebym dodawała filmiki na YouTube, to może stanę się gwiazdą internetu. Odmówiłam. Jakoś mnie to nie pasjonowało. Jest więcej osób, które mają głos lepszy od mnie.
Dzisiejszy dzień nie należał do najcieplejszych. Wiał chłodny wiatr, na na niebie leniwie snuły się ciemne chmury. Gdy tylko wróciłam ze szkoły, przebrałam się i wzięłam za ćwiczenia. Ostatnio rzadko to robiłam, chociaż przekonywałam nauczycielkę, że ćwiczę systematycznie. Rozpływała sie nad tym, jak wysoko  potrafię zaśpiewać i nie rozumiała, czemu nie wzięłam tego na poważnie. Po prostu nie chciałam.
Ucichłam i opadłam na łózko. Sukienka, którą kupiłam nadal była nierozpakowana a torba z zakupami stała przy drzwiach. Jakoś nie potrafiłam się do tego zabrać. A potem idę na studia.
Przez chwilę leżałam, wpatrując się w sufit i próbując oczyścić umysł ze wszystkich myśli. Nie mogłam doczekać się końca. Tych emocji, gdy wchodziło się by pożegnać sie z klasą na okres wakacji. A tym razem już nie wrócę do tak dobrze znajomej mnie klasy. Idę swoją drogą. Będę chodziła na wykłady, robiła notatki...
Wyjątkowy zimny podmuch wiatru wtargnął do pokoju, powodując że moje ramiona pokryły się gęsią skórką. Chyba dość wietrzenia na dzisiaj. Podeszłam do okna, żeby je zamknąć i zamarłam z dłonią zaciśniętą na klamce.
Po schodach mojego domu, schodził chłopak z kapturem na głowie więc nie widziałam jego twarzy. Rozglądną się w prawo i w lewo i zaczynał odchodzić. Głos ugrzązł mi w gardle, gdy zobaczyłam człowieka, który prawdopodobnie codziennie wrzucał przez furtkę na listy białe koperty z nieznajomą mi treścią.
Zanim mój mózg pojął, co robi moje ciało, popędziłam w kapciach schodami w dół do holu. Faktycznie, na ciemnej posadzce wyłożonej panelami, leżała niewinnie wyglądająca koperta. Już druga w tym dniu. Szybko przeskoczyłam nad nią i otworzyłam drzwi, wytężając wzrok. Chłopak w czarnym dresie zniknął na zakręcie.
Nie zważając na to, że jestem w kapciach, zniszczonych jeansach i za dużej koszulce, puściłam się biegiem. Dopiero po chwili zadałam sobie w głowie pytanie : co będzie, jak go dogonię?
Wpadłam na jakiegoś staruszka, który wyszedł z cukierni. Wymamrotałam "przepraszam" i pobiegłam dalej.
Zakręciłam w uliczkę, w którą zniknął nieznajomy zauważając jego plecy. Przyśpieszyłam.
Kilkanaścioro dzieci wyszło z fast foodu, blokując mi przejście. Zanim przepchnęłam się przez tłum, chłopak zniknął. Ignorując przekleństwa płynące ze strony dzieciaków ( swoją drogą, ja w ich wieku wstydziłabym się przez tydzień gdybym coś takiego powiedziała do osoby dużo starszej) skręciłam w lewo.
Blondyn, który tak nagle pojawił sie w moim życiu, stał oparty o mur i leiwie przeciągał kciukiem po ekranie komórki. Wstrzymałam oddech.
Był ubrany w czarny sweter. W górę od dresu. Ale na głowie nie miał kaptura.
Po raz pierwszy od trzech miesięcy podniósł wzrok i spojrzał na mnie. W moje oczy. W płucach zabrakło mi tlenu, a ja nie mogłam przypomnieć sobie jak wziąć zbawienny oddech. Nie odrywając wzroku od jego twarzy, cofnęłam sie o krok. I o kolejny. I kolejny, aż znalazłam się na rogu i wróciłam na uliczkę, w której popchnęłam dzieci. Dopiero teraz puściłam się biegiem do swojego domu, a moje kapcie robiły okropny hałas w starciu z asfaltem.
Nie zatrzymałam się ani razu, dopóki nie znalazłam sie w swoim domu. Zatrząsnęłam drzwi i sunęłam się po ścianie obok nich. Biała koperta nie zniknęła, więc tata jeszcze nie wrócił z pracy. Wbiłam wzrok w najbliższy stopień.
Powinnam mieć setki pytań. Głowa powinna pękać mi od myśli. Ale pustka, której tak szukałam od tygodni, ziała w mojej głowie. Żadnych myśli. Tylko bicie mojego serca.
Po jakieś pół godzinie, gdy wróciłam, nie ruszyłam się z miejsca. I właśnie tam zastał mnie mój tata, gdy wrócił. Zamarł z altówką w jednej dłoni, patrząc się na biała kopertę, a potem zauważył mnie siedzącą bez ruchu na podłodze.
-Ari? - przykucnął, tak, że nasze oczy były na równym poziomie - Co się stało kochanie?
Spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem. Czas przestać wmawiać sobie, ze to zwykły chłopak. To robi sie coraz bardziej chore, a ja muszę się wygadać.
-Listy - szepnęłam cicho, czując suchość w gardle - Wiem, kto je wysyła...





Wiem, że jeszcze za wcześnie nazywać Was wspaniałymi i najlepszymi, ale to prawda. Jejku, aż mnie zatkało kiedy zobaczyłam, że pierwszy rozdział ma ponad 200 wyświetleń. Może dla Was to niewiele, ale dla mnie to szok.  Tyle pozytywnych opinii ( prócz naganny za to, że rozdział był za krótki, ehem) , dziękuje za każdą bez wyjątku! Nawet nie macie pojęcia ile dla mnie to znaczy, jeśli utrzymacie taki poziom, a jeśli on się podniesie, to chyba zrobię twitcam i na wizji się popłacze, lol.
Jeśli przeczytaliście, to skomentujcie, proszę.
Włączyłam anonima i wyłączyłam weryfikacje ( mam nadzieje). Ufam wam i wierze, że nie jesteście robotami i automatami, ops.
Czy ktoś mógłby oświecić panią Justysie i napisać w komentarzu, jak dodać link z Wattpad, tak, żeby było widać okładkę, wyświetlenia etc? Na razie jeszcze tego nie rozgryzłam.
Ta tak btw, opowiadanie na Wattpadzie : WINNY
I przydałby się jeszcze tematyczny szablon, pewnie na początek z Ashtonem i Arianą. A skoro już przy tym jesteśmy: dziękuje @buterapng za stworzenie paringu Ashiana. Na razie ze sobą nie rozmawiali, Ari nie zna jego imienia ( i jeszcze długo nie pozna) a wystarczył fakt, że są w zakładce 'Bohaterzy"
No jak Was nie kochać?
Chcecie być informowani o rozdziałach? 
Dajcie znać, czy się Wam podobało :) Kocham Was skarby i życzę, żebyście nie załamali się psychicznie tak jak ja, bo jutro pierwszy dzień szkoły. Mam nową klasę, nowe miasto i naprawdę nie wiem jak się nie zgubie.
Trzymajcie kciuki, żeby wygrała wersje deluxe płyty Ariany. O Boże, dzisiaj wyniki.
EIDT: NASTĘPNY ROZDZIAŁ ZA MIN. 10 KOMENTARZY

Kocham Was, Joylitte xxx

26.08.2014

Rozdział 1

Urocza kafejka w stylu francuskim była moją ulubioną. Jednak dzisiaj nie miałam ochoty siedzieć w niej i popijać cappuccino, które teraz wolno mieszałam. Chciałam wrócić do domu, przebrać się jeansy i za dużą bluzę, usiąść i oglądnąć film. Bądź poczytać książkę.
Wszystkie pomysły, które uwzględniały to, że byłabym sama, rozważyłabym. Dzisiaj najzwyczajniej w świecie nie miałam humoru. Od pewnego czasu zdarzało się to coraz częściej. Przez pewnego chłopaka, na którego punkcie miałam obsesję. Raczej stwierdzenie, że on miał obsesję na moim punkcie było bardziej trafne. Pojawiał się tam gdzie ja, obserwował każdy mój ruch. Ale tylko, jak byłam sama. Nidy nie widziałam go, jak szłam z Aną na zakupy, ani gdy wychodziłam z ojcem, co zdarzało się rzadko. Pojawiał się i znikał. Tylko zerkał, co robię i odchodził. Nie rozmawiał, nie uśmiechał się, kompletnie nic. Był jedną z miliona osób, którą spotykałam raz na jakiś czas na ulicy. Nic mnie nie obchodzili, mieli swoje życie i nie wpływali na moje. Nie znałam ich i pewnie nigdy nie poznam.
Więc dlaczego przejmowałam się blondynem, który chodził za mną jak cień? Czy to był tylko i wyłącznie mój wymysł? Może lepiej byłoby, gdybym powiedziała o nim komuś?
Zresztą, co by to zmieniło? Zapewne nic. Nie zobaczyliby go, bo nie było go kiedy byłam z osobą towarzyszącą. Jak miałabym udowodnić, że to nie dzieje w mojej głowie? Zaczynam wariować. I mam tego świadomość. Powinnam do tego przywyknąć, widywałam go od ponad dwóch miesięcy. Ale dzisiaj... Jeszcze nigdy nie czekał na mnie, gdy wychodziłam ze szkoły i nie szedł za mną, gdy zmierzałam do kafejki. Zawsze tak robiłam w piątkowe popołudnia. To była moja mała tradycja, by wypić cappuccino razem z Aną. Mógł czekać gdzieś niedaleko niej, a nie śledzić mnie od szkoły. Tylko raz zaglądnęłam przez ramię, by upewnić się, czy za mną idzie. I szedł. Z nierozłącznymi okularami na nosie, wpatrzony w ekran komórki. Na oko był w moim wieku, gdzieś koło dwudziestki. I na oko nie różnił się od większości. Jedynym wyjątkiem jest to, że zawsze ubierał się na czarno. Nigdy nie widziałam go w innym kolorze, tylko w czerni. Ewentualnie miał jakiś nadruk na koszulce. Szybko odwróciłam wzrok, byleby nie uświadomił sobie, że na niego patrze. Zazwyczaj go ignorowałam, wmawiając sobie, że to że mnie śledzi jest urojeniem. Był zwykłym chłopakiem, to wszystko, a jednak mój mózg miał inne zdanie.
-Czy ty mnie słuchasz?
-Hm?
Podniosłam wzrok na blondynkę, która siedziała na przeciwko mnie. Ana bębniła swoimi idealnie pomalowanymi paznokciami o blat stołu. Słońce odbijało się od jej jasnych włosów, sprawiając wrażenie, że są jaśniejsze niż w rzeczywistości. Była ładna. Cholernie ładna i zgrabna. Zawsze gdy przychodziła spóźniona, co ostatnio zdarzało się dosyć często, faceci którzy akurat siedzieli przy stolikach, podążali za nią wzrokiem. I dodatkowo, nie była rozpieszczoną, pustą idiotką. Była inteligentna, potrafiła rozśmieszyć każdego nawet w najbardziej pochmurny i beznadziejny dzień. Roztaczała wokół siebie tyle niesamowitej, pozytywnej energii, że każdy uwielbiał spędzać czas w jej towarzystwie. Uwielbiałam ją za to, bo sama byłam nieco aspołeczna. A ona o tym wiedziała, ale i tak zabierała mnie na imprezy, wyciągała do kina lub na zakupy, choć ja wolałam zostać w cichym mieszkaniu.
-Pytałam, czy twój tata jest w domu?
-Nie – odpowiedziałam, popijając cappuccino – Wyjechał na dwa dni.
Jak zwykle, chciałam dodać. Był wspaniałym rodzicem i starał poświęcać mi jak najwięcej czasu, ale przy pracy adwokata nie było to proste. Kochał mnie i nie chciał, bym czuła się samotnia. Wiedział, jak było mi ciężko po stracie mamy i jak długo nie mogłam się pozbierać po jej odejściu. Zniszczył ją rak, którego za późno wykryto. Walczyła do samego końca, jednak przegrała. Minęły już lata, nawet nie pamietam dnia jej pogrzebu. Nie pamietam, czy płakałam. Byliśmy wtedy z tatą bliżsi sobie niż kiedykolwiek wcześniej. I nadal podtrzymujemy tą więź. Akceptował to, że dojrzewam, nigdy nie próbował mnie zatrzymywać przy sobie. Ale miał twarde zasady. Żadnego picia, narkotyków, nikotyny i imprez do rana. W zamian za zaufanie. Pasował mi taki układ.
-Może poszłybyśmy dziś na imprezę?
Pokręciłam głową, kładąc filiżankę na stole.
-Nie mam ochoty.
-Proszę Ari! Ostatni raz byłyśmy gdzieś wieki temu.
Dokładnie miesiąc, bo dwa tygodnie temu była chora i nie mogłyśmy wyjść, a potem jakoś ją zbywałam. Kochałam ją, ale po dzisiejszym incydencie nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Moje myśli krążyły wokół chłopaka o jasnych włosach i w czarnych rurkach. Nie miałam ochotę na zabawę.
-Na prawdę, dzisiaj nie. Kiedy indziej.
Ana westchnęła. Rzadko nie udawało jej się namówić mnie do czegoś, a teraz przegrała bitwę. Zdania nie zmienię, wolałabym zostać w domu i pooglądać jakiś stary film. Albo mówić do siebie głośno, jak wtedy, gdy mam za dużo myśli, a ostatnio zdarzało mi się to często. Blondynka widząc, że dzisiaj nie będę z nią dyskutowała, wyciągnęła telefon i zaczęła coś na nim pisać. Podniosłam do ust filiżankę ze stygnącym cappuccino i spojrzałam przez okno. Naczynie zatrzymało się w połowie drogi.
Stał tam. W cieniu jednego ze sklepów, opierając się o jego ścianę. Patrzył na mnie. Mogłam być tego pewna. Zrobiło mi się ciepło w okolicy kołnierzyka. Przełknęłam ślinę.
-Idę do łazienki – wymamrotałam do Any, która tylko skinęła głową.
Chwilę później stałam przy odkręconym kranie. Poluzowałam nieco czerwony krawat mundurka i zanurzyłam dłoń w wodę. Była przyjemnie chłodna, a ja miała ochotę przemyć nią twarz, co dobrym pomysłem nie było. Mój makijaż zamienił by się w czarne smugi. Musiałam się zadowolić jedynie lekkim przemyciem policzków. Spojrzałam w lustro. Mimo że moją twarz pokrywała cienka warstwa podkładu, było widać, że jestem blada. Odetchnęłam głęboko, próbując się uspokoić. To wymysł mojej chorej wyobraźni, która chce, by coś się w końcu wydarzyło. Przerwać monotonie, która mnie otacza. Gdzieś tam ja też tego chciałam, ale na razie chce skończyć szkolę. Potem na wakacjach niech się dzieje to coś. Ale nie teraz. Chwyciłam brzeg umywalki i wbiłam w nią wzrok. Dlaczego się na mnie patrzył? Zawsze udawał, że mnie nie ma. I nigdy się nie pojawiał, gdy ktoś znajomy był przy mnie. Nigdy.
Poprawiłam kucyk zawiązany na czubku głowy. Moja nieodłączna fryzura, to po niej mnie rozpoznawano. Dziewczęca i urocza. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nikt nie próbował jej kopiować, a jak to robił, to z marnym skutkiem. Napięcie trochę mnie opuściło. Wytarłam ręce w papierowy ręcznik i wyszłam, kierując się do stolika.
Ana już nie miała w ręku komórki. Jej kawa była wypita, a ona sama obserwowała, jak podchodzę do stolika. Zazwyczaj, jak kończyłyśmy pić, szłyśmy do domu. Przerzuciłam torbę przez ramię i wzięłam czerwoną marynarkę, która wisiała na oparciu krzesła.
-To może chociaż film? - spytała Ana z nadzieją w głosie. Zastanowiłam się.
-Czemu nie? - wzruszyłam ramionami. Moja przyjaciółka uśmiechnęła się promiennie - Tylko ty go wybierasz.
Pożegnałyśmy się z kelnerka, uroczą panią po czterdziestce i wyszłyśmy na rozgrzaną słońcem ulicę. Rozglądnęłam się ostrożnie. Chłopaka nigdzie nie było. Może jednak warto zaryzykować? Nie powiedzieć w prost, tylko podsunąć pomysł. Ana znała wszystkich. I wszyscy znają Anę. Mnie też. Lubią mnie, ale bardziej z uwagi na mój głos. Potrafię śpiewać, nawet całkiem nieźle. Bardziej złośliwi ludzie mówią, że piszczę, ale nie przejmuję się tym. Pozostają mi obojętni. Pasjonuje się tym. Kocham śpiewać, ale raczej nie pójdę w tym kierunku. Nie wybije się. Ale nie rezygnuje z tego co kocham.
Chrząknęłam, by przykuć uwagę blondynki.
-Widziałaś ostatnio kogoś nowego? - spytałam, udając lekki ton. Tak, zajęcia teatralne też się przydały.
-Chyba nie - odparła, po czym zmarszczyła brwi - Chociaż... Kręci się tutaj jakaś blondynka. Może przyjechała na wakacje, nie wiem. Dużo ludzi jeździ do Londynu. Czemu pytasz?
-Tak po prostu. W naszym wieku?
-Tak, może nieco młodsza, nie wiem.
Ana urwała, po czym zajęła się wybieraniem filmu, który możemy obejrzeć. To nas łączyło - uwielbiałyśmy filmy. Tyle, że ona wolała młodsze produkcje, a ja te starsze. Słuchałam ją jednym uchem, potakując na wszystko co mówiła.
Czy to możliwe, by ją też ktoś obserwował? I myślała podobnie jak ja, że nie warto zawracać sobie tym głowy? Cóż, może ona to olewała, a ja z jakiegoś powodu nie potrafiłam. Bo to po prostu było cholernie niepokojące.
-Jesteś strasznie nieswoja... Zazwyczaj jak mówimy o filmach buzia ci się nie zamyka.
Ana wybudziła mnie z transu, w który się zatapiałam. Westchnęłam.
-Wiem, przepraszam. Nie wiem co się ze mną dzieje.
-Nadal nie masz ochoty na imprezę? Potańczyłabyś i napiła czegoś...
-Wiesz, że nie lubię alkoholu.
-Taa, jasne - prychnęła - Dziewica Maryja.
Wymierzyłam jej kustańca w bok. To prawda, nie przepadałam za alkoholem. Nie lubiłam pić piwa, nie lubiłam jego gorzkiego smaku... Ale od czasu do czasu piłam ot tak, dla zabawy. Jak ojca nie było w domu. Nie zapijałam się tak, że chwiałam się idąc. Ani że traciłam przytomność. Tylko trochę, by poczuć ciepło rozlewające się po ciele. To nie był jednak powód, by wyzywać mnie od świętych i córeczek tatusia. Ja po prostu taka byłam, nic po za tym. I nie widziałam sensu, żeby robić za złą dziewczynkę. To nie byłam ja.
Pożegnałam Anę, która skręciła w bok, gdy ja nadal szłam. Nie mieszkałyśmy daleko od siebie, zaledwie dwie lub trzy minuty drogi.
Przekręciłam klucz w drzwiach, wchodząc do chłodnego przedpokoju. Nikogo nie było w domu, zresztą jak zwykle. Zdążyłam się przyzwyczaić. Położyłam torbę przy drzwiach i schyliłam się, by podnieść kopertę leżącą na podłodze. Coś mi nie pasowało.
Nie miała adresu. Ani znaczka. Ale w środku coś było.
To pewnie do ojca. Nigdy nie dostawałam poczty, on zaś całe tony.
Przez moją głowę przemknęła myśl : to od tego blondyna. Tak, to by pasowało... Śledzi mnie, by zobaczyć gdzie mieszkam, potem podrzuca list w którym...
-Idiotka - warknęłam do siebie. Zabrałam kopertę ze sobą i rzuciłam ją na blat stołu w kuchni. Biuro jest na górze, a mi naprawdę nie chce się tam iść. I jestem głodna.
Otworzyłam lodówkę, po czym stałam i gapiłam się. Tak po prostu. W głowie odezwał się głos mojego taty, który tyle razy upominał mnie, żebym tak nie robiła. Że to psuje lodówkę. Co za głupota.
Trzeba wyjść do sklepu przed przyjściem Any. W tym domu nigdy nie ma nic do jedzenia.

***

Otworzyłam leniwie oczy, ale nic nie widziałam. Słyszałam równomierny i spokojny oddech Any, która leżała obok mnie. Telewizor był wyłączony. Na elektronicznym zegarze cyferki oznajmiały, że jest godzina w pół do pierwszej.
Przymknęłam na chwilę oczy. Miałyśmy oglądać filmy całą noc, a zasnęłyśmy gdzieś na początku trzeciego. Tak jak zawsze.
Co mnie wybudziło ze snu? Ana nadal się nie ruszała, śniąc spokojnie nadal.
Otworzyłam gwałtownie oczy, słysząc hałas z drugiego pokoju. Upewniwszy się, że moja przyjaciółka nadal głęboko śpi, cicho wstałam z łóżka. Na palcach podążyłam do biura taty.
Siedział przy swoim biurko z twarzą schowaną w dłoniach. Nadal w swoim garniturze, tyle że marynarka spoczywała na oparciu jego krzesła, a krawat był rozluźniony. Wyglądał, jakby zasnął. Kubek z długopisami, który zazwyczaj stał na biurku , leżał stłuczony obok na środku pokoju.
-Tato? - spytałam nieśmiało. Drgnął i spojrzał na mnie. Na jego zmęczonej twarzy pojawił się uśmiech.
-Cześć księżniczko. Czemu nie śpisz?
-Obudził mnie hałas - odpowiedziałam, opierając się o futrynę drzwi - Wszystko w porządku? Miało cię nie być przez dwa dni...
Kiwnął głową i zaczął zbierać papiery z biurka i wpychać je do szuflady.
-Wracaj do łóżka Ari, wszystko jest dobrze.
Spojrzałam z wątpieniem, jak człowiek, który zawsze nie znosił bałaganu, wpycha byle jak papiery do szuflady, a potem mój wzrok przeniósł się na długopisy, które leżały rozrzucone po podłodze w kawałkach szkła.
-Dobranoc - szepnęłam, wychodząc z kręgu światła rzucającego przez lampkę nocną. Gdy odpowiedział mi tym samym, wróciłam do łóżka.
Leżąc tak koło Any, która podczas mojej nieobecności rozrzuciła się po całym materacu, miałam przed oczami twarz taty, gdy spytałam, czy wszystko dobrze. Znałam tego człowieka na tyle, że wiedziałam, kiedy kłamał. Może po prostu się przepracowywał, co było najbardziej prawdopodobne. Może miał kłopoty w pracy i nie chciał mnie martwić?
Zasnęłam wsłuchując się w spokojny oddech mojej jasnowłosej przyjaciółki.




No i jest! Strasznie się męczyłam, żeby go napisać, chyba na początku zawsze jest trudno.
Idealnie nie jest, jestem amatorka także huh. Pewnie za jakieś pół roku pomysł na te fanfiction będzie mi się wydawał beznadziejny, zmieniałam już wątki tyle razy że się pogubiłam, muszę to wszystko spisać. 
Kocham Was wszystkich i życzę wspaniałego ostatniego wolnego wtorku

Justyna xxx

p.s. Z całego serduszka gratuluje mojemu aniołkowi Bradowi zweryfikowanego konta! Po 4 latach wreszcie się udało, yeey!