31.08.2014

Rozdział 2

Widziałam go coraz częściej.
Przedtem tylko od czasu do czasu na mnie "wpadał" a teraz czułam jego wzrok na plecach, gdy tylko wybierałam się gdzieś sama. Nadal do tego nie przywyknę. Zjawia się z dnia na dzień, śledzi każdy mój krok a ja nadal nie wiem, kim on jest. Wybrałam się nawet do biblioteki, by sprawdzić w albumach, czy na jakimś zdjęciu nie ma jego twarzy. Po półtorej godzinie obracania kartek, stwierdziłam że to bez sensu. Po pierwsze, wątpię, zęby chodził do prywatnej szkoły - wyglądał raczej na kogoś, kto chodziłby do prywatnej szkoły. Po drugie - na pewno nie jest starszy od mnie więcej niż dwa lata, więc niepotrzebnie przeglądałam albumy aż z 2009 roku.
Ale nikomu o tym nie powiedziałam. Trzymałam buzie na kłódkę i prowadziłam swoje małe śledztwo w czasie, gdy Ana miała zajęcia a ja okienko. Ale w tym wszystkim nie to było najdziwniejsze.
Tata przychodził wcześniej z pracy. Mogłam go widzieć już o dziewiątej wieczorem. Mówił, że ma mało pracy, bo wszystkie sprawy już prawie zostały zakończone.
Nie wierzyłam mu.
To, ze jest adwokatem i jego zdolność przekonywania ludzi jest na wysokim poziomie, nie znaczy, że potrafi okłamać własną córkę. Prawdopodobnie ma to coś wspólnego z białą, anonimową kopertą.
Od dnia, gdy przyszła minęły trzy dni. Każdego dnia przychodziły inne. A w niedziele dwie. Ojciec szybko podniósł je z podłogi i włączył do kieszeni, odnajmując, że przeczyta je później. Coś było nie tak, a ja nie wiedziałam, co. Jakbym obracała puzzel, który wygląda jakby brakowało go w mojej układance, ale jednak to nie ta część.
Coraz częściej moje myśli krążyły wokoło blondyna z czarnymi okularami na nosie. I coraz częściej mój umysł podpowiadał mi, ze to on może być tym tajemniczym nadawcą. Odrzucałam te myśli od siebie, powtarzając sobie, ze jest tylko zwykłym nastolatkiem, którego widzę na ulicy.
Mój mózg za cholerę nie chciał w to uwierzyć.
Więc gdy w poniedziałek wieczorem zobaczyłam kolejne koperty w holu naszego domu, lezące na ciemnych panelach, pomyślałam, żeby je otworzyć. Ciekawość paliła mnie w środku i nic nie mogło jej ugasić. Ale zaufanie, które dążył mnie tata, mówiło, żeby zanieść je na górę, gdzie on siedzi przy swoim biurko i pracuje.
Przecież nie były adresowane, prawda? Mogły też być do mnie, a on odbierał je za mnie i po prostu palił. Może to jakieś ulotki na studia?
Gdyby to były jakieś głupie ulotki, pokazał by mi.
Chyba, że to nie ulotki... Chyba że są od tego blondyna, który godzi za tobą jaki cień.
On za mną nie chodzi. Mam tylko takie wrażenie. Jaki były sens, gdyby mnie śledził? Czy nie lepiej podejść i zapytać kim jestem, a nie łazić za mną jak jakiś psychopata?
Może on nie jest JAK, tylko po prostu jest psychopatą.
Albo nastoletnim zabójcom, który upatrzył sobie mnie jako kolejną ofiarę?
Młodociany przestępca....
-Ari? - głos mojego taty, który stał na szczycie schodów, wybudził mnie z transu, który niebezpiecznie zapętlał się do scenariusza czarnego jak z horroru. Musiałam, stać wyjątkowo długo nad tymi listami, gapiąc się na nie jak idiotka i zastanawiając, jakie okropności w sobie kryją. Przeniosłam wzrok na swojego tatę, który zszedł spokojnie na dół i podniósł białe koperty z posadzki, przyglądając się nim ze ściągniętymi brawami. Usłyszałam, jak mruczy do siebie - To nie ma sensu...
Postanowiłam zaryzykować. Zwykłe, beztroskie pytanie:
-Co nie ma sensu?
Podniosły głowę, jakby dopiero teraz zauważył, że tutaj stoję.
-Nic. Po prostu listy nie przychodzą o tej godzinie.
-Od kogo są?
-Jakieś głupie ulotki ubezpieczeniowe - wzruszył ramionami, po czym zmienił temat - Zaraz nie zaczyna się ten twój serial?
-Taaa - mruknęłam, odwracając się i wracając do salonu, raz zerkając, jak tata szybko wbiega po schodach. Usiadłam na kanapie i głęboko odetchnęłam. To tylko ulotki. Zwykłe ulotki, które wolontariusze rozdając na ulicy i wrzucają do skrzynek.
Ulotki w kopertach?
-Zamknij się - mruknęłam do siebie, przełączają na kanał, na którym leciał Teen Wolf - Po prostu się zamknij.
W ulotki też nie uwierzę...

***

-W co się ubierasz na koniec roku? - spytała Ana, spacerując leniwie pomiędzy regałami i wieszakami, gdzie były czarne sukienki.
-To za dwa tygodnie, mam jeszcze czas - odpowiedziałam, przyglądając się sukience z cekinami. Ana potrząsnęła swoją głową, wzdychając:
-Wszyscy tak myślą, a potem nigdy nic nie można nic ładnego kupić. W sumie, to w tych sklepach nigdy nie ma nic ładnego.
Uśmiechałam się i spojrzałam na przyjaciółkę, która sprawdzała cenę jednej z sukienek. Miała podobną. Chyba nawet trzy takie same sukienki. Ku mojemu zdziwieniu, odłożyła ją na miejsce. Ana spojrzała na moje uniesione brwi.
-Co? - spojrzała z bólem na sukienkę, po czym westchnęła - Mama wprowadziła mi limit. Podobno mam za dużo cuchów. Tylko że ona mnie nie rozumie, nigdy nie mam się w co ubrać.
-Tak jak wszyscy - powiedziałam, gdy wychodziłyśmy ze sklepu, uśmiechając się do sprzedawczyni. Wygładziłam spódniczkę, którą miałam na sobie - Słuchaj, nie wydaje ci się że mój tata dziwnie się zachowuje?
-Nie, chyba nie. Chociaż... - zawahała się i bardzo powoli wymówiła słowa - Wczoraj nie odpowiedział mi dzień dobry. Zabolało.
-Poważnie mówię. Coś jest nie tak - mruknęłam, rozglądając się naokoło - Dziwnie się zachowuje.
-Może ma dziewczynę? - podsunęła Ana, po czym szybko poparła swoją teorię, widząc moja minę - Nie jest jeszcze taki stary. Może się zakochał, wiesz jak to jest. Może ma dość samotności?
-Ma przecież mnie...
-Ty raczej wolałabyś mieć chłopaka, niż zajmować się całe życie córka, prawda? Może obydwoje myślą, jakby ci powiedzieć o swoim związku?
Zastanowiłam się. Teoria głupia, tyle ze ja wątpiłam, ze mój tata mógłby pokochać kogoś innego od mojej mamy. Byli dla siebie stworzeni, jak raz opowiadała mi babcia w poprzednie święta, gdy wyjątkowo polecieliśmy do Ameryki. Nie widzieli za sobą świata. A gdy ja się urodziłam, to jeszcze bardziej się pognębiło. Wszystko zawaliło się, gdy lekarze powiedzieli, ze mama ma raka. I ze nie da się go już uleczyć. Cierpiał tak samo jak ona, bo przecież umierała jakaś część jego. Po roku spakowaliśmy się i polecieliśmy do Londynu, by zostawić przeszłość za sobą. Zacząć wszystko od nowa. Minęło już dziesięć lat od jej śmierci, a ja nadal pamiętałam zapach jej perfum, to jak nauczyła mnie piec najlepsze babeczki pod słońcem. I jestem pewna, że każdego dnia jemu brakowało jej obecności. Może faktycznie, chciał zapełnić tą pustkę. Może w końcu się pogodził z tym, ze odeszła. I był gotowy na nowy związek.
Mój wzrok wyłowił wśród kilkuset osób, które były w galerii, jasne, lekko poczochrane włosy chłopaka. W wkrótce widziałam całą jego sylwetkę. Siedział na jednej z ławek, rozciągnięty z założonymi nogami, ze wzrokiem wbitym w komórkę. Okulary były założone na przód czarnej koszulki. W ustach zrobiło mi się sucho.
-Znasz go? - spytałam Any, która łowiła wzrokiem po wystawach, by znaleźć coś dla siebie - Tego blondyna, ubranego na czarno?
Przyjaciółka zlustrowała go wzrokiem, zwalniając by mieć więcej czasu.
-Podoba ci się? - spytała z głupim uśmiechem, a ja pokręciłam głową.
-Nie, po prostu nigdy wcześniej go nie widziałam.
-Są różne szkoły. A poza tym, to Londyn - prychnęła, odgarniając włosy z twarzy - Ludzie przyjeżdżają tu, żeby pogapić się na wielki zegar, potem na wielkie koło, iść na mosty, połazić po sklepach a potem chwali się, że byli w Londynie, pokazując zdjęcia przy budkach telefonicznych i czerwonych autobusach. Turyści jak turyści.
Pociągnęła mnie za rękę, wpychając do sklepu obuwniczego. Mój wzrok popędził do działu z obcasami. Moja słabość do tych butów była ogromna, a patrząc na mój wzrost mogłam nosić każde, nie patrząc na wysokość. Podeszłam do jednych i zaczęłam je oglądać. Uwielbiałam buty w jasnych kolorach.
Ana miała rację. To turysta, albo chłopak z innej części miasta. Nie ma czym się przejmować. Ale ja i tak wiem swoje. Odwróciłam się, patrząc w okno, skąd było widać ławkę, na której siedział. Już go nie było.

***

Ćwiczyłam, przy otwartym oknie, biorąc głębokie wdechy, tak jak radziła mi nauczycielka śpiewania. Uwielbiałam śpiewać. Ana radziła, żebym dodawała filmiki na YouTube, to może stanę się gwiazdą internetu. Odmówiłam. Jakoś mnie to nie pasjonowało. Jest więcej osób, które mają głos lepszy od mnie.
Dzisiejszy dzień nie należał do najcieplejszych. Wiał chłodny wiatr, na na niebie leniwie snuły się ciemne chmury. Gdy tylko wróciłam ze szkoły, przebrałam się i wzięłam za ćwiczenia. Ostatnio rzadko to robiłam, chociaż przekonywałam nauczycielkę, że ćwiczę systematycznie. Rozpływała sie nad tym, jak wysoko  potrafię zaśpiewać i nie rozumiała, czemu nie wzięłam tego na poważnie. Po prostu nie chciałam.
Ucichłam i opadłam na łózko. Sukienka, którą kupiłam nadal była nierozpakowana a torba z zakupami stała przy drzwiach. Jakoś nie potrafiłam się do tego zabrać. A potem idę na studia.
Przez chwilę leżałam, wpatrując się w sufit i próbując oczyścić umysł ze wszystkich myśli. Nie mogłam doczekać się końca. Tych emocji, gdy wchodziło się by pożegnać sie z klasą na okres wakacji. A tym razem już nie wrócę do tak dobrze znajomej mnie klasy. Idę swoją drogą. Będę chodziła na wykłady, robiła notatki...
Wyjątkowy zimny podmuch wiatru wtargnął do pokoju, powodując że moje ramiona pokryły się gęsią skórką. Chyba dość wietrzenia na dzisiaj. Podeszłam do okna, żeby je zamknąć i zamarłam z dłonią zaciśniętą na klamce.
Po schodach mojego domu, schodził chłopak z kapturem na głowie więc nie widziałam jego twarzy. Rozglądną się w prawo i w lewo i zaczynał odchodzić. Głos ugrzązł mi w gardle, gdy zobaczyłam człowieka, który prawdopodobnie codziennie wrzucał przez furtkę na listy białe koperty z nieznajomą mi treścią.
Zanim mój mózg pojął, co robi moje ciało, popędziłam w kapciach schodami w dół do holu. Faktycznie, na ciemnej posadzce wyłożonej panelami, leżała niewinnie wyglądająca koperta. Już druga w tym dniu. Szybko przeskoczyłam nad nią i otworzyłam drzwi, wytężając wzrok. Chłopak w czarnym dresie zniknął na zakręcie.
Nie zważając na to, że jestem w kapciach, zniszczonych jeansach i za dużej koszulce, puściłam się biegiem. Dopiero po chwili zadałam sobie w głowie pytanie : co będzie, jak go dogonię?
Wpadłam na jakiegoś staruszka, który wyszedł z cukierni. Wymamrotałam "przepraszam" i pobiegłam dalej.
Zakręciłam w uliczkę, w którą zniknął nieznajomy zauważając jego plecy. Przyśpieszyłam.
Kilkanaścioro dzieci wyszło z fast foodu, blokując mi przejście. Zanim przepchnęłam się przez tłum, chłopak zniknął. Ignorując przekleństwa płynące ze strony dzieciaków ( swoją drogą, ja w ich wieku wstydziłabym się przez tydzień gdybym coś takiego powiedziała do osoby dużo starszej) skręciłam w lewo.
Blondyn, który tak nagle pojawił sie w moim życiu, stał oparty o mur i leiwie przeciągał kciukiem po ekranie komórki. Wstrzymałam oddech.
Był ubrany w czarny sweter. W górę od dresu. Ale na głowie nie miał kaptura.
Po raz pierwszy od trzech miesięcy podniósł wzrok i spojrzał na mnie. W moje oczy. W płucach zabrakło mi tlenu, a ja nie mogłam przypomnieć sobie jak wziąć zbawienny oddech. Nie odrywając wzroku od jego twarzy, cofnęłam sie o krok. I o kolejny. I kolejny, aż znalazłam się na rogu i wróciłam na uliczkę, w której popchnęłam dzieci. Dopiero teraz puściłam się biegiem do swojego domu, a moje kapcie robiły okropny hałas w starciu z asfaltem.
Nie zatrzymałam się ani razu, dopóki nie znalazłam sie w swoim domu. Zatrząsnęłam drzwi i sunęłam się po ścianie obok nich. Biała koperta nie zniknęła, więc tata jeszcze nie wrócił z pracy. Wbiłam wzrok w najbliższy stopień.
Powinnam mieć setki pytań. Głowa powinna pękać mi od myśli. Ale pustka, której tak szukałam od tygodni, ziała w mojej głowie. Żadnych myśli. Tylko bicie mojego serca.
Po jakieś pół godzinie, gdy wróciłam, nie ruszyłam się z miejsca. I właśnie tam zastał mnie mój tata, gdy wrócił. Zamarł z altówką w jednej dłoni, patrząc się na biała kopertę, a potem zauważył mnie siedzącą bez ruchu na podłodze.
-Ari? - przykucnął, tak, że nasze oczy były na równym poziomie - Co się stało kochanie?
Spojrzałam na niego przerażonym wzrokiem. Czas przestać wmawiać sobie, ze to zwykły chłopak. To robi sie coraz bardziej chore, a ja muszę się wygadać.
-Listy - szepnęłam cicho, czując suchość w gardle - Wiem, kto je wysyła...





Wiem, że jeszcze za wcześnie nazywać Was wspaniałymi i najlepszymi, ale to prawda. Jejku, aż mnie zatkało kiedy zobaczyłam, że pierwszy rozdział ma ponad 200 wyświetleń. Może dla Was to niewiele, ale dla mnie to szok.  Tyle pozytywnych opinii ( prócz naganny za to, że rozdział był za krótki, ehem) , dziękuje za każdą bez wyjątku! Nawet nie macie pojęcia ile dla mnie to znaczy, jeśli utrzymacie taki poziom, a jeśli on się podniesie, to chyba zrobię twitcam i na wizji się popłacze, lol.
Jeśli przeczytaliście, to skomentujcie, proszę.
Włączyłam anonima i wyłączyłam weryfikacje ( mam nadzieje). Ufam wam i wierze, że nie jesteście robotami i automatami, ops.
Czy ktoś mógłby oświecić panią Justysie i napisać w komentarzu, jak dodać link z Wattpad, tak, żeby było widać okładkę, wyświetlenia etc? Na razie jeszcze tego nie rozgryzłam.
Ta tak btw, opowiadanie na Wattpadzie : WINNY
I przydałby się jeszcze tematyczny szablon, pewnie na początek z Ashtonem i Arianą. A skoro już przy tym jesteśmy: dziękuje @buterapng za stworzenie paringu Ashiana. Na razie ze sobą nie rozmawiali, Ari nie zna jego imienia ( i jeszcze długo nie pozna) a wystarczył fakt, że są w zakładce 'Bohaterzy"
No jak Was nie kochać?
Chcecie być informowani o rozdziałach? 
Dajcie znać, czy się Wam podobało :) Kocham Was skarby i życzę, żebyście nie załamali się psychicznie tak jak ja, bo jutro pierwszy dzień szkoły. Mam nową klasę, nowe miasto i naprawdę nie wiem jak się nie zgubie.
Trzymajcie kciuki, żeby wygrała wersje deluxe płyty Ariany. O Boże, dzisiaj wyniki.
EIDT: NASTĘPNY ROZDZIAŁ ZA MIN. 10 KOMENTARZY

Kocham Was, Joylitte xxx

11 komentarzy:

  1. Nie ma szans, żebyś nie wygrała, lmao

    Rozdział jest jfnjkndfkjdnkf, Ari, Ashton, Ana, tata Ari >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
    Nie no dobra, a tak kompletnie szczerze to Ari, Ashton >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
    Shippuję Ashianę, hyhy
    Pewnie jak tylko się zobaczymy (jutro? idk) to zapytam cię kiedy nowy rozdział, nie zabijaj mnie wtedy ^^
    Ily słoneczko, czekam na kolejny, życzę dużo weny ♥

    @luvmywelli ; reject

    OdpowiedzUsuń
  2. Brastynko, cudowny rozdział (kolejny). Czekam z niecierpliwością na kolejny. Masz ogromny talent, co będę ci powtarzać jeszcze wiele razy. Życzę jeszcze większej liczby wyświetleń, gdyż na to zasługujesz. Trzymaj się.

    P. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. genialny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejciu :(
    Jakie to fajne :D
    housee-of-anuubis.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiada się fajny blog :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejciu jaki fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Justys dodaj cos fajnego za niedlugo. To jest idealne. Kocham wicia. Xx

    OdpowiedzUsuń