20.09.2014

Rozdział 4

Sprzątałam w pokoju, żeby zająć czymś umysł . Przynajmniej tak było do czasu, gdy w bezkresie swojej szafy znalazłam małe pudełko z kasetami wideo i starym odtwarzaczem. Podpięłam stary i zakurzony sprzęt, do plazmowego telewizora w moim pokoju i usiadłam na podłodze, wśród porozrzucanych swetrów, spódniczek i butów. Włożyłam kasetę z nagraniem do odtwarzacza i nacięłam ikonkę play.
Od tego czasu się wyłączyłam.
Znalazłam tez stare maskotki, które leżały zapominanie na dnie mojej szafy. Dużego i brunatnego misia z różowa kokardką na szyi zawiązaną przez mnie, gdy byłam dzieckiem. Teraz tuliłam go do piersi, i pustym wzrokiem patrzyłam na ekran telewizora i stare nagranie, gdy miałam siedem lat.
To było w Boże Narodzenie, jeszcze w naszym domu na Florydzie. Rozpakowywałam prezent, siedząc pod dużym, sztucznym drzewem ozdobionym sznurowadłem lampek i bombek, a niektóre były wykonane przez moja młodsza wersje. Rozpakowałam swoją pierwszą w życiu gitarę, z iskrami szczęścia w oczach, po czym z płaczem wdzięczności rzuciłam się w ramiona rodzicielki. Mama odłożyła na bok misia, którego ja teraz trzymałam. To był mój pierwszy instrument w życiu. Nigdy nie nauczyłam sie na nim profesjonalnie grać, ale zła też nie byłam. Kawałek drewna i metalu sprawił, że byłam najszczęśliwszą dziewczynką w całej Ameryce. Mama pomachała do kamery, którą trzymał tata. Ja też sto zrobiłam, nadal tuląc się do jej piersi i pokazując szereg nierównych ząbków, które jeszcze nie urosły mi po wypadnięciu mleczaków. Film skończył się, a na ekranie zapadła ciemność i delikatnie szumiąc, odnajmując, że nagranie dobiegło końca. Ja nadal siedziałam z zaszklonymi oczami, patrząc się w ścianie i przytulają coraz mocniej pluszaka do piersi. Nie czułam bicia własnego serca, czułam tylko pustkę.
Czasami tęsknota za mamą, choć minęło już więcej niż dziesięć lat, wracała i odbierała mi ochotę do życia. Mogłam jej się wygadać z wielkich problemów, które tak mnie dręczyły, a były tak małe. A ona zawsze pomagała mi je rozwiązać. Oddałabym wszystko za jeszcze jedną rozmowę z tą niezwykłą kobieta, którą była Joan Grande.
Westchnęłam głęboko i spojrzałam na misia, na jego duże, czarne, pozbawione miłości i życia oczy. Uwielbiałam tą maskotkę, cud, że jeszcze się nie rozleciała. Gdy tylko przeprowadziliśmy się do Londynu, musiałam szybko dojrzeć. Schowałam wszystko, co było namiastką tego, co kochałam przed śmiercią mamy. To, co sprawiało ze czułam się jak ukochana księżniczką rodziców, zawsze w centrum uwagi. Szkolny psycholog, znając moją historię i rozmawiając ze mną, stwierdził, ze nigdy nie widział tak dojrzałego ponad wiek dziecka. Nie bawiły nie dziecinne żarty, ani głupie odzywki. Śmiałam się, oczywiście, w końcu trzeba żyć, nawet jakby się straciło to, na czym najbardziej nam zależało. Żeby bliscy, patrząc nas odczuwali dumę. I żyć dla samego siebie, bo po to nas do życia powołano. Żeby  niego korzystać i nie zamartwiać się zanadto. By iść z podniesioną głową.
Rozejrzałam się po pokoju, na bajzel, który miałam posprzątać. Położyłam misia na niezaścielonym łóżku i zaczęłam zbierać rzeczy, które porzucałam po całym pomieszczeniu. Sprzątanie nie należało do moich ulubionych czynności, bo po dniu nie było widać jego efektu. Byłam okropną bałaganiarą, chociaż zazwyczaj starałam się zachowywać porządek, raczej ze średnim skutkiem. Podśpiewując pod nosem piosenki Sam'a Smith'a, pracowałam, nie widząc końca. Gdy po skończonej pracy , zamykając okno, spostrzegłam tajemniczego blondyna. Tym razem ujrzałam przed oczami twarz mamy. Zatrzasnęłam okno, natychmiast wyrzucając z pamięci chłopaka.
Tym razem pomogło.


***

Ana kontynuowała swój monolog, na temat swojego rodzeństwa. Jakie jest nieznośnie, jak przeszkadza i jak ma serdecznie dość. Dorzuciła, ze jak tylko stuknie jej dwudziestka, wyprowadza się do własnego mieszkania, bo nie może żyć z tymi małpami. Oczywiście, jej plany nigdy nie wejdą w życie, bo za bardzo kochała swój pokój, dom i atmosferę jaka w niej panuje. Mimo tego, jak bardzo denerwujące było jej rodzeństwo.
Wracałyśmy z kina z filmu "Zanim zasnę". Podobał mi się, ale mi wiele filmów się podoba, choć wolę te starsze produkcje. Natomiast Ana, rozkoszując się, ze może ponarzekać na swoją rodzinę, nie hamowała się. Mimo tego, na nią zawsze ktoś czekał w domu, ktoś zawsze spytał co się dzieje i jak tam w szkole. Na mnie czekał tylko Twitter i pustka domu. Przykre, ale ja nie narzekałam. Lubiłam samotność, choć od czasu do czasu była uciążliwa. Wtedy wychodziłam i pukałam w drzwi tętniącego życia domu Mulvoy-Ten. Zawsze traktowali mnie ja swoja piątą córkę i nigdy nie mieli mnie dość. Takich ludzi na świecie powinno być więcej.
Wszyłyśmy z galerii na rozgrzane ulice Londynu, z lodami w jednej dłoni, spacerując. Uwielbiałam niedziele, szczególnie w czerwcu, gdy nie były one wyrokiem śmierci, bo następnym dniem był poniedziałek.
-Jeszcze tylko tydzień i wolność - przyjaciółka wystawiła twarz do słońca, rozkoszując się ciepłem - Zero nauki, zero książek, tylko plaża, piasek...
-I chłopcy - spojrzałam na nią z uśmiechem, a ona obdarzyła mnie morderczym wzrokiem.
-W tym roku daje sobie spokój - odpowiedziała, a ja jednak odczułam wątpliwość - Naprawdę! Masz mnie za jakaś lafiryndę?
-Nie, tylko po prostu...
-Za to tobie przydałaby się rozrywka - zauważyła Ana i trąciła mnie łokciem - W te wakacje musimy cię rozerwać.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Wakacyjne romanse nie były w moim typie. Jeśli miałabym z kimś się umawiać lub spędzać czas, to tylko z osobą, którą darzę uczuciem.
-Co masz zamiar zrobić? Napisać na Facebooku : Moja przyjaciółka potrzebuje ładnego chłopaka od zaraz. Chętni pisać na priv?
-No wiesz - odfuknęła w odpowiedzi - Aż tak zdesperowana nie jesteś i nigdy tak nisko nie upadniesz.
Zaśmiałam się. Fakt, każda z nas nie miała chłopaka, ale jakoś nam to nie przeszkadzało. Oczywiście, fajnie by było, ale jakoś nie wyobrażam sobie rekcji mojego taty, gdybym przyprowadziła chłopaka do domu. Szczególnie w tych okolicznościach, gdy sam podskakiwał na krześle, gdy tylko ośmieliłam się wybudzić z jego fantazji.
Spojrzałam na zegarek. Było w pół do szóstej, a ja jakoś nie miałam najmniejszej ochoty wracać do mieszkania. Taty nie było, pojechał spotkać się z przyjaciółmi. Ja go do tego namówiłam, mówiąc, że przyda mu się chwila relaksu. Zgodził się. Przynajmniej tyle mogłam dla niego zrobić.
-Ile kostiumów kąpielowych zabrać? - spytała Ana, wyrzucając serwetkę w której trzymała skończony już wafel z lodem do kosza.
-Weź wszystkie - odpowiedziałam, oglądając wystawy sklepów - Jeśli nie będziesz musiała wziąć dodatkowej walizki.
-Chyba wezmę dwie. W końcu to cały miesiąc.
Bardzo cieszyłam się na ten wyjazd. Pozwoli oderwać mi się od londyńskiego tłoku, samochodów i dymu. Żałowałam, że nie mieszkam już nad morzem. Na Florydzie przez cały rok jest ciepło, jako dziecko spędzałam godziny na plaży. Do dzisiaj pamiętam smak lodów, które zjadałam wraz z rodzicami, spacerując po promenadzie.
Kolacje zjadłam w domu Any. Śmiejąc się przy stole wraz ze siostrami przyjaciółki, zapomniałam nawet o tajemniczym chłopaku w ciemnych okularach. To był najlepszy dzień w tym miesiącu. A wkrótce miało czekać mnie ich więcej. Tata Any, który był chirurgiem, musiał chcąc nie chcąc zostać w Londynie. Mój też zostawał. Towarzyszyć nam miała tylko mama Any, do której miałam wielki podziw. Sama nie dałabym rady upilnować szóstki dzieciaków, w tym dwie dorosłe, trzy nastolatki i jednego chłopca.
Dopiero o dwudziestej wyszłam, a blondynka mnie odprowadziła., Obydwie byłyśmy w dobrym nastroju, pełne energii. Ciepłe uczucie szczęścia wypełniało moją klatkę piersiową.
A potem stanęłyśmy przed moim domem, a czar prysł, jakby ktoś przekuł balon mojego bezpieczeństwa.
Ana pisnęła i zakryła sobie usta dłonią, a ja po prostu stałam i patrzyłam się.
Wszystkie okna na parterze były wybite, a szkło które pozostało w ramach, sterczało niczym ostre żeby. W ustach mi zaschło. Rozglądnęłam się w prawo, potem w lewo. Ale nikogo nie zauważyłam. Jak to możliwe, że sąsiedzi nie usłyszeli hałasu. Może ich nie było w domu?
Moje nogi były jak z ołowiu i prawie z nadludzkim wysiłkiem podniosłam jedną stopę, potem drugą, starając się nie stracić równowagi. Weszłam na schody i stanęłam przed drzwiami. Wyciągnęłam klucz z kieszeni.
-Ariana? - pisnęła moja przyjaciółka i natychmiast znalazła się u mojego boku. Jej twarz była nienaturalnie blada, a niebieskie oczy wydawały się większe niż zwykle.
Wsunęłam klucz do zamku i przekręciłam. Usłyszałam ciche kliknięcie i otworzyłam drzwi.
Dom się nie zmienił. Na pierwszy rzut oka było widać, że włamywacz, psychol czy ktokolwiek nic nie ukradł. Wszystko było na swoim miejscu prócz szkła, które walało się po podłodze. Wazon z kwiatami był rozbity, a moje ukochane róże leżały porozrzucane po posadzce. Weszłam powoli do pomieszczenia, rozglądając się nerwowo. Ana została w holu, obserwując każdy mój ruch.
W głowie miałam totalną pustkę. Co mam teraz zrobić. Dzwonić na policje? Tak byłoby najrozsądniej.
Wyciągnęłam telefon i drżącym kciukiem wystukałam numer nie policji, ale taty. Przyłożyłam słuchawkę do ucha i czekałam aż odbierze.
Coś przykuło moją uwagę. Metr od mnie, wśród tego całego bałaganu leżał kamień, którym najwyraźniej zbito okno. Podniosłam go i odwróciłam.
-Słucham? - w moim uchu rozbrzmiał głos taty. Beztroski i odprężony. Poczułam żal i obrzydzenie do samej siebie, że muszę to wszystko zniszczyć - Ari?
-Przyjeżdżaj do domu. Szybko - usłyszałam swój cichy i przerażony głos - Ktoś bardzo chce, żeby stała nam się krzywda.
Zacisnęłam mocno place na kamieniu, na którym ktoś napisał czerwoną farbą słowa.
Ona zginie.

***

Czerwono-niebieskie światła z kogutów policyjnym na przemian wpadały do salonu, gdzie siedziałam. Gdy tylko przesłuchali Anę, kazali jej iść do domu. A ja musiałam zostać.
Tysiąc razy zadawali mi te same pytania. Czułam się zmęczona. Chciałam położyć się do łóżka, uprzednio długo stojąc pod prysznicem.
Tata obejmował mnie i pocierał dłonią jedno z moich ramion. To był mechaniczny gest. Sam gdzieś odpłynął myślami, patrząc się bezmyślnie na policjantów. A ja po prostu zamknęłam oczy, odgradzając się od samej siebie.
Kto tak bardzo pragnie, żebym zginęła? To akurat było oczywiste. Żadna druga 'ona' w tym domu nigdy nie mieszkała. Chodziło tylko i wyłącznie o mnie, a ja byłam tego świadoma.
Po raz pierwszy zadałam sobie sprawę z tego, ze chłopak o jasnych włosach nie mógł tego zrobić. Był tajemniczy i irytujący, nosił czarne ciuchy i przerażał mnie, znajdując się tam gdzie ja, ale nie mógł tego zrobić. Nie wyglądał na kogoś, kto pragnął by czegoś tak okropnego.
Powiedziałam to policji, ale jakoś ich to nie przekonało. Nie chce wciągać w to osoby, która pewnie nie wie, że przez nią głupieje.
-Posłuchaj Ari - otworzyłam oczy i spojrzałam na tatę, który wydawał się dziwnie nie obecny - Odtąd masz wracać prosto do domu, nigdzie nie wychodzić i z nikim obcym nie rozmawiać. Zakaz na wychodzenie do kina, do kawiarni i na imprezy.
Słuchałam tego z beznamiętną miną, czując, że zaraz się rozpłacze.
-To dla twojego dobra...
Pocałował mnie w czoło i wstał, kierując się do jednego z funkcjonariuszy. Położyłam łokcie na kolanach i schowałam twarz w dłoniach.
Stałam się więźniem własnego domu, którego po raz pierwszy znienawidziłam.




NASTĘPNY ROZDZIAŁ ZA 15 KOMENTARZY
Idk co napisać. Dziękuje za wyświetlenia i komentarze, że czytacie to badziewie, którym wam spamuje na twitlemie.
Tak cholerna dumna z Bradzika, pierwsza trasa koncertowa gfhfhjhgj jako suppot ale co tam sdfdghgfhsfhfgh.
Nie macie pojęcia jakie to wspaniałe uczucie trwać przy idolu, jak powoli SAM PRACUJĄC zdobywa popularność i coraz nowych odbiorców. Brad nie promuje się na innych ani nie robi szumu wokół siebie. 
Byłam dzisiaj na Więzień Labiryntu, Dylanek ♥ Wspaniały film, będzie 2 część, polecam wszystkim x

Mam nadzieje że szybko sie zobaczymy xxx

Justysia

10 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że blogger już mnie lubi, lol

    ______

    Słonko, rozdział jest świetny, sdjfndskjfnskj. Według mnie to nie Ash, Ash jest za fajny żeby to zrobić. Ale drugim podejrzanym zostaje Brad, a nie wydaje mi się by była to jego sprawka. Nie wiem co myśleć, lmao
    Czekam na rozdział, w którym będzie konfrontacja Ari + Ash i (mam nadzieję) kiedy między nimi zaiskrzy c:
    ily ♥

    @luvmywelli

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na nastepny :) fantastyczny rozdzial :) 💞❤
    ~boows

    OdpowiedzUsuń
  3. super blog 💙

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział 💛
    Z niecierpliwością czekam na następny 😆
    Poinformujesz mnie o kolejnych rozdziałach na Twitterze @everydiamonds

    OdpowiedzUsuń
  5. justyś, świetnie i przerażająco piszesz. kc. x

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejny pełen emocji rozdział! Czekam na kolejny.

    P. ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Matko to jest świetne. Za długo by mi zeszło na pisaniu jakie to jest emejzing XD ♥ *-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Po pierwsze chciałam Ci podziękować za to fanfiction, bo jest ono inne i wreszcie główną bohaterką/bohaterem nie jest ktoś z chłopców z 1D, a postać męska nie jest żadnym ideałem, który tylko broni dziewczynę i kocha do upadłego. Fabuła jest świetna. Bardzo ciekawa. Wątek nie rozwija się za szybko co jest plusem, bo w niektórych ff jest tak że już w drugim rozdziale bohaterzy lądują w łóżku. Jest napięcie. Kolejny plus to postacie. Nie dość że Ariana i Brad to jeszcze Ana *-* Jakoś nie przepadam za Ashot'em, ale tu jest do zniesienia (mimo, iż nie jestem pewna czy to on XD). Mogłabym Cię chwalić aż do rana, ale niestety nie mam tyle czasu. Jedyne błędy jakie tu są to tylko literówki, albo błędna pisownia (np czasownik z ,,nie"), ale tę błędy nie mają tu znaczenia bo jest bosko. Pozdrawiam i czekam na następny rozdział. Wiem, że nie zawiedziesz. Mam nadzieję, że Cię chociaż trochę zmotywowałam do pisania i nie zamęczyłam XD
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny. Czekam na next'a
    Ale nie powinno się pisać rozdziałów za komentarze. Pisz z przyjemności :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Boże, jaka ja jestem głupia! Jak ja mogłam nie skomentować tego cudnego rozdziału napisanego twoimi rączkami na klawiaturce twojego komputera? Twitter już całkiem odciął mnie od świata rzeczywistego : /// To chyba źle ,ew ♥

    Też byłam na Więzień labiryntu ♥ Dyluś, znaczy ''Thomas'' taki wspaniały ,na tyle ,żeby przedostać się przez zamykającą się ścianę labiryntu ,omfg ♥
    Nie było wtedy takich emocji jak dziś na filmie ''Miasto 44 '' .. pewnie tylko dlatego ,że to polski film oparty na faktach podczas II wojny światowej itd.. Oks, przymykam się.

    FILM z Dylusiem ------►
    Omfg, poważnie? Bd druga część ??? #idk ,jprd, nie mogę, serio? Dawać zwiastun na YT !!!! (reżyser, DAWAJATA!) XD

    dark-ariana-stiles-fanfic.blogspot.com
    TT: @because_dylan

    OdpowiedzUsuń