24.10.2014

Rozdział 7

Rozdział dedykuje siostrze, która w poniedziałek obchodziła urodzinki :) Sto lat kochanie ♥
_____________________________________________

Było koło dziesiątej rano. Słońce wpadało do mojego pokoju, a ja obserwowałam jego długie promienie na ścianie mojego pokoju. Odkąd obudziłam się w sobotę po południu, bez przerwy myślałam o tym, co stało się w piątkowa noc. Leżałam na łóżku i nie robiłam kompletnie nic, poza zatracaniem się w myśli. Czasami podchodziłam do okna i obserwowałam bacznie ulicę, starając się wypatrzeć blond czuprynę. Na próżno. Ashton zapadł się pod ziemię po swoim heroicznym wyczynie w postaci uratowania mojego bezmyślnego tyłka.
Zabawne, jak potoczyły się sprawy - jeszcze trzy dni temu oddałabym wszystko, łącznie ze swoim talentem, żeby dał mi spokój. Teraz pragnęłam go zobaczyć, poczuć jego baczny wzrok na sobie.
Mój tata wrócił godzinę temu i odbyliśmy długą, poważną rozmowę na temat moich wakacji. Pomimo tego, że piątkowa impreza była jednym z najgorszych przeżyć w moim życiu, chciałam pojechać. Nadal mocno wierzyłam, że gdy wrócę do Londynu , opalona przez słońce, wszystkie moje troski zniknął. Że dadzą mi i mojemu tacie spokój.
Ku mojemu zdziwieniu, udało mi się go przekonać, żebym jednak pojechała. Musiałam uśmiechać się i wysłuchiwać, jaki jest ze mnie dumny, ze nie pakuje się w kłopoty,. że nie robię nic, co by zagroziło mojemu zdrowiu. Że go słucham i szanuje i w nigdy nie złamałam obiecanego słowa.
Moje serce z każdym jego słowem robiło się cięższe. W końcu poczucie winy było na tyle duże, że postanowiłam skłamać, że muszę się przygotować na wręczenie dyplomu ukończenia szkoły. Ze łzami w oczach tata objął mnie i powiedział jeszcze raz, że jest dumny mając taką córkę.
Ja natomiast czułam się jak najgorsza zdzira pod słońcem.
Postanowiłam jednak, że tata nigdy nie dowie się, co zrobiłam. Nigdy. Bałam się jego reakcji, bałam się tego co mógłby zrobić, gdyby się dowiedział, do czego doszłoby gdyby nie Ashton... No właśnie.
Moje myśli bez ustanku krążyły wokół chłopaka. Próbowałam go rozgryźć - na jakie zlecenie mnie chronił, na kogo polecenie obserwował każdy, nawet mój najmniejszy krok. Starałam się dojrzeć luki w jego idealnym planie śledzenia mnie.
Pozostawała jeszcze sprawa listów. Kto je przesyłał? I dlaczego tata się tym tak przejął.
Jeszcze niedawno perspektywa przeszukania jego biurka, byłaby dla mnie owocem zakazanym. nie chciałam tego robić - to był jego prywatny obszar w tym domu, gdzie ja nie miałam wstępu i gdzie on mógł załatwiać w ciszy i spokoju swoje sprawy.
Ale teraz ten pomysł zaczął się robić kuszący. Przeczytanie listów, dowiedzenie się co za informacje ukrywają... To pomogłoby zrozumieć mi zamiary Ashton'a. Coraz częściej przyłapywałam się na tym, że jak tylko trzaskały gdzieś drzwi, chciałam pobiec do jego gabinetu i znaleźć te tajemnicze koperty.
Westchnęłam i wstałam z łóżka. Za kilka godzin dostanę swoje wymarzone świadectwo, skończę liceum i oficjalnie będę mogła się nazywać studentkom... I zamiast się przygotowywać, leżę jak długa, myśląc i nie mając pojęcia, jak długo te przedstawienie będzie trwało.
Podeszłam do szafy i otworzyłam ją. Spośród mnóstwa ciuchów, wyciągnęłam czarną, krótka sukienkę o prostym fasonie, piękna i elegancka, taka jaką lubię. Ana uznała, że jest po prostu nudna - ja natomiast zostałam właśnie oczarowana jej prostotą.
Położyłam ją ostrożnie na łóżku i zaczęłam szukać szpilek, które do niej kupiłam. Łatwe to się nie okazało. Sprzątałam tydzień temu, a moja szafa już wyglądała jakby przeszło przez nią tornado. W końcu je znalazłam. Leżały w pudełku obok kaset ze starymi nagraniami. Uśmiechnęłam się smutno na myśl o mamie. Podobno czas leczy rany. Niektóre są jednak zbyt głębokie, żeby mogły zniknąć. Niektórzy ludzie są zbyt dla nas ważni, żeby o nich nie myśleć każdego ranka. A każda myśl sprawia ból i przywołuje tęsknotę.
Gdyby mama tu była, pomagałaby mi ułożyć włosy, zrobić makijaż. Kochałam tatę najmocniej na świecie, jednak mama to mama. Ona zrozumie, bo wie, jak to jest być nastolatką. Wie, jak to jest kochać się w członkach zespołu, piosenkarzach i aktorach. Wie, jak to jest mieć obsesję na punkcie serialu czy ulubionej pary butów.
Zamknęłam szafę i z ciężkim sercem ruszyłam do łazienki na dole. Ta na górze miała prysznic, a ja miałam ochotę na długą, relaksacyjną kąpiel w wannie. Odkręciłam kurek, napuszczając gorącej wody, nalałam ulubionego, waniliowego płynu do kąpieli, rozebrałam się i weszłam do wanny.Kąpiel pozwoliła ukoić moje nerwy i poczuć lekkie zdenerwowanie przed odebraniem świadectwa.
Po dwóch godzinach siedzenia, gdy woda była już letnia, bo nie dolewałam gorącej, umyłam włosy, wytarłam się w puchaty ręcznik, ubrałam szlafrok i popędziłam na górę. Wysuszyłam dokładnie włosy, po czym je upięłam tak, by pasowały do sukienki. Nałożyłam makijaż na twarz i założyłam swoje ukochane kolczyki.
Sukienka czekała na mnie tam, gdzie ja zostawiłam. Ubrałam się w nią i założyłam buty. Stanęłam przed lustrem, by ocenić jak wyglądam. Musze przyznać, że efekt mnie zadowolił. Znalazłam swoją starą, czarną kopertówkę, która dopełniała i nadawała stylizacji uroku, włożyłam telefon, chusteczki, szminkę i parę innych drobiazgów.
Byłam gotowa.
tata czekał na mnie ubrany w garnitur w salonie. Na mój widok łzy stanęły mu oczach. Wiedziałam, jaki jest ze mnie dumny i czułam się z tym paskudnie. Wyszliśmy z domu, a tata otworzył mi drzwi do auta. Powinnam czuć się jak księżniczka.
Ale właśnie w tej chwili chciałam zobaczyć Ashton'a. Chciałam poczuć, że ktoś nade mną czuwa.

***

-Jestem z ciebie taki dumny...
Poczułam, że zaraz się rozpłacze. Bez przerwy mi to powtarzał, nie wiedząc co się stało w piątek w nocy. To był pierwszy raz, kiedy ukrywałam przed nim tak poważną sprawę. Ale fakt, ze mnie tam nie powinno być, mówił sam za siebie. Pewnie posłałby mnie do zakonu, gdyby się dowiedział. Nie mamy już średniowiecza, ale on byłby zdolny do podjęcia takiego kroku.
Oczywiście po to, żeby mnie chronić.
Uśmiechnęłam się pogodnie, maskując swoje uczucia i cmoknęłam go w policzek. Tata ruszył do barku i wyciągnął jedno z najlepszych i najdroższych win, jakie miał.
-Trzeba to uczcić! - oznajmił i uśmiechnął się jeszcze szerzej na widok mojej zaskoczonej miny.
Coś przewróciło mi się w żołądku. Po ostatnim nażyciu  nie miałam najmniejszej chęci nawet patrzeć na alkohol, a co dopiero go pić. Jednak to wydało by mu się więcej niż dziwne. Posłusznie wzięłam więc lampkę czerwonego wina, które mi poda, i przełknęłam łyk, starając się nie krzywić. I nie zwymiotować.
Tata zaczął opowiadać, jak było na wyjeździe, a ja udawałam, zę go słucham. Był naprawdę szczęśliwy. Nie wiedziałam, co mogłoby być powodem tego dobrego humoru i szczerze powiedziawszy, mało mnie to obchodziło. Wspaniale było na niego patrzeć, nie widząc zachmurzonego czoła, zamyślenia i troski w jego oczach.
Powoli się odprężałam i starałam nawiązać dyskusję. Było koło siódmej, gdy znowu wyszliśmy, tym razem do restauracji. Atmosfera była cudowna, bym bardziej, że tata zaprosił ojca Any i samą dziewczynę. Dawno się tak wspaniale nie bawiłam. W pewnym momencie zapomniałam nawet o tym, co stało się w piątek w klubie.
Oczywiście nie było dane mi długo cieszyć się tym pięknym uczuciem.
Tata podjechał na podjazd, ale nie zgasił silnika.
-Skoczę jeszcze do sklepu po coś do jedzenia. Umyj się, potem oglądniemy jakiś film.
Uśmiechnęłam się szeroko.
-Dobrze.
Noc nie była chłodna. Latarnie świeciły jasno, rozsiewając wokoło siebie przyjemnie dla oka złote światło. Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do domu. Ściągnęłam wysokie buty i na bosaka pobiegłam na górę. Wzięłam szybki prysznic, zmywając z siebie tonę makijażu i lakieru do włosów, przebierając się w leginsy i długą koszulę.
Ruszyłam do pokoju, sięgając z przyzwyczajenia do kieszeni. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że zostawiłam telefon w torebce na dole. Zmieniłam swój tor drogi i zbiegłam po schodach do salonu, gdzie moja komórka czekała cierpliwie w czarnej kopertówce. Odblokowałam ją i spojrzałam na ekran. Nikt do mnie nie napisał, przychodziły tylko powiadomienia z twitter'a i facebook'a. Zablokowałam telefon z powrotem, ruszając na górę.
Zatrzymałam się jednak w przedpokoju, z przerażaniem patrząc na kartkę leżącą na panelach. Kartkę, nie kopertę. Z narastającym strachem sięgnęłam po nią i podniosłam. Usłyszałam własny głos, szlochający ze strachu. Na kartce widniały litery powycinane z gazet.
-Ostatni raz ci się udało księżniczko - przeczytałam na głos, mając nadzieje, że jeśli to przeczytam, to to co było tam napisane, dotrze do mojej świadomości - Niedługo cię dopadniemy. I nikt nie pomoże tobie, ani twojemu ojcu. Zobaczymy się szybciej niż myślisz.
Zaszlochałam, oczy zaszły mi łzami. Jak przez mgłę usłyszałam słowa, które teraz wywołały ciarki na mojej skórze. Ktoś kto chciał mnie skrzywdzić, też nazwał mnie księżniczką.
Trzeba było zostać w domu księżniczko...
Po moich policzkach potoczyły się łzy. Nie, to niemożliwe. Nie wierzę w to. Ścisnęłam kartkę papieru i zaczerpnęłam głośno powietrza. Zanim zdałam sobie sprawę z tego co robię, byłam już w gabinecie ojca, siedząc na jego fotelu.
Musze przeszukać jego rzeczy. Teraz jestem pewna, że mu wygrażano. Grozili, że zrobią mi krzywdę.
Na burku stała tylko jedna fotografia - przedstawiająca mnie, mamę i tatę na jednej z plaż. To było dawno, gdy mieszkaliśmy na Florydzie.
Położyłam telefon i kartkę na blacie biurka i drżącą dłonią odsunęłam pierwszą szufladę. Teraz wszystko było poukładane. I ani śladu listów.
W drugiej też było pusto. Dopiero w trzeciej znalazłam dwie koperty. Drżącymi palcami wyciągnęłam pierwszą kartkę. Ta tak jak tą, którą przed chwilą otrzymałam, była wyklejona literami z gazet.
I każda miała podobną treść. Że zapłaci za to, co zrobił. Że odbiorą mu to, na czym mu najbardziej zależy.
Że będzie patrzył, jak błagam o śmierć...
Po moich policzkach płynęły łzy. Śmiertelne przerażenie obierało mi wszystko. Schowałam listy i zaczęłam płakać, nie mając siły na nic innego.
Trzasnęły drzwi. Szybko zerwałam się z miejsca, gotowa wybiec z pokoju.
-Ariana! - mój tata zawołał mnie, a ja stałam sparaliżowana.
Wtedy właśnie przyszedł SMS.  Jedyne co przyszło mi na myśl to sprawdzenie go. Chwyciłam telefon w drżące dłonie i przesunęłam palcem po ekranie, odblokowując go.
Wiadomość była od nieznanego numeru. Jedno zdanie.

Zostań tam, gdzie jesteś

Uniosłam brwi. Nie mogę tu zostać. Jeśli tata mnie przyłapie, będzie już po mnie. Jeśli zobaczy ten list, będę musiała się wytłumaczyć i opowiedzieć wszystko. Jeśli zobaczy, ze płakałam...
W tej chwili usłyszałam strzał. Mój pisk utonął w dźwięku tłuczonego szkła. Zapomniałam jak się oddycha, nie mogąc przypomnieć sobie, jak zaczerpnąć powietrza.
Padł drugi strzał, a ja wiedząc, że robię głupotę rzuciłam się do drzwi.
Przyszli po niego. A ja nie zamierzałam stać bezczynnie.
Trzeci strzał i wrzask mojego taty. Łzy znowu potoczyły się po moich policzkach. Zaczęłam schodzić po schodach, ale zatrzymałam się w połowie drogi.
W drzwiach stał blondyn, unosząc broń i bacznie patrząc przed siebie, obserwując. Miałam ochotę wrzeszczeć, ale moje ciało nie chciało mnie słuchać. Zeszłam jeszcze jeden stopień w dół. Wtedy mnie zauważył.
Ashton spojrzał na mnie i zacisnął wargi. Mogłam przysiąść , że przeklina w duchu. Delikacie pokręcił głowę najpierw w prawo, potem w lewo. Patrzyłam na niego przerażona. Chłopak cicho zaczął iść przed siebie.
Ostrzegł mnie, żebym nie schodziła, żebym wróciła na górę. Miałam to zrobić. Ale usłyszałam trzask zbitego okna. Wiedziałam, że tam też nie jest bezpiecznie.
Nie widząc innego wyjścia zeszłam po schodach i miałam iść w kierunku kuchni, tam gdzie zmierzał Ashton.
Zobaczyłam go przyciśniętego do ściany z pistoletem w ręku. Odwrócił głowę i nasze spojrzenia się spotkały.
Poczułam silne uderzenie w tył głowy. Jednocześnie ktoś przyłożył mi szmatę do ust, zakrywając przy tym nos. Ogarnęła mnie senność, obraz się rozmył.
Runęłam w ciemną otchłań, tracąc przytomność.



i jak? dziękuje wam za wszytko, jesteście moją wielką inspiracją ♥


justyna x

12.10.2014

Rozdział 6

Z dedykacją dla moich księżniczek : Wiktorii i Klaudii ♥ Bądźcie silne x
Muzyka, kto chce sobie włączyć : KLIK
__________________________

Tłok w klubie był ogromny. Jednak Ana nie prowadziła mnie prosto na parkiet, tak jak to zazwyczaj robiła. Ciągle trzymając mnie za rękę, ciągnęła do wolnego stolika, uparcie idąc przed siebie. Ja natomiast starałam się uspokoić.
Miałam racje... Jezu, ja miałam racje. On mnie śledził, łaził za mną z jakiegoś powodu, a dzisiaj powiedział mi dlaczego. Czy on mnie chronić? Czy raczej grał w przeciwnej drużynie, próbując mnie nastraszyć i pozbawić resztek pewności siebie? Czy to on wybił okna w moim domu?
Ana pchnęła mnie na krzesło i sama usiadła obok. Oparłam łokcie na stoliku i schowałam twarz w dłoniach, głęboko oddychając. Blondynka spojrzała na mnie z troską.
-Co powiedział?
Westchnęłam głęboko.
-Że mam wrócić do domu i nie wychodzić.
Dziewczyna spojrzała na tańczący tłum ludzi, których znała. Miałam nadzieje, że wpadnie na jakiś pomysł, pocieszy mnie i powie, że nie ma się czym przejmować. Ale gdy otworzyła usta, poczułam gorzki zawód.
-Może faktycznie ma rację...
Spojrzałam na nią zdziwiona, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwila powiedziała.
-Przecież sama mnie namawiałaś, żebym poszła, a teraz mówisz, że to zły pomysł?!
-Tak, ale to było przed tym, jak się odezwał...
Ona była niemożliwa. Najpierw zarzuca mi, że siedzę w domu jak zakonnica. Teraz stwierdziła, że źle zrobiłam uciekając z domu na imprezę. Sugeruje, że mam wrócić do mieszkania, gdzie nikt na mnie nie czeka, tylko dlatego, że psychol, który za mną łazi tak powiedział.
-Nie wracam do domu.
-Ale Ari...
-Nie - przerwałam jej, wstając i poprawiając sukienkę - Przyszłam, żeby się bawić.
Wyciągnęłam do niej rękę. Spojrzała na nią z wątpliwością, nie całkiem pewna, co ma zrobić. Mogłaby zacząć mnie przekonywać, żebym wróciła. Albo zignorować zdarzenie i dać się ponieść muzyce.
Po chwili wahania, chwyciła moją dłoń i razem ruszyliśmy na parkiet by dołączyć do znajomych.
Oszukiwałam siebie, fakt. Udawałam, że się nie przejmuje, a w głębi duszy zżerało mnie przerażenie. Ale chciałam się bawić ze znajomymi, po raz ostatni jako licealistka. Poruszałam się w rytm muzyki, skacząc wśród spoconych ludzi. Czułam, jak po moich plecach spływa pot, jak inni ocierają się o mnie a ja o nich, na stanowczo za małym parkiecie. Po piętnastu minutach zeszłyśmy z Aną z parkietu i zamówiłyśmy drinka. Dawno nie piłam alkoholu. Nie przepadałam, ale teraz ten napój wydawał mi się wyjątkowy, rozlewając się ciepłem po moim ciele, dodając energii do zabawy i tańca.
Było cudownie. Po kilku drinkach zaczęłam czuć wpływ alkoholu. Nigdy nie upijałam się do urwania filmu i dzisiaj też nie zamierzała. W końcu zapomniałam o tajemniczym blondynie, o jego zielonobrązowych oczach i ostrzeżeniu. Bawiłam się jak zwyczajna nastolatka ciesząca się życiem i końcem roku szkolnego. Moja przyjaciółka tańczyła z kilkoma chłopcami, więc zostawiłam ją, gdy skończył się kawałek i zaczął następny.
Zeszłam z parkietu i usiadłam na wysokim krześle przy barze, zamawiając kolejnego drinka. Zaczęło robić się duszno, ale nikomu to zbytnio nie przeszkadzało. W kątach stały pary, obściskując się i nie zwracając uwagi na nikogo. Chwyciłam napój, który barman przede mną postawił i wypiłam łyk. Poczułam, jak alkohol rozlewa się po moim ciele. Teraz nie miałam pojęcia, czemu tak bardzo nie lubiłam pić.
Odłożyłam niedokończonego drinka i poszłam dalej tańczyć. Nie dbałam o nic, czułam się wolna i szczęśliwa. W tej paśmie porażek, zostanie na imprezie było moją najlepszą decyzją. Wiedziałam, że robię wbrew moim zasadom i podobało mi się to. Nie musiałam być tą grzeczną dziewczynką, której z czasem miałam dość. Tata myślał, że jestem w domu. I lepiej, żeby nigdy się nie dowiedział, że zrobiłam coś wbrew jego woli.
Po kilkunastu minutach wróciłam z Aną i dokończyłam swojego drinka. Moja przyjaciółka wypiła chyba więcej alkoholu niż ja. Widząc to, postanowiłam więcej już nie pić. Przynajmniej jedna z nas powinna być na tyle trzeźwa, by przejść przez ulicę i nie dać się potrącić przez samochód.
Wróciłyśmy na parkiet i znowu szalałyśmy, nie mając pojęcia, która jest godzina.
Powoli zaczęło mi się kręcić w głowie. Na nogach jak z waty dotarłam do stolika, przy którym z Aną rozmawiałyśmy kilka godzin temu. Brałam głębokie wdechy, mając nadzieje, że zaraz mi przejdzie. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam. Poczułam się senna... Mój mózg zaczął szukać przyczyny takiego zachowania.
Drink. Zostawiłam drinka przy barze. Jaka ze mnie idiotka...
Próbowałam wstać, ale nic z tego nie wyszło. Z jękiem upadlam znowu na krzesło. Z wielkim wysiłkiem podniosłam głowę i zaczęłam łowić wzrokiem Anę, żeby dać jej znać, że coś nie gra. Jednak nigdzie jej nie było widać. A ja zaczynałam czuć się tak, jakbym miała za chwilę zasnąć...
Ktoś pomógł mi wstać. Chwyciłam ramię, które oplatało moją talię i z nieznajomą mi osobą zaczęłam przepychać się przez tłum. Teraz dałabym wszystko, żeby znaleźć się w domu. Wiedziałam, że nie powinnam iść z osobą, której nawet nie znałam, której twarz była zamazana, a ja nic nie mogłam zrobić, by ostry wzrok powrócił. Wiedziałam, że powinnam stawić opór. Próbowałam. Ale nie mogłam, moje ciało nie reagowało, umysł był spowity mgłą.
Poczułam jak zimne powietrze liże moją nagą i spoconą skórę. Nie byłam przed głównym wejściem do klubu. Osoba, która mnie tutaj przyprowadziła, puściła mnie. W odruchu podparłam się jedna ręką o ceglaną ścianę, by nie upaść. Chciałam krzyknąć, ale moje usta poruszały się i żaden dźwięk się z nich nie wydobył.
Ktoś chwycił mnie za ramię i przycisnął do muru. Moja głowa uderzyła z impetem w ścianę, a z ust wydobył się cichy jęk. Nie byłam wstanie zrobić nic. Ktoś dosypał mi jakiegoś świństwa do drinka, gdy odeszłam tańczyć. Teraz tylko przerażenie przebijało się przez działanie narkotyku. Człowiek pochylił się nad mną i szepnął zachrypniętym, męskim głosem do ucha:
-Trzeba było zostać w domu księżniczko...
Po moich policzkach potoczyły się łzy. W duchu powtarzałam jedno zdanie : Niech ktoś mi pomoże...
Mężczyzna zaśmiał się, a ja usłyszałam też drugi śmiech. Ile ich było? Co ze mną teraz zrobią, gdy byłam bezbronna i mniejsza niż zazwyczaj. Czułam, jak jego dłoń puszcza moje ramię i zaciska się na udzie...
Pewnie Ana nawet nie zauważyła, że zniknęłam... Zacisnęłam oczy i usta.
Jego dłonie oderwały się ode mnie, a ja nie mogąc ustać o własnych siłach, zjechałam po ścianie. Nie otwierałam oczu. Zamroczona, nie potrafiłam się nawet poruszyć. Usłyszałam hałas, potem jak ktoś przeklina. Nic mnie to nie obchodziło, chciałam być tylko bezpieczna w swoim domu.
Oddychałam wolno... Powoli traciłam kontakt z rzeczywistością, choć starałam się zachować przytomność. Przegrałam. Usłyszałam tylko, jak ktoś krzyczy:
-Cholera, Ashton!
Potem nie było nic.

***


Gdy otworzyłam oczy, oszołomiło mnie światło i musiałam znowu je zamknąć. Miałam sucho w ustach, mój język sprawiał wrażenie wielkiego, a głowę rozsadzał tępy ból. Leżąc w miękkiej pościeli, starałam sobie przypomnieć co wczoraj się wydarzyło. Pamiętałam klub, chłopaka, który kazał mi wracać, tańczących ludzi i alkohol... Reszta się zamazywała w mojej pamięci. Powoli otworzyłam oczy, starając się nie krzywić i nie poddać się pragnieniu, by znów zasnąć.
Znajdowałam się w swoim pokoju. Podniosłam się z miękkich poduszek, rozglądając półprzytomnie po pomieszczeniu. Wszystko wyglądało tak samo, jak wczorajszego pokoju. Kilka sukienek porozrzucanych po podłodze, moje kosmetyki walające się na biurku. Nie zgadzał się tylko jeden mały szczegół.
Na stoliku przy moim łóżku, stała szklanka wody i leżały dwie tabletki. Podejrzliwie na nie spojrzałam. W końcu rozpoznałam w nich tylko tabletki na ból głowy. Włożyłam je go ust i popiłam zimną wodą.
Potem spostrzegłam bukiet czerwonych róż i małą, złożoną karteczkę. Wzięłam ją do ręki i rozłożyłam. Ładnym, schludnym pismem było napisane jedno zdanie:

Mówiłem, żebyś tam nie szła...

Opadłam znowu na poduszki i przymknęłam oczy... Co się stało wczoraj w nocy? Pamiętam tylko strzępy... Jak czułam się otumaniona, czyjeś ręce, przekleństwa, hałas i... imię Ashton.
Ktoś krzyczał "Cholera, Ashton"
Ashton... Miał na imię Ashton...
Pomimo bólu głowy, wstałam i wsunęłam stopy w pantofle. Zachwiałam się, gdy podnosiłam się z łóżka. Miałam tylko dwa razy w życiu kaca i zdecydowanie ten był najgorszy. 
Byłam jeszcze ubrana we swoją wczorajszą sukienkę. Wzięłam szlafrok i powlokłam się do łazienki. Gdy spojrzałam w lustro, doznałam szoku.
Po moim perfekcyjnym makijażu zostały tylko ślady. Czarne obwódki wokół oczu i ślady na policzkach, jakbym płakała...
Płakałam wczoraj? 
Włosy były w kompletnym nieładzie. Wcześniej zebrane w wysokiego kucyka, wyczesane i błyszczące, teraz przypominały siano sterczące dookoła głowy. Westchnęłam i ściągnęłam z siebie ubranie. Weszłam do brodzika i odkręciłam kurek. Przyjemnie ciepła woda zaczęła spływać po moim ciele. Wkrótce łazienka wypełniła się parą i zapachem wanilii. Pod koniec długiego prysznica odkręciłam zimną wodę, żeby do końca się ocknąć.
Wytarłam się i włożyłam szlafrok. Poczłapałam do swojej sypialni.
Ku mojemu szczęściu, moja torebka też tam była. Wyciągnęłam z niej komórę i włączyłam ją. Usiadłam na skraju łóżka i wybrałam numer taty. Odebrał po trzecim sygnale.
-Przepraszam... - powiedziałam drżącym głosem. Wiedziałam, że był zły i starał się to ukryć.
-Nic nie szkodzi, że nie odbierałaś - powiedział, a ja zacisnęłam wargi - Chciałem tylko z tobą jeszcze raz porozmawiać jak wrócę. Na spokojnie. Dobrze?
-Dobrze. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Rozłączył się a ja westchnęłam z ulgi. Nie było aż tak źle. Nie miałam nawet czasu pomyśleć, bo telefon w mojej dłoni zawibrował. Spojrzałam na wyświetlacz i odebrałam połączenie.
-Gdzie ty się do cholery wczoraj podziałaś?! - krzyknęła w słuchawkę Ana z histerią w głosie.
-Wyszłam - odpowiedziałam spokojnie - Dobrze się bawiłaś, a ja chciałam iść już do domu.
-Więc mnie zostawiłaś? I na dodatek nie odbierałaś telefonu?!
-Spałam - odparłam szczerze - Dopiero co wstałam.
-Ariana, jest trzecia po południu. Na pewno nie uchlałaś się tak, żeby spać cały dzień.
-Skąd wiesz? Dobra, nieważne, muszę kończyć. 
Rozłączyłam się zanim zdążyła się pożegnać. Nie miałam ochoty na rozmowy. Chciałam pomyśleć.
Zeszłam do kuchni, by zrobić sobie coś do jedzenia.
Ashton... Ma na imię Ashton...


***
Zazwyczaj mam plan co napisać, ale teraz jakoś mi sie zapomniało.
Ok, pierwsza sprawa - jeśli przeczytałeś skomentuj, dobrze? Tak, jestem chytra i liczą sie dla mnie komentarze ops.
Jestem meeega zadowolona z tego rozdziału, cholernie mi sie podoba mam nadzieje że Wam też. Spodziewał sie ktoś takiej akcji? mam nadzieje, ze nie...
Jeśli zostawicie w komentarzu swój nick z twittera automatycznie bede Was o rozdziałach informować, oki doki?
No to chyba tyle :) Miłej niedzieli x


Justyna xx

03.10.2014

Rozdział 5

-Żadnych imprez? Dla twojego dobra?
-Tak.
Ana ze zrezygnowaną miną rzuciła się na moje łóżko i westchnęła. Był wtorek. Tata nie puścił mnie do szkoły i zamknął w domu. Czułam się jak Roszpunka, czekająca na swojego księcia, którego nigdzie  nie było widać. Ale w tej historii raczej żaden nie przyjdzie. Będę więziona, aż się zestarzeje.
Długo razem rozmawiałyśmy o tym, co się stało wieczorem w niedziele. I żadna z nas nie miała pomysłu, kto mógł zrobić coś tak głupiego. I strasznego. Czułam, że to ma związek z nieadresowanymi kopertami.
I dlaczego ta cała sprawa dotyczyła właśnie mnie?
Nigdy nic nie zrobiłam. Nic nie ukradłam, a na imprezach nie spijałam się tak, żebym coś zrobiła i tego nie pamiętała.
-Wiesz, że w piątek wszyscy idą na imprezę? - mruknęła Ana nie podnosząc się z materacu - Wszyscy, to znaczy że będą wszyscy. Czyli ty też tam musisz być.
Związałam gumką kucyk, który zręcznie zrobiłam na moich włosach.
-Nie mogę. zakaz, to znaczy zakaz.
Blondynka podniosła się i usiadła po turecku, mrużąc oczy i patrząc na mnie spod półprzymkniętych powiek. Już wiedziałam, o co jej chodzi.
-Twojego taty nie będzie przez weekend. I wyjeżdża w piątek po południu.
Wiedziałam. Ale nadal nie mogłam uwierzyć, że moja rozsądna przyjaciółka to sugeruje. Po tym, co się niedawno stało...
-Nie ucieknę z domu na imprezę!
-Czemu?! - fuknęła przyjaciółka - Nie powiesz mi chyba, że trzymanie pod kluczem ci się podoba.
Spojrzałam na nią spod łba. Której nastolatce, a właściwie już dorosłej, podobało by się zamykanie w domu i nie pozwalanie na życie towarzyskie. Rozumiałam swojego tatę i rozumiałam powagę sytuacji. Ale bez przesady - żeby kazać mi siedzieć w domu jakbym była kimś z nieuleczalną, zakaźną chorobą. Iskra buntu zaczęła zapalać się gdzieś w moim umyśle, a ja miała ochotę zrobić z niej prawdziwy płomień. Tyle że...
-Nie mogę - powiedziałam zbolałym głosem, bawiąc się wsuwką do włosów - Gdyby to od mnie zależało, poszłabym. Ale sytuacja jest zbyt poważna. Ktoś nam grozi, podsyła tajemnicze listy i wybija okna. A ja nie mogę sobie od tak uciekać z domu.
Wiedziałam, że to rozumie. Ale to była Ana. Lubiła się bawić, ale nie była idiotką, żeby nie rozumieć co się dzieje.
-Myślisz, że to może być ten twój blondyn?
-Raczej nie - wzruszyłam ramionami, odkładając wsuwkę - Łazi za mną jak psychol, gapi się ale to nie może być on. Nie wygląda na takiego.
-Może działa na zlecenie.
-Kobieto, czy ty siebie słyszysz? - warknęłam już znudzona i zirytowana - To nie jest jakiś pieprzony film. To życie, jakby chciał nas wykończyć mógłby to zrobić nawet teraz!
-Próbuje ci pomóc - odpowiedziała Ana chłodnym głosem - żebyś nie spędziła reszty życia jako córeczka tatusia, zamknięta na cztery spusty w domu.
-To dla mojego dobra - mruknęłam. Męczyło mnie szukanie rozwiązania, które mogło nie istnieć. Niech zajmie się tym policja, od tego jest w tym mieście.
Niestety ona nie mogła powstrzymać uczniów od rozmów na mój temat. Gdy po raz pierwszy od "włamania" byłam w szkole i przechodziłam korytarzem, ludzie stawali na palcach, żeby mnie lepiej widzieć. Ana chuchała mi w kark, szepcząc "Ignoruj ich, nie przejmuj się, idź dalej, ignoruj ich" i chodziła za mną krok w krok, prawdopodobnie na zlecenie swoich rodziców. Dodając do tego gadaninę o imprezie, mogę stwierdzić, że to był najgorszy dzień w całym liceum.
Wyjaśnimy sobie parę słów: nie jestem taka aspołeczna i mało rozrywkowa, żeby nie pić na imprezach czy w ogóle na nie chodzić. Lubię wracać o własnych siłach w nocy, gdy zimny wiatr chłodzi moje rozgrzane ciało. I nie jestem malutką dziewczynką, za którą mnie wszyscy mają. To, że lubie ubierać sukienki, kręcić włosy i spinać je w jedną fryzurę, nie znaczy, że jestem święta. Po prostu się tak ubieram. I czuję się głupio, gdy ktoś nazywa mnie "Dziewicą Maryją". Druga sprawa to to, ze wiem jak mojemu tacie jest ciężko. Nie ma już mamy, nie ma z kim porozmawiać o wychowaniu córki. A teraz, gdy ten koszmar się zaczyna, jest jeszcze gorzej. Zamartwia się, nie śpi po nocach i mało je. Boję się o niego i chce, żeby wiedział że jestem bezpieczna. Choćby to miało znaczyć ze zrezygnowania z życia towarzyskiego.
Ale na tej imprezie będą wszyscy. Najlepsza impreza roku, moja ostatnia jako licealistki. I mam po prostu z niej zrezygnować? Jestem nastolatką.... Chce sie bawić, przecież nic w tym złego.
W tej chwili, siedząc w klasie tylko dla zasady, toczyłam ze samą sobą wewnętrzny monolog.
Iść czy nie iść?
Zostać czy uciec?
Być bezpieczną czy pójść się zabawić?
Być dobrą córeczka czy zawieść zaufanie ojca?
W sumie, w domu też nie było całkiem bezpiecznie. Pokazały to wydarzenia z ostatniej niedzieli. A jednak w tłumie ludzi - upitych ludzi, ale ludzi - mogę być bardziej bezpieczna.
Ale zawiedziesz jego zaufanie, nie chcesz tego. Kochasz go. I nie chcesz, żeby się martwił.
To niech da mi żyć, nie mam pięciu lat!
Nagle mi to zaczeło przeszkadzać? Nigdy nie pozwolił mi palić, brać czegoś a alkohol tylko w wyjątkach i bardzo rzadko. I tak trzymał mnie na króciutkim sznurku... Dlaczego teraz zaczęłaś się dusić?
Nie wiem...
Nie wiem co zrobić...
I tak minęła środa, a czwartek nie był lepszy. Gdy obudziłam się w piątek, wiedziałam, że chce spędzić w łóżku cały dzień. Nie wstawać, nie ubierać się i nie odpowiadać na pytanie " Idziesz na imprezę czy nie?"
Postanowiłam, że nie pójdę. Jedna noc nie była warta złamania słowa. Mam całe wakacje przed sobą. To dość nocy, by zabawić się lepiej niż z grupą podnieconych i łaknących alkoholu nastolatków.
Wyczułam telefon i z półprzymkniętymi oczyma go odblokowałam. Napisałam SMS do taty, że się źle czuję i zostaje w domu.Po części to była prawda, najlepiej nie wychodziłabym przez miesiąc ze swojego pokoju. Zakopałam się z powrotem w pościel i zasnęłam.
Było już południe, gdy zdecydowałam się wstać i wziąć się za pakowanie rzeczy na wyjazd.
Ana dzwoniła kilka razy. Nie odebrałam. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Jest moją przyjaciółką, pewnie zamartwia się czemu mnie nie ma. Ostatni dzień w szkole. A ja nie przyszłam. Co za pech...
Naprawdę chciałam dzisiaj zostać w domu. Nie wychodzić. Włączyć film i przeleżeć cała noc gapiąc się w ekran. I w końcu zasnąć i obudzić się w sobotę, bez kaca i z myślą, że jutro dostanę świadectwo, że moje życie licealistki oficjalnie się skończyło.
Naprawdę miałam taki zamiar. Ale czasem dobre intencje się nie liczą.
Było już trochę po czwartej, gdy zeszłam do kuchni, napić się soku. Ze zdziwieniem zauważyłam, że tata rozmawia przez komórkę, patrząc sie bezmyślnie w okno. To dziwne... Miał wyjechać godzinę temu.
I tak te wieczne tajemnice, którymi się otacza i nie zamierza mnie o nich poinformować. Najlepszym wyjściem jest napić sie soku i oddzwonić do Any, zanim wpadnie tutaj i na mnie nakrzyczy.
Plan nie wypalił. Gdy już miałam wchodzić na górę, tata zawołał mnie do salonu. Czułam, że nie wróży to nic dobrego. Ale modliłam się, by było inaczej.
-Spakowałaś się na wyjazd? - spytał na dzień dobry, uśmiechając się na mój gust tak, jakby rozbolał go brzuch.
-Taaak - odpowiedziała, siadając na kanapie. Tata spojrzał na mnie, przetarł dłonią usta i powiedział zdecydowanym głosem:
-Nie możesz jechać.
Uśmiech, którym obdarzyłam go na powitanie, spełzł z mojej twarzy. Czułam sie tak, jakby mi wymierzono siarczysty policzek za nic. Ukarana za to, że oddycham. Jakaś część mnie została brutalnie mi odebrana.
-Że co? - zdołałam wydukać, gdy wewnątrz mnie zaczęło się tlić nowe uczucie : paląca złość.
-W tych okolicznościach nie mogę pozwolić ci nigdzie wyjechać. Dla twojego dobra.
Przed oczami stanęła mi twarz Any.
Próbuje ci pomóc, żebyś nie spędziła reszty życia jako córeczka tatusia, zamknięta na cztery spusty w domu.
-Więc co, tak po prostu mnie zamykasz, tak? - spytałam słabo. Ten wyjazd był jedynym, co trzymało mnie przy zdrowych myślach.
-Kochanie, nie patrz na to z tej strony. Chce, żeby nie stała ci się krzywda.
-Więc jedynym rozwiązaniem jest zakazanie mi wychodzić i spotykać się z kimkolwiek? - odpowiedziałam, czując, że gniew zaczyna wymykać mi się spod kontroli.
-Ariana...
-Co Ariana? - warknęłam - Co ty sobie w ogóle myślisz? Zamykasz mnie w domu jak zakonnice, masz jakieś swoje tajemnice, co ci się stało!?
-Nie mów do mnie w ten sposób! - odparł, ale pobladł na twarzy, ja natomiast czułam, jak rumieńce wykwitają mi na policzkach.
-Pojadę razem z Aną, czy ci się podoba, czy nie.
-Nie zachowuj się jak dziecko, nigdzie nie jedziesz. Nie widzisz, co się dzieje?
-To może zacznij mnie traktować jak dorosłą, co?
Spojrzałam na niego tak, jak jeszcze nigdy. Miałam ochotę się na niego rzucić, potrząsnąć nim i zadać ból. To nie ja zachowywałam sie jak dziecko, tylko on.  Zacisnęłam zęby mocno, starając się powstrzymać łzy.
Ale dałam za wygraną, zawsze dają. Odwróciłam się na pięcie i podbiegłam do swojego pokoju, zatrzaskując drzwi z hukiem. Opadłam na miękkie łóżko i schowałam twarz w dłoniach, starając się uspokoić. Nie mogę uwierzyć w to, co usłyszałam. Chciałam, by wszystkie myśli ucichły w mojej głowie, by nastała upragniona cisza. Ale to było nie możliwe.
Pół godziny później usłyszałam trzask drzwi i wiedziałam, że wyjechał i wróci pod wieczór w niedziele, na uroczyste rozdanie świadectw. A ja już miałam ułożony plan.
Ana miała racje. Daję manipulować sobą, trzymana na krótkim sznurku. Traktowana jak dziecko.
Nie jestem dzieckiem. Mam już dziewiętnaście lat. Nie dziewięć. Dziewiętnaście.
Więc kiedy usłyszałam, jak wychodzi, wzięłam szlafrok oraz bieliznę i skierowałam się do łazienki. Gorący prysznic ukoił moje nerwy. A ja zaczęłam się cieszyć. Po raz pierwszy robiłam coś wbrew woli taty. I czułam ekscytacje i podniecenie.
Wysuszyłam włosy, po raz pierwszy je nie kręcąc, lecz prostując. Zebrałam je w wysokiego kucyka na czubku głowy i zrobiłam makijaż. Sukienkę też wybierałam w miarę szybko : czarna, z cekinami i krótka. Idealna na imprezy. Do tego czarne obcasy, bo nienawidzę być niska w tłumie wysokich ludzi. Spakowałam wszystkie rzeczy do torebki.
Kiedy skończyłam i byłam gotowa do wyjścia, było już ciemno. Zadzwoniłam do Any. Odebrała po trzeciej próbie.
-Przepraszam, że nie odbierałam - powiedziałam na dzień dobry.
-Nic nie szkodzi. Wiesz, jak uwielbiam być ignorowana - odpowiedziała chłodno, a mnie ogarnęło poczucie winy, ze ja tak chłodno potraktowałam - Czemu dzwonisz?
-Idziesz na imprezę? - spytałam beztrosko, przyglądając sie swoim idealnie pomalowanym, białym paznokciom.
-Tak, a co? Wiem, że będziesz sama, ale ja naprawdę... - urwała, po czym wzięła głęboki oddech - Jezu nie wierzę, Ariana Grande-Butera ucieka z domu na imprezę? Wbrew woli tatusia?
-Przestań, błagam cię. Nie jestem dzieckiem. Mogę robić to, co żywnie mi się podoba.
-Będę u ciebie za pięć minut! - pisnęła z przejęcia blondynka, po czym się rozłączyła.
W zegarku w dłoni jej szybkie pięć minut trwało piętnaście, ale nie upomniałam jej, gdy stanęła w progu moich drzwi. Jak zwykle wyglądała bajecznie. Makijaż mocniejszy niż zwykle, podkreślone czerwienią usta.... i czarna sukienka. Wszyscy ubierają się na czarno na dyskoteki.
Tylko że Ana promieniowała, roztaczała wokół siebie aurę pozytywnej energii i swoich słodkich perfum. Spojrzała na mnie, a później zlustrowała powoli przesuwając się w górę. Jej twarz rozjaśnił uśmiech.
-Jej, Ari... Jesteś pewna, ze chcesz tak wyjść? No wiesz, bo to jest... seksowne.
-Oh zamknij się- warknęłam z udawaną złością i zatrzasnęłam za sobą drzwi, zamykając na klucz, który włożyłam do torebki.
Był ciepły, teraz już letni wieczór. Dzieciaki już siedziały w domach, jedząc kolację. A ja i Ana ruszyłyśmy wolno do klubu, który był kilka minut drogi z tond. Czułam się wspaniale - wreszcie wolna, zapominając o wszystkim i o wszystkich. Gdy prawie byłyśmy na miejscu, zaczęłyśmy zauważać znajomych ze szkoły, witać się i uśmiechać. Ana podbiegła do jednej z małych grupek, a ja zostałam nieco z tyłu. Wzięłam buty na zmianę, ale w szpilkach nie lubiłam biegać. Wolałam podejść do nich spokojnie. Blondynka machnęła na mnie ręką, dając znak, że wchodzimy.
Wtedy mój telefon zaczął dzwonić. Wyjęłam go drżącą dłonią i spojrzałam na ekran.
Tata.
Odrzuciłam połączenie i wyłączyłam telefon. Nie miałam ochoty z nim gadać, tym bardziej kłamać, że go nie posłuchałam. Pomyśli, że nadal mam mu za złe, że nie mam jechać na wakacje.
Ana zniknęła z mojego punktu widzenia, więc domyśliłam się, że weszła do środka. Przy wejściu nie było nikogo, wszyscy bawili się w klubie.
Prawie wszyscy.
Blond chłopak z okularami słonecznymi na nosie, opierał się o ścianę obok wejścia i patrzył w moją stronę. Najdziwniejsze w tym wszystkim wydało mi sie to, że nadal ma ciemne okulary. Przecież słońca na niebie już nie ma.
Przełknęłam ślinę. Będę musiała przejść obok niego. Widywałam go codziennie od trzech miesięcy, ale nadal miałam ciarki na jego widok. Zdecydowanym krokiem ruszyłam do wejścia, kontem oka go obserwując. Kiedy miałam już wejść, stanął przede mną, blokując wejście.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Próbowałam go wyminąć, ale za każdym razem stawał przede mną z założonymi rękami.
-Odwal się -mruknęłam rozzłoszczona, gotowa go popchnąć, byle znaleźć się wśród ludzi gdzie czułabym się bezpieczna. To, żeby dał mi spokój i nie tylko.Wtedy stało się coś, co przyprawiło mnie o zawrót głowy.
Blondyn ściągnął okulary i spojrzał na mnie. Miał zielono-brązowe oczy.
-Wracaj do domu - odpowiedział, a ja starałam się zamaskować szok. On potrafił mówić...
-Że co? - warknęłam nieuprzejmie, starając znowu się go wyminąć, ale bez powodzenia. Chłopak złapał mnie za ramiona i obrócił tak, żebym patrzyła się w jego oczy.
-Nie wpuszczę cię.
-Niby dlaczego?
-Idź do domu - teraz prawie szeptał, a ja czułam jego palce wbijające się w moją skórę- Zamknij się w pokoju i nie wychodź. Tu nie jest bezpiecznie.
Stałam jak sparaliżowana. Pewnie on oczekiwał, że odpuszczę sobie jeden z najlepszych wieczorów mojego życia i wrócę do domu. Przez głowę przemknęła mi myśl, że to może mój ojciec kazał mnie pilnować. Miałam ochotę zawrócić i biec do domu tak szybko, na ile pozwalały mi wysokie obcasy.
-Ariana, co się dzieje? - do moich uszu dobiegł dźwięk głosu Any. Chłopak puścił mnie i spojrzał na blondynkę, stojącą za jego plecami. Podziękowałam Bogu, ze tym razem dziewczyna wyjątkowo przyszła rychło w czas.
Blondyn spojrzał na mnie uważnie.
-Nie wchodź tam...
-Człowieku, pojebało cię? - warknęła Ana, łapiąc mnie za rękę i ciągnąć do środka - Odpierdol się od niej.
Weszłam do klubu, czując na sobie wzrok blondyna. Ana, choć pobladła na twarzy, nadal szła zdecydowanym krokiem przed siebie.
Za moimi plecami chłopak przeklął dostatecznie głośno, żebyśmy go usłyszały:
-Cholera... - wyciągnął komórkę i wystukał numer, a potem przyłożył ją do ucha. tego już nie mogłam zobaczyć.




Ok, parę spraw organizacyjnych od Joylittki, których pewnie nie przeczytacie
Jeśli ktoś chce tweetować o ff, to z hashtagiem  bo 'winny' jak wpiszecie to inne linki wam wyskakują, także hmm.
Staram sie jak mogę wyłapywać błędy, ale nigdy sie nie udaje wyłapać wszystkich. Przepraszam Was za to z całego serca, nie robię tego specjalnie, gubię ogonki, z pisownią 'nie' tez mam mały problem. Obiecuje poprawę, bo tego olać nie można.
A co do pisania na komentarze. Musiałam to wprowadzić, bo też chce mieć satysfakcje z pisania. I daje wam wybór - komentujesz i będzie nowy rozdział, albo nie i dupa. Czuję satysfakcje z pisania, ten rozdział mi się bardzo podoba, żeby nie było, bo wszyscy piszą 'beznadziejnie' 'nie podoba mi się' to ja jestem oryginalna - podoba mi sie to co napisałam. A co do rozdziałów, to dla jednej wyjątkowej osóbki znosze limit komentarzy. Teraz wpisy będą się pojawiały w piątek co dwa-trzy tygodnie. Proszę.
Ale komentujecie, błagam Was, zależy mi na tym... Bo jest wiele wyświetleń, za każde dziekuje, ale nic nie motywuje tak jak komentarz.
Btw to dziękuje za 2 tys. wyświetleń, kocham Was x
And nooooow....
ASHTON ZGADAŁ DO ARIANKI SGDHFKJGHDFH. 
Przepraszam tych co spodziewali się ociekającej emocjami i iskrami miłości rozmowy, ops. Mam nadzieje, że zdziwi was zakończenie i rozwijanie sie akcji... Bo ja nadal nie mam paringów................
JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANYM, ZAPRASZAM DO ZAKŁADKI POD TYM TYTUŁEM X
Ok, do napisania, miłego weekendu, kocham Was ♥

Joylitte x