03.10.2014

Rozdział 5

-Żadnych imprez? Dla twojego dobra?
-Tak.
Ana ze zrezygnowaną miną rzuciła się na moje łóżko i westchnęła. Był wtorek. Tata nie puścił mnie do szkoły i zamknął w domu. Czułam się jak Roszpunka, czekająca na swojego księcia, którego nigdzie  nie było widać. Ale w tej historii raczej żaden nie przyjdzie. Będę więziona, aż się zestarzeje.
Długo razem rozmawiałyśmy o tym, co się stało wieczorem w niedziele. I żadna z nas nie miała pomysłu, kto mógł zrobić coś tak głupiego. I strasznego. Czułam, że to ma związek z nieadresowanymi kopertami.
I dlaczego ta cała sprawa dotyczyła właśnie mnie?
Nigdy nic nie zrobiłam. Nic nie ukradłam, a na imprezach nie spijałam się tak, żebym coś zrobiła i tego nie pamiętała.
-Wiesz, że w piątek wszyscy idą na imprezę? - mruknęła Ana nie podnosząc się z materacu - Wszyscy, to znaczy że będą wszyscy. Czyli ty też tam musisz być.
Związałam gumką kucyk, który zręcznie zrobiłam na moich włosach.
-Nie mogę. zakaz, to znaczy zakaz.
Blondynka podniosła się i usiadła po turecku, mrużąc oczy i patrząc na mnie spod półprzymkniętych powiek. Już wiedziałam, o co jej chodzi.
-Twojego taty nie będzie przez weekend. I wyjeżdża w piątek po południu.
Wiedziałam. Ale nadal nie mogłam uwierzyć, że moja rozsądna przyjaciółka to sugeruje. Po tym, co się niedawno stało...
-Nie ucieknę z domu na imprezę!
-Czemu?! - fuknęła przyjaciółka - Nie powiesz mi chyba, że trzymanie pod kluczem ci się podoba.
Spojrzałam na nią spod łba. Której nastolatce, a właściwie już dorosłej, podobało by się zamykanie w domu i nie pozwalanie na życie towarzyskie. Rozumiałam swojego tatę i rozumiałam powagę sytuacji. Ale bez przesady - żeby kazać mi siedzieć w domu jakbym była kimś z nieuleczalną, zakaźną chorobą. Iskra buntu zaczęła zapalać się gdzieś w moim umyśle, a ja miała ochotę zrobić z niej prawdziwy płomień. Tyle że...
-Nie mogę - powiedziałam zbolałym głosem, bawiąc się wsuwką do włosów - Gdyby to od mnie zależało, poszłabym. Ale sytuacja jest zbyt poważna. Ktoś nam grozi, podsyła tajemnicze listy i wybija okna. A ja nie mogę sobie od tak uciekać z domu.
Wiedziałam, że to rozumie. Ale to była Ana. Lubiła się bawić, ale nie była idiotką, żeby nie rozumieć co się dzieje.
-Myślisz, że to może być ten twój blondyn?
-Raczej nie - wzruszyłam ramionami, odkładając wsuwkę - Łazi za mną jak psychol, gapi się ale to nie może być on. Nie wygląda na takiego.
-Może działa na zlecenie.
-Kobieto, czy ty siebie słyszysz? - warknęłam już znudzona i zirytowana - To nie jest jakiś pieprzony film. To życie, jakby chciał nas wykończyć mógłby to zrobić nawet teraz!
-Próbuje ci pomóc - odpowiedziała Ana chłodnym głosem - żebyś nie spędziła reszty życia jako córeczka tatusia, zamknięta na cztery spusty w domu.
-To dla mojego dobra - mruknęłam. Męczyło mnie szukanie rozwiązania, które mogło nie istnieć. Niech zajmie się tym policja, od tego jest w tym mieście.
Niestety ona nie mogła powstrzymać uczniów od rozmów na mój temat. Gdy po raz pierwszy od "włamania" byłam w szkole i przechodziłam korytarzem, ludzie stawali na palcach, żeby mnie lepiej widzieć. Ana chuchała mi w kark, szepcząc "Ignoruj ich, nie przejmuj się, idź dalej, ignoruj ich" i chodziła za mną krok w krok, prawdopodobnie na zlecenie swoich rodziców. Dodając do tego gadaninę o imprezie, mogę stwierdzić, że to był najgorszy dzień w całym liceum.
Wyjaśnimy sobie parę słów: nie jestem taka aspołeczna i mało rozrywkowa, żeby nie pić na imprezach czy w ogóle na nie chodzić. Lubię wracać o własnych siłach w nocy, gdy zimny wiatr chłodzi moje rozgrzane ciało. I nie jestem malutką dziewczynką, za którą mnie wszyscy mają. To, że lubie ubierać sukienki, kręcić włosy i spinać je w jedną fryzurę, nie znaczy, że jestem święta. Po prostu się tak ubieram. I czuję się głupio, gdy ktoś nazywa mnie "Dziewicą Maryją". Druga sprawa to to, ze wiem jak mojemu tacie jest ciężko. Nie ma już mamy, nie ma z kim porozmawiać o wychowaniu córki. A teraz, gdy ten koszmar się zaczyna, jest jeszcze gorzej. Zamartwia się, nie śpi po nocach i mało je. Boję się o niego i chce, żeby wiedział że jestem bezpieczna. Choćby to miało znaczyć ze zrezygnowania z życia towarzyskiego.
Ale na tej imprezie będą wszyscy. Najlepsza impreza roku, moja ostatnia jako licealistki. I mam po prostu z niej zrezygnować? Jestem nastolatką.... Chce sie bawić, przecież nic w tym złego.
W tej chwili, siedząc w klasie tylko dla zasady, toczyłam ze samą sobą wewnętrzny monolog.
Iść czy nie iść?
Zostać czy uciec?
Być bezpieczną czy pójść się zabawić?
Być dobrą córeczka czy zawieść zaufanie ojca?
W sumie, w domu też nie było całkiem bezpiecznie. Pokazały to wydarzenia z ostatniej niedzieli. A jednak w tłumie ludzi - upitych ludzi, ale ludzi - mogę być bardziej bezpieczna.
Ale zawiedziesz jego zaufanie, nie chcesz tego. Kochasz go. I nie chcesz, żeby się martwił.
To niech da mi żyć, nie mam pięciu lat!
Nagle mi to zaczeło przeszkadzać? Nigdy nie pozwolił mi palić, brać czegoś a alkohol tylko w wyjątkach i bardzo rzadko. I tak trzymał mnie na króciutkim sznurku... Dlaczego teraz zaczęłaś się dusić?
Nie wiem...
Nie wiem co zrobić...
I tak minęła środa, a czwartek nie był lepszy. Gdy obudziłam się w piątek, wiedziałam, że chce spędzić w łóżku cały dzień. Nie wstawać, nie ubierać się i nie odpowiadać na pytanie " Idziesz na imprezę czy nie?"
Postanowiłam, że nie pójdę. Jedna noc nie była warta złamania słowa. Mam całe wakacje przed sobą. To dość nocy, by zabawić się lepiej niż z grupą podnieconych i łaknących alkoholu nastolatków.
Wyczułam telefon i z półprzymkniętymi oczyma go odblokowałam. Napisałam SMS do taty, że się źle czuję i zostaje w domu.Po części to była prawda, najlepiej nie wychodziłabym przez miesiąc ze swojego pokoju. Zakopałam się z powrotem w pościel i zasnęłam.
Było już południe, gdy zdecydowałam się wstać i wziąć się za pakowanie rzeczy na wyjazd.
Ana dzwoniła kilka razy. Nie odebrałam. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Jest moją przyjaciółką, pewnie zamartwia się czemu mnie nie ma. Ostatni dzień w szkole. A ja nie przyszłam. Co za pech...
Naprawdę chciałam dzisiaj zostać w domu. Nie wychodzić. Włączyć film i przeleżeć cała noc gapiąc się w ekran. I w końcu zasnąć i obudzić się w sobotę, bez kaca i z myślą, że jutro dostanę świadectwo, że moje życie licealistki oficjalnie się skończyło.
Naprawdę miałam taki zamiar. Ale czasem dobre intencje się nie liczą.
Było już trochę po czwartej, gdy zeszłam do kuchni, napić się soku. Ze zdziwieniem zauważyłam, że tata rozmawia przez komórkę, patrząc sie bezmyślnie w okno. To dziwne... Miał wyjechać godzinę temu.
I tak te wieczne tajemnice, którymi się otacza i nie zamierza mnie o nich poinformować. Najlepszym wyjściem jest napić sie soku i oddzwonić do Any, zanim wpadnie tutaj i na mnie nakrzyczy.
Plan nie wypalił. Gdy już miałam wchodzić na górę, tata zawołał mnie do salonu. Czułam, że nie wróży to nic dobrego. Ale modliłam się, by było inaczej.
-Spakowałaś się na wyjazd? - spytał na dzień dobry, uśmiechając się na mój gust tak, jakby rozbolał go brzuch.
-Taaak - odpowiedziała, siadając na kanapie. Tata spojrzał na mnie, przetarł dłonią usta i powiedział zdecydowanym głosem:
-Nie możesz jechać.
Uśmiech, którym obdarzyłam go na powitanie, spełzł z mojej twarzy. Czułam sie tak, jakby mi wymierzono siarczysty policzek za nic. Ukarana za to, że oddycham. Jakaś część mnie została brutalnie mi odebrana.
-Że co? - zdołałam wydukać, gdy wewnątrz mnie zaczęło się tlić nowe uczucie : paląca złość.
-W tych okolicznościach nie mogę pozwolić ci nigdzie wyjechać. Dla twojego dobra.
Przed oczami stanęła mi twarz Any.
Próbuje ci pomóc, żebyś nie spędziła reszty życia jako córeczka tatusia, zamknięta na cztery spusty w domu.
-Więc co, tak po prostu mnie zamykasz, tak? - spytałam słabo. Ten wyjazd był jedynym, co trzymało mnie przy zdrowych myślach.
-Kochanie, nie patrz na to z tej strony. Chce, żeby nie stała ci się krzywda.
-Więc jedynym rozwiązaniem jest zakazanie mi wychodzić i spotykać się z kimkolwiek? - odpowiedziałam, czując, że gniew zaczyna wymykać mi się spod kontroli.
-Ariana...
-Co Ariana? - warknęłam - Co ty sobie w ogóle myślisz? Zamykasz mnie w domu jak zakonnice, masz jakieś swoje tajemnice, co ci się stało!?
-Nie mów do mnie w ten sposób! - odparł, ale pobladł na twarzy, ja natomiast czułam, jak rumieńce wykwitają mi na policzkach.
-Pojadę razem z Aną, czy ci się podoba, czy nie.
-Nie zachowuj się jak dziecko, nigdzie nie jedziesz. Nie widzisz, co się dzieje?
-To może zacznij mnie traktować jak dorosłą, co?
Spojrzałam na niego tak, jak jeszcze nigdy. Miałam ochotę się na niego rzucić, potrząsnąć nim i zadać ból. To nie ja zachowywałam sie jak dziecko, tylko on.  Zacisnęłam zęby mocno, starając się powstrzymać łzy.
Ale dałam za wygraną, zawsze dają. Odwróciłam się na pięcie i podbiegłam do swojego pokoju, zatrzaskując drzwi z hukiem. Opadłam na miękkie łóżko i schowałam twarz w dłoniach, starając się uspokoić. Nie mogę uwierzyć w to, co usłyszałam. Chciałam, by wszystkie myśli ucichły w mojej głowie, by nastała upragniona cisza. Ale to było nie możliwe.
Pół godziny później usłyszałam trzask drzwi i wiedziałam, że wyjechał i wróci pod wieczór w niedziele, na uroczyste rozdanie świadectw. A ja już miałam ułożony plan.
Ana miała racje. Daję manipulować sobą, trzymana na krótkim sznurku. Traktowana jak dziecko.
Nie jestem dzieckiem. Mam już dziewiętnaście lat. Nie dziewięć. Dziewiętnaście.
Więc kiedy usłyszałam, jak wychodzi, wzięłam szlafrok oraz bieliznę i skierowałam się do łazienki. Gorący prysznic ukoił moje nerwy. A ja zaczęłam się cieszyć. Po raz pierwszy robiłam coś wbrew woli taty. I czułam ekscytacje i podniecenie.
Wysuszyłam włosy, po raz pierwszy je nie kręcąc, lecz prostując. Zebrałam je w wysokiego kucyka na czubku głowy i zrobiłam makijaż. Sukienkę też wybierałam w miarę szybko : czarna, z cekinami i krótka. Idealna na imprezy. Do tego czarne obcasy, bo nienawidzę być niska w tłumie wysokich ludzi. Spakowałam wszystkie rzeczy do torebki.
Kiedy skończyłam i byłam gotowa do wyjścia, było już ciemno. Zadzwoniłam do Any. Odebrała po trzeciej próbie.
-Przepraszam, że nie odbierałam - powiedziałam na dzień dobry.
-Nic nie szkodzi. Wiesz, jak uwielbiam być ignorowana - odpowiedziała chłodno, a mnie ogarnęło poczucie winy, ze ja tak chłodno potraktowałam - Czemu dzwonisz?
-Idziesz na imprezę? - spytałam beztrosko, przyglądając sie swoim idealnie pomalowanym, białym paznokciom.
-Tak, a co? Wiem, że będziesz sama, ale ja naprawdę... - urwała, po czym wzięła głęboki oddech - Jezu nie wierzę, Ariana Grande-Butera ucieka z domu na imprezę? Wbrew woli tatusia?
-Przestań, błagam cię. Nie jestem dzieckiem. Mogę robić to, co żywnie mi się podoba.
-Będę u ciebie za pięć minut! - pisnęła z przejęcia blondynka, po czym się rozłączyła.
W zegarku w dłoni jej szybkie pięć minut trwało piętnaście, ale nie upomniałam jej, gdy stanęła w progu moich drzwi. Jak zwykle wyglądała bajecznie. Makijaż mocniejszy niż zwykle, podkreślone czerwienią usta.... i czarna sukienka. Wszyscy ubierają się na czarno na dyskoteki.
Tylko że Ana promieniowała, roztaczała wokół siebie aurę pozytywnej energii i swoich słodkich perfum. Spojrzała na mnie, a później zlustrowała powoli przesuwając się w górę. Jej twarz rozjaśnił uśmiech.
-Jej, Ari... Jesteś pewna, ze chcesz tak wyjść? No wiesz, bo to jest... seksowne.
-Oh zamknij się- warknęłam z udawaną złością i zatrzasnęłam za sobą drzwi, zamykając na klucz, który włożyłam do torebki.
Był ciepły, teraz już letni wieczór. Dzieciaki już siedziały w domach, jedząc kolację. A ja i Ana ruszyłyśmy wolno do klubu, który był kilka minut drogi z tond. Czułam się wspaniale - wreszcie wolna, zapominając o wszystkim i o wszystkich. Gdy prawie byłyśmy na miejscu, zaczęłyśmy zauważać znajomych ze szkoły, witać się i uśmiechać. Ana podbiegła do jednej z małych grupek, a ja zostałam nieco z tyłu. Wzięłam buty na zmianę, ale w szpilkach nie lubiłam biegać. Wolałam podejść do nich spokojnie. Blondynka machnęła na mnie ręką, dając znak, że wchodzimy.
Wtedy mój telefon zaczął dzwonić. Wyjęłam go drżącą dłonią i spojrzałam na ekran.
Tata.
Odrzuciłam połączenie i wyłączyłam telefon. Nie miałam ochoty z nim gadać, tym bardziej kłamać, że go nie posłuchałam. Pomyśli, że nadal mam mu za złe, że nie mam jechać na wakacje.
Ana zniknęła z mojego punktu widzenia, więc domyśliłam się, że weszła do środka. Przy wejściu nie było nikogo, wszyscy bawili się w klubie.
Prawie wszyscy.
Blond chłopak z okularami słonecznymi na nosie, opierał się o ścianę obok wejścia i patrzył w moją stronę. Najdziwniejsze w tym wszystkim wydało mi sie to, że nadal ma ciemne okulary. Przecież słońca na niebie już nie ma.
Przełknęłam ślinę. Będę musiała przejść obok niego. Widywałam go codziennie od trzech miesięcy, ale nadal miałam ciarki na jego widok. Zdecydowanym krokiem ruszyłam do wejścia, kontem oka go obserwując. Kiedy miałam już wejść, stanął przede mną, blokując wejście.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Próbowałam go wyminąć, ale za każdym razem stawał przede mną z założonymi rękami.
-Odwal się -mruknęłam rozzłoszczona, gotowa go popchnąć, byle znaleźć się wśród ludzi gdzie czułabym się bezpieczna. To, żeby dał mi spokój i nie tylko.Wtedy stało się coś, co przyprawiło mnie o zawrót głowy.
Blondyn ściągnął okulary i spojrzał na mnie. Miał zielono-brązowe oczy.
-Wracaj do domu - odpowiedział, a ja starałam się zamaskować szok. On potrafił mówić...
-Że co? - warknęłam nieuprzejmie, starając znowu się go wyminąć, ale bez powodzenia. Chłopak złapał mnie za ramiona i obrócił tak, żebym patrzyła się w jego oczy.
-Nie wpuszczę cię.
-Niby dlaczego?
-Idź do domu - teraz prawie szeptał, a ja czułam jego palce wbijające się w moją skórę- Zamknij się w pokoju i nie wychodź. Tu nie jest bezpiecznie.
Stałam jak sparaliżowana. Pewnie on oczekiwał, że odpuszczę sobie jeden z najlepszych wieczorów mojego życia i wrócę do domu. Przez głowę przemknęła mi myśl, że to może mój ojciec kazał mnie pilnować. Miałam ochotę zawrócić i biec do domu tak szybko, na ile pozwalały mi wysokie obcasy.
-Ariana, co się dzieje? - do moich uszu dobiegł dźwięk głosu Any. Chłopak puścił mnie i spojrzał na blondynkę, stojącą za jego plecami. Podziękowałam Bogu, ze tym razem dziewczyna wyjątkowo przyszła rychło w czas.
Blondyn spojrzał na mnie uważnie.
-Nie wchodź tam...
-Człowieku, pojebało cię? - warknęła Ana, łapiąc mnie za rękę i ciągnąć do środka - Odpierdol się od niej.
Weszłam do klubu, czując na sobie wzrok blondyna. Ana, choć pobladła na twarzy, nadal szła zdecydowanym krokiem przed siebie.
Za moimi plecami chłopak przeklął dostatecznie głośno, żebyśmy go usłyszały:
-Cholera... - wyciągnął komórkę i wystukał numer, a potem przyłożył ją do ucha. tego już nie mogłam zobaczyć.




Ok, parę spraw organizacyjnych od Joylittki, których pewnie nie przeczytacie
Jeśli ktoś chce tweetować o ff, to z hashtagiem  bo 'winny' jak wpiszecie to inne linki wam wyskakują, także hmm.
Staram sie jak mogę wyłapywać błędy, ale nigdy sie nie udaje wyłapać wszystkich. Przepraszam Was za to z całego serca, nie robię tego specjalnie, gubię ogonki, z pisownią 'nie' tez mam mały problem. Obiecuje poprawę, bo tego olać nie można.
A co do pisania na komentarze. Musiałam to wprowadzić, bo też chce mieć satysfakcje z pisania. I daje wam wybór - komentujesz i będzie nowy rozdział, albo nie i dupa. Czuję satysfakcje z pisania, ten rozdział mi się bardzo podoba, żeby nie było, bo wszyscy piszą 'beznadziejnie' 'nie podoba mi się' to ja jestem oryginalna - podoba mi sie to co napisałam. A co do rozdziałów, to dla jednej wyjątkowej osóbki znosze limit komentarzy. Teraz wpisy będą się pojawiały w piątek co dwa-trzy tygodnie. Proszę.
Ale komentujecie, błagam Was, zależy mi na tym... Bo jest wiele wyświetleń, za każde dziekuje, ale nic nie motywuje tak jak komentarz.
Btw to dziękuje za 2 tys. wyświetleń, kocham Was x
And nooooow....
ASHTON ZGADAŁ DO ARIANKI SGDHFKJGHDFH. 
Przepraszam tych co spodziewali się ociekającej emocjami i iskrami miłości rozmowy, ops. Mam nadzieje, że zdziwi was zakończenie i rozwijanie sie akcji... Bo ja nadal nie mam paringów................
JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANYM, ZAPRASZAM DO ZAKŁADKI POD TYM TYTUŁEM X
Ok, do napisania, miłego weekendu, kocham Was ♥

Joylitte x


7 komentarzy:

  1. pierwsza !!!
    super rozdział <3
    jestem ciekawa do kogo dzwoni chłopak z okularach i tak przeczuwam że może być to Ashton ;D
    do tego jak zaraguje ojciec gdy dowie się że Ari nie ma w domu ^.
    z niecierpliwością czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. fangirling za
    3...
    2...
    1...
    IOSDIFUNDSJKFNSDKFJNDSKJVNSKDJNDKSJNSKDJNVSKNVKJDNVKJDSF

    Rozdział jest wspaniały, słonko, świetnie ci wyszedł c; Co prawda jakieś błędy są ale who cares skoro można się skupić na fabule, lol
    Ashton >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

    Nie mam weny do komentarzy, przepraszam :( Na następny raz będzie dłuższy, postaram się c;

    Duużo weny skarbie ♥
    @luvmywelli

    OdpowiedzUsuń
  3. AMFKSJFKAKFKDKGODKSKSIR
    SWIETNY ROZDZIAŁ
    Ciekawe do kogo dzwonił Ash i dlaczego w tej dyskotece jest niebezpiecznie dla Ari i kto zrobił im ten burdel w domu i co powie jej ojciec jak sie dowie ze tam poszła OMG
    FANGIRLING I TYLE HAHAHA
    PODOBA MI SIE BARDZO
    BEDE CZYTAC 💜
    @FANCYGRANDEE

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest zajebisty! Mrrr, Arianka aka bad girl :)) rozmowa z Ashton'em rozwiała moje wątpliwości że chce Ari krzywdę zrobić. Fanfic wciąga, nie mogę się doczekać nextu. Tak wgl to co Ci strzeliło do głowy z dodawaniem rozdziałów?! Raz na 2-3 tygodnie?! Nie wytrzymam tyle! /Vicky

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietne omg/@ziamburgerx

    OdpowiedzUsuń
  6. Justys :( jezu tak sie w to wkrecilam ze masakara. To jest idealne omfg

    OdpowiedzUsuń
  7. czekam na kolejny rozdział :3

    OdpowiedzUsuń