31.12.2014

Rozdział 9

Przydałby mi się prysznic.
Zabawne, czemu pomyślałam o tym, gdy już trzecia godzinę interesowałam się biała ścianą, usiłując wymyślić, jak mam się z tond wydostać. Jak dać komuś zdać, że tu jestem. Próbowałam jeszcze wymyślić, dlaczego mnie tu trzymają.
Jednak nic nie zdało egzaminu. Mój mózg nie chciał pracować. Zupełnie jak po narkotyku, który ktoś dodał do drinka na imprezie.
Po pewnym czasie postanowiłam otworzyć okno i zaczepić osobę, która będzie przechodziła obok, aby mi pomogła. I tutaj znowu zawód - w skwarze dnia nikt nie miał najmniejszej ochoty wychodzić z chłodnych zaciszy swojego domu. Po chwili ja też zamknęłam okno, nie mogąc znieść dusznego powietrza.
Poznałam każdy zakamarek tego zwykłego pokoju, nie szukając niczego. Odważyłam się nawet wyjść z pomieszczenia i poszukać łazienki.
Zaczynałam wariować, tracić zmysły. Nie odzywałam się do nikogo od czasu nocnej wyprawy. Nigdy nie byłam rozgadaną osobą, ale gdy człowiek siedzi, walcząc z bezsilnością, strachem o najbliższą na świecie osobę, rzeczy się zmieniają. W odruchu miałam nawet ochotę prowadzić dialog z własną osobą, byle uwolnić się od czarnych myśli, brudzących zakamarki mojego umysłu. Coś nie pozwalało mi po prostu wybiec z tego domu, chociaż i tak nie zrobili by mi krzywdy. Nie zamknęli mnie pod kluczem, czyli ufają mi na tyle, żeby zostawić mnie w spokoju. Jaka szkoda, że będą musiała ich zawieść.
Zamykają wszystkie drzwi na noc, ale nic nie mówili o dniu. Po prostu wyczaję odpowiedni moment i ucieknę cichutko. Nawet nie zauważą, że mnie nie ma.
Podjęłam jeszcze jedną próbę i na paluszkach otworzyłam drzwi pokoju. Na korytarzu nie było nikogo. Zaczęłam się skradać i zatrzymałam się dopiero na pierwszym stopniu schodów, wytężając słuch. Na dole toczyła się dyskusja. Ośmieliłam się zejść jeszcze kilka stopni i przykucnęłam, by obserwować moich oprawców, którzy rozmawiali w przedpokoju.
-Nie będę jej pilnować - warknęła blondynka, a ja spróbowałam przypomnieć sobie jej imię.
-Zostaniesz tutaj - odpowiedział ze spokojem Ashton, a ja wychwyciłam w jego głosie nutę mściwej satysfakcji - I dopilnujesz, żeby coś zjadła.
-Nie jestem jej niańką - odfuknęła dziewczyna - Ty tak bardzo ją lubisz i rozumiesz rozkapryszone nastolatki, więc ty sobie ją popilnuj.
Poczułam się urażona. Nastolatką już praktycznie nie jestem i na pewno nie jestem rozkapryszona. Stereotyp, że jedynaczki są zadufane w sobie i zapatrzone we własne obicie w lusterku jest wredny. I zdecydowanie nieprawdziwy. A oni nie wyglądają na starszych ode mnie.
-Zachowujesz się jak dziecko - podsumował Ashton, wkładając buty.
Blondynka spojrzała na bruneta, który stał koło drzwi, przysłuchując się tej dziecinnej wymianie zdań, jakby to była codzienność. Westchnął i otworzył drzwi.
-Zostajesz Chloe - zadecydował - I zajmij się nią.
Chłopcy wyszli, a gdy tylko zamknęły się drzwi, blondynka kopnęła wściekła w ścianę. Zadowolona z rozwoju wypadków, wycofałam się do "swojego" pokoju. Samochód akurat opuszczał podjazd i niebawem zniknął z zasięgu wzroku. Czułam, jak rozpiera mnie energia, jakbym wypiła co najmniej cztery filiżanki kawy. To moja szansa, nie mogę jej nie wykorzystać. Jedną, wkurzona na cały świat dziewczynę łatwiej jest oszukać niż cała trójkę.
W mojej głowie już powstawał plan, jak zejść na dół, upewnić się że mnie nie widzi i wybiec z domu, do najbliższego mieszkania w poszukiwaniu pomocy. W końcu nie jestem na odludziu.
W mojej podświadomości coś drgnęło...
Co oznaczał rozkaz " Zajmij się nią" ?
Wykręciłam boleśnie palec, by nie dać się ponieść panice. Dobra, trudno. Chloe na pewno nie będzie chciała się mną "zajmować". Jest zbyt zajęta swoją osobą.
Gdy tylko to pomyślałam, drzwi do pokoju otworzyły się. Blondynka weszła z przyklejonym na twarzy sztucznym uśmiechem, przez który wzdłuż mojego kręgosłupa przeszły ciarki.
-Choć za mną - powiedziała z nieudaną słodyczą w głosie. Zwracała się do mnie jak do dziecko. Złożyłam ręce na piersi, czekając, aż zwróci się do mnie jak do osoby dorosłej. Zmierzyłam ją wzrokiem, nie ruszając się z miejsca.
Chloe dała sobie spokój ze sztucznym uśmiechem i zrezygnowanym tonem, jakby znudzona, odparła:
-Choć, zrobisz ze sobą porządek.
Uznałam, że na razie musi wystarczyć i posłusznie za nią ruszyłam. Jeszcze ją wychowam, że oduczy się nazywana mnie "rozkapryszoną nastolatką".
Zaprowadziła mnie do łazienki i opierając się o ścianę, wyliczała:
-Tu masz ręcznik, nowe ciuchy, szczoteczkę, mydło i jak chcesz, możesz się umalować - kończąc, wyszła z łazienki i słodkim, kpiącym głosem, zwróciła się do mnie, stojącej na środku łazienki i ogłupiałą miną - Miłej kąpieli.
Drzwi się za trzasły i usłyszałam szczęk zamka. Czyli przynajmniej ona nie ma do mnie zaufania. Z jej całą wyniosą postawą, jako jedyna ma cholerną rację.
Stanęłam i rozejrzałam się po łazience. Raczej nie mam jak się z tond wydostać, więc chyba skorzystam z "gościnności" i wezmę ten cholerny prysznic, za który dałabym się pokroić dziesięć minut temu. Ściągnęłam ubrania i weszłam pod prysznic. Wrząca woda spłynęła po moim ciele, mocząc włosy i pobudzając. Wylałam dosyć sporą ilość szamponu na dłoń, i wmasowałam w przetłuszczające się włosy. Później dokładnie umyłam się mydłem, który nie był o zapachu wanilii, którego zwykle używam, ale nie wybrzydzałam. A później stałam, i stałam, dając się opłukiwać ciepłej wodzie. Kurek zakręciłam dopiero wtedy, gdy usłyszałam pukanie do drzwi i rozdrażniony głos Chloe:
-Już?
-Jeszcze nie.
Wytarłam się ręcznikiem i włożyłam czysta bieliznę, która leżała koło ubrań. Spojrzałam na nie i jęknęłam. Musiały to być ciuchy blondynki, które mi "wspaniałomyślnie" pożyczyła. Były czarne. A ja, przyzwyczajona do dziewczęcych, jasnych strojów, patrzyłam na nie jakbym nie wierzyła, ze naprawdę tu leżą. W końcu chcąc nie chcąc włożyłam na siebie ciasne, czarne, skórzane rurki i t-shirt. Przejrzałam się w lustrze i uznałam, że wyglądam jak idiotka. Znalazłam suszarkę i wysuszyłam włosy, rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone, nie mając jak je związać ani zakręcić na lokówce, jak to zazwyczaj miałam w zwyczaju. Umyłam zęby i zrobiłam makijaż. Gdy odstawiałam na miejsce tusz do rzęs, ktoś przekręcił klucz w drzwiach i wszedł do zaparowanej łazienki. Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem, po czym powiedziała:
-Przynajmniej teraz wyglądasz na swój wiek.
Podniosła moje ubranie i wrzuciła do kosza, stojącego przy drzwiach. Ja natomiast zabawiałam się, mordując ja wzrokiem i czerpiąc radość z myśli, jakie okropieństwa mogłabym jej zrobić, gdybym była nieco większa i silniejsza.
Zeszłyśmy na dół, do kuchni. Jednak robiła za moją niańkę. Zamówiła pizzę wegetariańską, bo wiedziała, ze nie jem mięsa. Nie chciałam wiedzieć, skąd ma takie informacje. Już sam fakt, że zjadłam prawie 3/4 pizzy, był przerażający. Postawiwszy przede mną herbatę z lodem, wlepiła we mnie swój wzrok. A  ja, nie dając za wygraną, patrzyłam się na nią.
Uderzyło mnie to, jaka jest ładna. Zielone oczy, górna warga wysunięta lekko do przodu, a same usta były pełne i lekko różowe. Nie malowała się mocno, co kontrastowało z jej stylem ubierania. Jansa cera, jasne włosy... Gdyby nie ten kpiący uśmiech i spojrzenie zza przymrożonych powiek, powiedziałabym, że jest delikatna dziewczyną o niespotykanej urodzie. Co ona robiła w tym bagnie, w którym siedziałam i ja, nie wiedząc za jakie grzechy lub grzechy moich przodków?
-Wyjaśnijmy sobie coś - powiedziała powoli - Niańczyć cię nie będę, ani przejmować się tym, czy jesz czy nie. Jesteś tu, bo ten debil spaprał sprawę i musimy za to cierpieć. W każdym razie nie próbuj zwiewać, bo i tak nie dasz rady.
Gdyby wiedziała, jaką radość w tej chwili sprawia mi mordowanie ją w środku. Mordowanie ich wszystkich po kolei.
-Po co mnie tu trzymacie? - zaryzykowałam - Zróbcie, co macie zrobić od razu, a nie dawajcie mi głupią nadzieje.
Ucieszyłam się, ze nie zabrzmiałam jakbym sie załamywałam. Zupełnie odwrotna sytuacja toczyła się wewnątrz mojej osoby - byłam jak okręt miotający się na sztormie bez kapitana.
Chloe nadal milczała, wpatrując się we mnie uporczywie. Pociągnęłam łyk zimnej herbaty i kontynuowałam:
-Gdzie jest mój ojciec? Doskonale wiem, że...
Przerwały mi dźwięki : śmiechy oraz trzask zamykanych drzwi. Chloe wstała natychmiast i podążyła do przedpokoju. Ja natomiast wymknęłam się z kuchni do salonu. Było zaskakująco czysto, choć w oczy kuły niektóre przedmioty, który nie powinny się tu znajdować. Zrobiłam duży krok nad ciężkimi butami i usiadłam na fotelu odwróconym do okna. Na zewnątrz było słonecznie, ale okno znajdowało się w cieniu wielkiego drewna. Odetchnęłam z ulgą, gdy na moją twarz dmuchnął strumień zimnego powietrza. Ktoś musiał włączyć klimatyzacje.
Czemu oni nie traktują mnie jak ostatniego śmiecia, tylko jak chwilowego gościa? Czemu nie odpowiadają na moje pytania? Zachowują się tak, jakby... Jakby co? Jakby próbowali z tego zrobić normalną sytuację czy coś w tym rodzaju. Jakbym była na wakacjach. Teraz, w tym momencie, miałam już dojeżdżać do pięknych plaż, śpiewając razem z Aną i dodając zdjęcia na instagrama. Przed oczyma pojawiła się roześmiana twarz...
Ktoś wszedł do salonu. Wstrzymałam oddech i skuliłam sie na wielkim fotelu, na którym siedziałam, nie ruszając się. Nieznajomy coś położył - sądząc po dźwięku - i wyszedł. Powoli, odwróciłam się, a moje serce zaczęło bić szybciej.
Komórka.
Jednym susłem dostałam się do niej i miałam ją w swoich drżących palcach. Kliknęłam, a na ekranie pojawiła się blokada, żądająca hasła. Bez namysłu kliknęłam 'numer alarmowy'.
Z urywanym oddechem wstukałam numer na policje. Właśnie w tej chwili usłyszałam głos blondynki:
-Gdzie jest Ariana?
Rzuciłam się do ucieczki, w mgnieniu oka znalazłam się na schodach i pędziłam do pokoju, aby tam się zabarykadować. Problem w tym, że za mną te coś biegną. Rozpaczliwie podciągając nosem, zatrzasnęłam drzwi i naparłam na nie całą swoją siłą, klikając słuchawkę połączenia. Usłyszałam pierwszy sygnał... Drugi...
Drzwi otworzyły się gwałtownie, a ja upadłam na ziemię wypuszczając z rąk komórkę, która potoczyła sie i zgasła. Rzuciłam się rozpaczliwie po nią, ale ktoś złapał mnie za kostki i odciągnął. Wyłączył telefon i schował go do kieszeni.
Dopiero gdy stanęłam na nogach, Ashton odwrócił się do mnie. Poczułam falę chłodu. W jednej chwili znalazłam sie przygnieciona do ściany jego ciężarem, a jego dłonie oplatały moje chude nadgarstki. Byłam pewna, że mi je połamie.
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz? - zasyczał mi w twarz, a ja czułam, jak łzy, które powstrzymywałam, leją się po policzkach. Zacisnęłam oczy - Myślisz, że to jakaś pierdolona zabawa? Jesteś na tyle głupia, żeby nie pojmować, w jakiej sytuacji się znalazłaś? ODPOWIEDZ!
-Puść mnie - wyszlochałam - Zostaw mnie w spokoju....
-Nikt ci nie pomoże. Słyszysz? NIKT!
Szamotałam się, aż w końcu mnie wypuścił. Osunęłam się po ścianie i zaczęłam szlochać. Chłopak opuścił "mój" pokój, zamykając drzwi z trzaskiem. Później usłyszałam dźwięk, który przeraził mnie bardziej od jego krzyków - dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Zerwałam się na nogi i szarpnęłam klamką. To na nic. Byłam zamknięta.
-Ashton? - zapytałam głośno, szarpiąc za klamkę - Ashton wypuść mnie!
Nic. Walnęłam pięścią w białe drzwi i wrzeszcząc:
-Wypuść mnie! Wypuść mnie do cholery!
Waliłam w drzwi pięściami, otwartymi dłońmi, kopałam i szarpałam za klamkę. Gdzieś w połowie się rozpłakałam się, wrzeszcząc histerycznie i wzywając pomocy. Nie przestałam, gdy zrezygnowana osunęłam się po nich i robiłam to na siedząco. Myśl, że zostałam zamknięta w pokoju, dodała w moich żyłach adrenaliny. Krzyczałam, wrzeszczałam... Wszystko na marne. Nikt nie przyszedł.
Zasnęłam na podłodze, zrezygnowana i wyczerpana płaczem. Do końca cicho pukałam i prosiłam, żeby mnie wypuścili.
Mogłam czekać jedynie na księcia, który mnie uwolni z zamkniętej wieży...





Yep, Dżojlitka wróciła, zobaczymy na jak długo.
No miśki, kończy się ten beznadziejny rok ( przynajmniej dla mnie był chujowy). Teraz trzymam kciuki aby 2k15 r., był o niebo lepszy. I believe.
Życzę Wam spełnienia wszystkich marzeń w Nowym Roku. Nie będzie on dużo lepszy od tego,  który mija, jeśli się nie postaramy z całych sił i całego serca nie zaprzemy się nogami i nie powiemy sobie "Dość, teraz ja". Ja zamierzał schudnąć i wyrobić sobie kondycje. Może nie będę miała zadyszki po pierwszej minucie biegu. Życzę wam również wiary w siebie, bo każdy bez wyjątku jest niezwykły, a jego talent drzemie w nim, należy tylko go odkryć. Spotkania idoli, dużo miłości i uśmiechu. Każdy jest piękny, zapamiętajcie sobie. Trudno w to uwierzyć, nawet mi czasami jest trudno. A wtedy wracam do dawnych opowiadań, listów od przyjaciół i tweetów do idoli. I uświadamiam sobie, ze jestem coś warta. A jeśli moje wnętrze jest coś warte, to moje ciało również, moja twarz też. Znalazłam w sobie atuty, których wcześniej nie zauważyłam. Życzę Wam, żebyście osiągnęli w waszej walce jak najwięcej. Za Narnie, za Aslana!
Sobie życzę, żebym skończyła do końca to i inne fanfiction i w końcu nie obżerała się tymi ciastkami. Chyba, ze to będzie ptasie mleczko, wtedy mogę. I w końcu schudła na bokach, eh.

Kocham Was z całego serducha, dajecie mi siłę i motywacje. Nigdy Wam tego nie zapomnę x

Justysia ♥

1 komentarz:

  1. Spóźnione szczęśliwego Nowego Roku :) bardzo się cieszę, że wróciłaś,prawie się załamałam kiedy zawiesiłaś fanfic. Życzę, żeby spełniły się Twoje marzenia, spotkania z idolami, dużo weny i co tam sobie życzysz xd rozdział cudowny, Ashton aka bad boy. Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń