10.01.2015

Rozdział 10


Był jeszcze dzień, ale ostatnie promiennie zachodzącego słońca pełzały po ścianach pokoju. Patrzyłam obojętnym wzrokiem na złociste wstęgi światła. W zasadzie teraz było mi wszystko obojętne. Straciłam tatę, jedyną pociechę, że mam tu kogoś, kto stoi po mojej stronie, swoje życie i wolność. Nie wiem, co takiego strasznego zrobiłam, że sobie na taki los zasłużyłam. A zresztą, życie to suka, nie musi mieć żadnego powodu żeby zrobić z ciebie bezwartościową osobę.
Przetarłam dłonią zaspane powieki i stwierdziłam, bez zaskoczenia, że tusz do rzęs całkowicie spłyną. Kolejne zdzierstwo – pisze na opakowaniu, że wodoodporny, a przy najmniejszej kropelce wody rozpływa się w mgnieniu oka. Westchnęłam, jakbym chciała zrzucić cały ciężar z serca – co tak na marginesie, niewiele pomogło – i zaczęłam skrajem koszulki zmywać czarne smugi. Nie jestem pewna, czy coś w ogóle to pomogło, bo nie było w tym pokoju żadnego lusterka.
Bez jakiejkolwiek nadziei podniosłam rękę i spróbowałam otworzyć drzwi. Na próżno. Nadal były zamknięte na cztery spusty. Do mojej głowy wpadła myśl, czy nie wyskoczyć przez okno. Po chwili namysłu uznałam, że to całkiem niezły pomysł. Jeśli sobie coś połamie, to z pewnością będą musieli mnie zawieść do szpitala.
Ktoś przekręcił klucz w drzwiach i próbował wejść, boleśnie uderzając mnie w plecy. Jęknęłam tylko cicho, bo i tak dałam niezły pokaz swojej słabości wcześniej i zerknęłam na swojego gościa.
Ashton.
Odwróciłam wzrok ku oknu, gdzie promienie słońca zdawały się mnie żegnać. Zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno niż zanim przyszedł. Kucnął przy mnie i na tyle „łagodnym” głosem oznajmił:
-Wstawaj, wyjeżdżamy.
-Nigdzie nie jadę – mruknęłam, chcąc dodać jeszcze „szmaciarzu” albo „dupku”, ale wolałam nie pogarszać swojej sytuacji.
-To masz problem księżniczko – powiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku – To ty nas tak urządziłaś, więc rusz swój królewski tyłek i pakuj się do wozu.
Nic nie odpowiedziałam, hamując się, by się nie zamachnąć i nie dać mu w pysk. Jednak pewnie nie trafiłabym sobie. Takie rzeczy dzieją się tylko w filmach. W prawdziwym życiu księżniczki nie wychodzą za mąż za królewiczów, nie mają diademów ani sukni. W prawdziwym świecie życie daje ci porządnie w dupę, i musisz siedzieć na miejscu, bojąc się, że znowu dostaniesz.
-Nie chcesz iść?
-Nie będę z tobą dyskutować.
W następnej chwili nie miałam nawet szans na jakikolwiek ruch. Ashton wziął mnie na ręce i podniósł, a ja dopiero po kilku chwilach zdałam sobie sprawę z tego, co robi. Zaczęłam się wyrywać, ale przestałam, gdy zaczął schodzić po schodach. Na dole czekała Chloe, z walizką u boku, patrząc poirytowanym wzrokiem na ten obrazek. Gd blondyn postawił mnie na ziemię, próbowałam czmychnąć znów na górę, ale bez powodzenia. Zablokował mi drogę, uśmiechając się zawadiacko. Moja ochota na płacz znowu nadeszła.
-Wszyscy są? - mruknął brunet, wchodząc do przedpokoju. Mortez odburknęła krótkie „Taaa” i zaczęła się bawić kluczykami od samochodu. Chłopak kontynuował – Chloe jedziesz z Ashton'em.
-Za nic w świecie! - warknęła blondynka – Jadę z tobą.
-Ja z nim nie jadę – mruknęłam cicho, próbując oddalić się od blondyna, ale jednocześnie przybliżałam się do bruneta, więc zrezygnowałam.
-Więc świetnie. Chloe jedzie z Arianą.
-Brad!
-Co?
Mortez obdarzyła go nieco mniej morderczym wzrokiem, niż obdarzała pozostałych mieszkańców. Ashton, zadowolony z siebie mruknął do niej „Nie rób scen” i chwycił walizkę. Blondynka próbowała jeszcze dyskutować, lecz na niewiele się to zdało. Musiałam wsiąść do rozgrzanego i dusznego wnętrza auta i zapiać się pasami. W sumie, dziwię się, że nie związali mnie i nie wsadzili do bagażnika. Nie tak zachowują się porywacze.
A ja nie zachowuje się, jakbym była porwana.
Słońce już zaszło, pozostało tylko różowe niebo, w które się patrzyłam rozmarzonym wzrokiem. Mknęliśmy po autostradzie, zaraz za autem chłopców. Grała głośna muzyka, która blondynka włączyła zapewne po to, aby uniemożliwić mi podjecie rozmowy. Nie musiała tego robić, sama nie miałam ochotę prowadzić konwersacji. Zaczęłam się robić senna, powieki robiły się coraz cięższe, lecz za każdym razem otrząsałam się i mówiłam sobie, że muszę patrzeć na drogę. Po półtorej godzinie przyciszyłam radio i zadałam dziewczynie pytanie, choć byłam pewna, że i tak się niczego nie dowiem.
-Gdzie jedziemy? - spytałam zmęczonym głosem, patrząc na jej skupioną twarz.
-Tam, gdzie cię nikt nie znajdzie – odpowiedziała, włączając klimatyzacje. Dało się słyszeć leciutki szum. Ja bez tego poczułam zimne ciarki na swoim plecach.
-Czyli?
-Jezu, czy ty sobie myślisz, że planujemy cię zamordować? - spytała rozdrażniona moim pytaniem – Wyluzuj trochę, nic ci nie zrobimy.
-Po dzisiejszym dniu nie jestem wcale tego pewna – mruknęłam.
-Sama się prosiłaś – podsumowała dziewczyna – A zresztą. Ashton jest uroczy, jak się na niego patrzy. I tylko wtedy.
-Coś pomiędzy wami było, że tak go nie lubisz?
Blondynka prychnęła.
-Proszę cię. On jest dla mnie jak starszy brat – odpowiedziała- Jak upierdliwy, mieszający się w nie swoje sprawy i mało odpowiedzialny starszy brat. Nie masz rodzeństwa, więc tego nie zrozumiesz.
Poczułam do niej małą iskierkę sympatii, tylko dlatego, że zarówno mi jak i jej Ashton podpał. Nie odzywałam się jednak więcej i zaczęłam obserwować krajobraz, mknące drzewa i ciemniejące niebo. Gdy było już zupełnie ciemno, mimo głośnej muzyki usłyszałam jeden z najpiękniejszych dźwięków, który uwielbiałam z każdym rokiem coraz mocniej.
Szum morza.
Skręciliśmy w jakąś boczną uliczkę, zjeżdżając z autostrady. Droga musiała być położona niedaleko morza, bo gdy tylko otworzyłam okno, poczułam zapach bryzy, za którym tak tęskniłam. Moje serce poruszyło się. Nawet wśród takiego mroku, jaki mnie otaczał, potrafiłam znaleźć mały promień słońca.
Było około pierwszej, gdy dojechaliśmy na miejsce. Bez słowa wysiadłam z samochodu i zaciągnęłam się zimnym, morskim powietrzem. Ożywiło moje zmysły, sprawiło, że senność która mnie ogarnęła rozpłynęła się, jakby jej nigdy nie było. Nabrałam sił. Mogłabym biegnąc i biegnąć i nikt by mnie nie zatrzymał ani nie złapał. Wszystko, co było mi tak dobrze znane, przestało istnieć. Dom, tata, Ana ... Zniknęli. Pozostało mi jedynie morskie powietrze, chłodny wiatr głaszczący moja twarz oraz wspomnienia. Gwiazdy, które świeciły na ciemnym niebie. Chciałam tu zostać. Usiąść na mokrej trawie i patrzyć w niebo, całymi godzinami. Przez wieczność.
Wszystko się zmieniło.
Chloe złapała mnie za przegub i delikatnie za sobą pociągnęła. Uległam. Nie miałam lepszego pomysłu. Wolę być posłuszna, niż miotać się i wrzeszczeć bezsensu. Nie miejcie mi tego za złe. Wybrałam po prostu mniejsze zło. Bawili się mną. Tak jak ja kiedyś bawiłam się swoim głosem. Tak jak bawią się słowami. Upajali się tym, że mogą mnie zranić. Kochali to. Krzywdząc mnie chcą zapewne zastąpić normalne, ludzkie uczucia, których nie posiadają.
Weszliśmy do domu. Było tu pełno kurzu, który unosił się w blasku księżyca, dopóki ktoś nie zaświecił światła. Chloe zaprowadziła mnie do jednego z pokoi i oznajmiła, żebym tu została. Wiedziałam, że powinnam się położyć i spać, spać, spać do końca tego koszmaru. Ale nie mogłam. Nie potrafiłam. Przesunęłam fotel do okna i usiadłam na nim. Wpatrywałam się w gwiazdy, mając nadzieje,że ktoś mnie tu znajdzie. To, że byliśmy nad morzem, przywołało wspomnienia, bolesne wspomnienia. Anę w stroju kąpielowym, wariującą wśród morskich fal. Tatę, który smażył na grillu kiełbaski i szaszłyki dla mnie, bo nie jem mięsa. To wspomnienie było odległe, bo od dawna je jeździł z na na biwaki. Florydę, słoneczną Florydę z magicznym piaskiem, iskrzącym się w blasku słońca. Mamę...
Otarłam łzę, która spływała po policzku. Chce wrócić do swojego poprzedniego życia. Już nie chce wielkiego woow, które przerwałoby monotonie mojego życia.
Chce swojego tatę z powrotem.
Gdzieś, w odmętach mojej pamięci przypomniał mi się tekst. Nie pamietam, gdzie to przeczytałam. Po prostu tam był...
Jeśli ktoś ko­go kochasz umiera i to nies­podziewa­nie, nie od­czu­wasz stra­ty na­tychmiast. Tra­cisz te­go ko­goś ka­wałek po ka­wałku przez długi czas - w miarę jak przes­ta­je do niego przychodzić poczta, jak wiet­rze­je za­pach je­go per­fum na po­duszce oraz ub­rań w szuf­ladzie i sza­fie. Stop­niowo gro­madzisz frag­menty, które odeszły właśnie wte­dy nad­chodzi ten dzień - ten dzień, gdy bra­kuje ci szczególnie jed­nej kon­kret­nej cząstki i przytłacza cię uczu­cie, że ta oso­ba odeszła na zaw­sze, a po­tem nad­chodzi in­ny dzień i od­czu­wasz szczególny brak cze­goś in­ne­go.
Nie spostrzegłam nawet tego, że zasnęłam. Powieki opadły, ale w mojej głowie ciągle panował chaos. Myśli, wspomnienia i uczucia nie dały mi chwili wytchnienia nawet podczas snu.
Ostre światło kulo w oczy, gdy tylko je otworzyłam. usnęłam na fotelu, z podkulonymi nogami, w ubraniu. Bolał mnie każdy mięsień. Beznamiętnie rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Miało nieco charakteru, w każdym razie widać było, że kiedyś mieszkała tu dziewczyna. Podejrzewam, że romantyczka, sądząc po tapecie. Nie przeszkadzało mi to. Sama byłam typem takiej osoby więc cieszyłam się, że jak mam być więziona, to właśnie tu.
Moją uwagę przykuła duża walizka, stojąca przy łóżku. Wstałam i otworzyłam ją. W środku były ciuchy i kosmetyki. Moje rzeczy. Ktoś musiał je przynieść z mojego mieszkania. Z sentymentem dotknęłam tkaniny letniej sukienki. To byłam ja, niecały tydzień temu. Prawdziwa ja, a nie ta, która stała tu, w tym pokoju w czarnych ciuchach, rozmazanym makijażu z rozczochranymi włosami. Dawna ja nigdy by do tego nie doprowadziła.
Postanowiłam, że nie będę siedzieć i użalać się nad sobą. Muszę z tond uciec. Wyszłam z pokoju i zaczęłam nasłuchiwać. Cisza.
Dom był pełen kurzu i pajęczyn. Ktoś musiał go traktować jako mieszkanie na lato. Salon, kuchnia, łazienka... Wszystko przeszukałam dwa razy. Nikogo nie było. Ruszyłam do drzwi. Zamknięte. Byłam zamknięta w obcym domu, nie wiadomo gdzie i przez obcych ludzi. Telefon odłączony. Odcięta od świata.
Wywieźli mnie tu i zostawili. Jaka ja jestem naiwna.
Uspokoiłam się dopiero, gdy zobaczyłam walizki w innych pokojach. Mogłam wybić okno i spróbować uciec. Bez pieniędzy. Komórki. W nieznanym kierunku.
Kurwa.
Zaburczało mi w brzuchu. Powlekłam się więc do kuchni, gdy przylepiona była karteczka, napisana na szybko:
Zrób sobie śniadanie. Będziemy późno :)
Zmięłam ją i wyrzuciłam do kosza. W lodówce było mleko, znalazłam też płatki bez cukru w torbach z zakupami. Zrobiłam sobie również kawę. Dobre to, niż nic. Zjadłam śniadanie i zaczęłam szperać w siatkach za mlekiem bądź śmietanką do kawy. Nie znalazłam go. Ale znalazłam wczorajszą gazetę. Do kawy wlałam zwykłe mleko i zaczęłam czytać dziennik, sądząc napój.
Na pierwszej stronie było zdjęcie moje. I mojego taty. Z tytułem "Nadal zaginieni".
Artykuł zawierał informacje, co się stało. Że córka wraz z uznanym i popularnym adwokatem zaginęli w nocy na 30 czerwca a 1 lipca. Dom został zmasakrowany. Znaleziono ślady krwi. Żadnych innych tropów. I zdanie " Policja robi co w jej mocy. Prosimy, jeśli widziałeś Arianę Grande-Butera lub Edwarda Buterego, zadzwoń pod numer...". Rzuciłam gazetą, nie mogąc dalej czytać. Szuka mnie cały kraj, bo sprawa została nagłośniona. A oni nie mogą złapać trojki dzieciaków. Idioci.
Musiałam coś robić. Posprzątałam i udałam się do łazienki, by umyć się i przebrać. Mój waniliowy płyn pod prysznic pomógł się opanować. Włożyłam coś swojego i zaczęłam myszkować po domu. W zasadzie nie był ciekawy. Tylko brudny. Zwyczajny dom. Sprawdziłam każdy pokój i nie znalazłam nic innego, niż kurz, od którego kręciło mi się w nosie.
Na końcu korytarza znajdowały się ostatnie dni. Weszłam do pomieszczenia. Ktoś go nie zamknął, choć próbował to zrobić. Zamek był wysunięty, ale na moje szczęście nie zamknął pokoju na klucz. Było to biuro. Z masą książek w zielonych okładkach, skórzanych lub papierowych. Książki dla dzieci, romanse, horrory i encyklopedie. Podeszłam do biurka i usiadłam na obrotowym, wygodnym, skórzanym krześle. Wszędzie były stosy teczek. Zaczęłam przeglądać pierwszą z nich. Wycinki z gazet. O przestępstwach, gwałtach i zabójstwach. Ciarki przeszły po moich plecach. W drugiej były projekty pomieszczeń. Skomplikowane liczby, które były zapewne kodami. Zamknęłam ją i sięgnęłam po następną.
Tutaj wstrzymałam oddech.
Moje dane. Akt urodzenia, dyplomy, karta zdrowia... Wszytko. Zdjęcia. Mapy z zaznaczonymi miejscami, do których chodzę. Zemdliło mnie. Sięgnęłam po kolejną teczkę. Tu były dane Any i jej rodziny. W każda kolejna była poświęcona jednej osobie. Dane mojej mamy. Wujka. Dziadków. Taty. Procesy,  które prowadził i tajne protokoły z ich postępowania.
Zrobiło mi się gorąco. Oparłam się na fotelu i zamknęłam oczy.
To koszmar.
Chce się obudzić.
Problem w tym, że nie wiem jak.  Boże Święty. Co mam zrobić? Jak uciec od tych psychopatów. Jak wezwać pomoc.
Gapiłam się w akta, zaczepiając wzrok na zdjęciu, na którym fotograf umieścił mnie, siedzącą w kawiarnii i śmiejącą sie razem z Aną.


~*~

JEŚLI SZANUJESZ MOJĄ PRACĘ, ZOSTAW KOMENTARZ, OKI DOKI SKARBIE?

Wzięłam się w garść i here it is . Prawdopodobnie nic by z tego nie wyszło, ale skręciłam kostkę na wf i nie mogę ani ćwiczyć, ani chodzić. Przykuta do łóżka albo do fotela. Eh.
Myślę, że wyszło nieźle. Dochodzimy do momentu, gdzie niedługo wyjaśni się co się tutaj dzieje. Sprawa będzie dotyczyła osoby, która została wymieniona w rozdziale. 
Cholernie się cieszę, że Ari wróciła do ciemnych włosów. 
Bradowi coś odpiernicza na tt, w życiu idk nie ma ep a ja sie wkurwiam.
Fuck off. Nienawidzę wf.



Już prawie ferie. Wytrzymam.
Do zobaczenia. Kocham Was i dziękuje za wszystko x

4 komentarze:

  1. Czemu nie ma komentarzy, ludzie, dajcie mi siły...
    No więc, chyba wiesz że uwielbiam jak piszesz ♥
    I ten fakt że Ari szuka policja i nie potrafią namierzyć Chloe, Brada i Ashtona... słabi są, potrzebują nas koniecznie, really, przecież jesteśmy zawodowe hahaha
    A co do skręconej kostki... moje skarbie, dlaczego nie ma jeszcze obok ciebie Brada, huh? Ma cie nosić na rękach, now. Ewentualnie Steve, no wiesz...
    ~Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz talent do pisania .Super rozdział czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział. Wspaniały. Genialny. I.D.E.A.L.N.Y. <3<3<3 Tak mi szkoda Ari :ccc i nie wiem czemu bo w sumie to nie było nic takiego, ale strasznie spodobała mi się ta scena w samochodzie z nią i Chloe xD
    Czekam na następny <3 - na pewno równie świetny :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo podoba mi się to ff, czytam go od początku i uwielbiam. Ale musisz zapamiętać, że pisze się "stąd" nie "tond", czekam na dalsze rozdziały!

    OdpowiedzUsuń