16.01.2015

Rozdział 11


Usłyszałam, jak ktoś wchodzi do domu. Śmiech, przekleństwa, później znowu śmiech. Ale te dźwięki były tak bardzo odległe. Nie możliwe, żeby były kilka pomieszczeń dalej. I bliżej, i jeszcze bliżej. Nagle ucichły i dało się słyszeć rozdrażniony głos Chloe:
-Ashton, ty idioto, miałeś zamknąć drzwi!
Ciężkie kroki w ciężkich butach, brzdęk kluczy. Wszystko tak odległe. A może to ja byłam daleko? Zawieszona pomiędzy rzeczywistością a światem w mojej głowie... I nagle syk i pytanie, rzucone w moją stronę niczym koło ratunkowe, którego muszę się chwycić, by powrócić do rzeczywistości. Więc robię to i podnoszę głowę, z nienawiścią w oczach i palącymi łzami w gardle.
-Co ty tu robisz? - spytała Chloe, stojąc w drzwiach. Rzuciła spojrzenie na blat biurka, na dokumenty i zaklęła - Brad! Ashton!
Przybiegli od razu, stając w miejscu, tak samo jak Chloe. Na ich twarzy pojawiło się zmieszanie. A może to złość? Przerażenie.
-Co to jest? - spytałam drżącym z emocji głosem. Musiałam opanować każdą część swojego umysłu, by nie wybuchnąć gniewem. Nie rzucić się na nich i nie zadać im bólu, tak głębokiego i silnego, jaki czułam ja.
-Wyjdźcie - rozkazał brunet.
-Ale... - Chloe zaczęła protestować, ale chłopak uciszył ją jednym spojrzeniem. Wypchnęła Ashton'a i zamknęła drzwi z trzaskiem. Zostałam sama z chłopakiem, świdrując go wzrokiem, jednak on nic z tego sobie nie robił. Zaczął przechadzać się w tą i z powrotem, oglądając książki, sięgając po jedną z nich, ale na końcu się rozmyślał. W końcu usiadł na krześle na przeciw mnie i oboje spojrzeliśmy sobie w oczy. Dotąd jego wzrok mnie peszył, odwracałam głowę za każdym razem, gdy czułam go na sobie. Teraz tego nie zrobiłam. Miał zielone oczy. A może niebieskie. Westchnął i zaczął:
-Co chcesz wiedzieć?
Prychnęłam. Czy to nie było oczywiste, że...
-Wszystko.
-To dużo. Wybierz trzy pytania.
Spojrzałam na niego jak na szaleńca. Moje życie zostało zburzone i miałam tylko trzy pytania, aby dowiedzieć się dlaczego. Zastanowiłam się, jakie zadać pierwsze.
-Dlaczego ja? Czemu to trafiło na moją rodzinę?
Przymknął oczy, zastanawiając się nad odpowiedzią. Minęła dość długa chwila, zanim coś powiedział.
-Czy gdy byłaś mała, zginął twój ojciec chrzestny?
Spojrzałam na teczkę z imieniem "James Butera". Właściwie wcale go nie pamiętałam. Ale pamiętałam, że to był kolejny gwóźdź do trumny taty : najpierw stracił żonę, potem brata.
-Tak. Ale co on ma z tym wspólnego? Zginął gdy miałam jedenaście lat, wcale go nie pamietam.
-Wszystko. A wiesz, jak zginał?
Pokręciłam przecząco głową. Przez pulsujący gniew zaczęło przebijać się zaciekawienie.
-Twój wujek był sędzią. Razem z twoim ojcem prowadzili jedną z najbardziej nagłaśnianych spraw.* Pamiętasz coś? - spytał, a ja ponownie pokręciłam głową - Chodziło o zastrzelenie żony jednego z policjantów w czasie akcji. Nie wiadomo, jak się tam znalazła. To miało związek z tą sprawą.
-I co dalej? - spytałam, zdeterminowana i podniecona, że wreszcie dowiem się o co chodzi.
-To już drugie pytanie. Zostało ci jeszcze jedno - pouczył mnie - Twój wuj był zastraszany, że jeśli nie uniewinni jednego z ludzi złapanych w czasie ucieczki, pożałuje tego. Został zastrzelony w gmachu sądu.
Kiwnęłam głową, na razie chłonąc każdą informację. Później przyjdzie czas, by się nad tym zastanawiać.
-Co to ma wspólnego z mną i moim tatą? - wypowiedziałam ostatnie pytanie.
-To część ich planu. Tylko tyle wiem. Pewnie dlatego, że jesteście spokrewnieni, a zastraszano członków procesu. Zapewne przyszła kolej na was.
Wplotłam palce w swoje włosy i pociągnęłam za nie. Ból pomógł mi uświadomić sobie sens jego słów. To było zbyt szalone, by mogło być prawdziwe. Spojrzałam na chłopaka. Przeglądał jedną z teczek, marszcząc brwi i zastanawiając się. Coś błysnęło w moim umyśle.
-Brad? - spytałam nieśmiało.
-Hmm?
-Co wy macie z tym wspólnego?
Spojrzał na mnie znad teczki, którą studiował. Na jego usta wstąpił nikły uśmiech, po czym odpowiedział:
-Miały być tylko trzy pytania.
Wstał i opuścił pokój, zostawiając mnie z chaosem w głowie.

~*~


Obserwowałam jego sylwetkę, gdy spacerował daleko, w cieniu drzew. Siedziałam w ogrodzie, na schodkach w zachodzących promieniach słońca. Po kilkugodzinnych samotnych rozmyślaniach, przerwanych jedynie posiłkami, postanowiłam wyjść odetchnąć świeżym powietrzem.
Ciągle nie docierały do mnie słowa Brada, które wypowiedział dzisiaj przed południem. To był scenariusz jak z jakiegoś filmu, a nie z prawdziwego życia. W prawdziwym życiu wymiar sprawiedliwość łapał takie osoby.
Poznanie prawdy wyjaśniło kilka spraw. Ale pojawiły się kolejne pytania, dręczące mój umysł. Dlaczego "zajęli się" nami po tak długim czasie? Minęło prawie osiem lat od zakończenia sprawy. Kim były te osoby? Dlaczego obcy ludzie chcieli mnie chronić?
Ktoś usiadł obok mnie, z zimnym napojem w jednej dłoni.
-Często to robi - powiedział Ashton, mając na myśli Brada, który spacerował z dala od ludzkich oczu - Lubi być sam.
-Czemu? - spytałam, przezwyciężając niechęć do blondyna, która wczoraj się we mnie pojawiła.
-Dużo przeszedł. Lubi myśleć sam, tak żeby nikt mu nie przeszkadzał. Trudno coś z niego wycisnąć.
Oparłam głowę o balustradę, mrużąc oczy w zachodzącym słońcu. Nie odzywałam się. Blondyn zwyczajnie nie rozumiał, że dzisiaj też wolę być sama, po tym wszystkim, co usłyszałam.
-Nie miałaś się dowiedzieć w taki sposób - zaczął chłopak, jakby czytając w moich myślach - Miałaś najpierw nam zaufać, dopiero później się dowiedzieć.
-Trochę sobie byście poczekali - mruknęłam - Raczej trudno zaufać komuś, kto cię porwał i zniszczył życie.
-Raczej kto ci uratował życie- poprawił mnie.
-Dlaczego? Dlaczego to robicie?
Ashton pociągnął łyk z puszki i zamyślił się.
-Mamy cię chronić.
-Pojęłam to dawno. Ale dlaczego?
-Czy ty tego nie rozumiesz? - spytał z roztargnieniem w głosie - Póki oni cię nie mają, twój ojciec jest bezpieczny.
Uderzyłam głową w balustradę i powiedziałam cicho:
-Jestem kartą przetargową?
-W sumie to od ciebie zależy, czy będziecie żyć czy nie.
Zamyśliłam się, dalej obserwując Brada spacerującego jak gdyby nigdy nic. Miałam ochotę rozpaczać, wyrywać swoje włosy i wrzeszczeć z bezsilności. Ale nie byłam w stanie, nie miałam sił.
-Uratujecie go? - spytałam płaczliwym głosem. Ashton spojrzał na mnie. W jego wzroku coś się zmieniło. Uśmiechnął się smutno i powiedział:
-Spróbujemy.
Kiwnęłam głową. Przykurczyłam nogi do siebie i tak siedziałam, dopóki Ashton nie odszedł.
Dopóki nie zgasło słońce.
Nie pociemniało niebo.
Nie pojawiły się gwiazdy.

~*~

Bawili się jak małe dzieci. Ich sprzątanie domu polegało na rzucaniu się mokrymi ściekami, podstawianiem nóg i bitwą polegającą na psikaniu się płynem do szyb.
Obserwowałam to ze swojego pokoju, przez uchylone drzwi, nie mając odwagi spytać się czy nie potrzebują pomocy.
Padał deszcz.
Obudziłam się dzisiaj lekka na sercu. Choć ciemne chmury wisiały nad moją osobą, było o wiele lepiej, gdy znałam powód, dlaczego tam są. Ubrałam się, zmusiłam się do jedzenia i zamknęłam w sobie. Oni znowu gdzieś wyszli, wracając dopiero wieczorem. I wzięli się do "sprzątania".
Zamknęłam drzwi i usiadłam w fotelu na przeciw okna. To był mój ulubiony kącik.
Wewnątrz mnie toczyła się bitwa. Zaufać im czy nie?
Wierzyć czy nie?
Wszystko mieszało się w mojej głowie, sprawiało że chciało mi się płakać, śmiać, wrzeszczeć, szeptać, skakać i spać jednocześnie. Pewnie sami macie nie raz takie uczucie. Stajecie przed trudnym wyborem, przed którym nie możecie uciec, doradzić się kogoś, bo to rozsadza twoją głowę, sprawia że masz dość i chcesz mieć to za sobą. Chcesz posłuchać serca, ale rozum się wtrąca i podpowiada, że nieprzemyślanej decyzji możesz żałować.
Wszystko jednocześnie. Żadnych decyzji.
Do pokoju weszła Chloe i usiadła na łóżku, niedaleko mnie i zaczęła się przyglądać. Nie patrzyłam na nią. Patrzyłam na wierzchołki drzew, na deszcz który spadał kaskadą na ziemię.
-Wiesz, czasami nie powinno się długo zastanawiać, tylko robić.
Nie odpowiedziałam. Ona nigdy nie stanęła przed takim wyborem. Ci, którzy nie znaleźli się w naszej sytuacji nigdy, nie mają pojęcia jak się czujemy, choćby nas o tym zapewniali.
-Wiem, że to wszystko jest zagmatwane - ciągnęła miękkim głosem, że zdziwiłam się na dźwięk jej głosu - Że wielu rzeczy nie rozumiesz i masz pytania. Ale nie chcesz poznać odpowiedzi. Prawda jest lepsza od kłamstwa, ale niewiedza sprawia, że czujemy się szczęśliwsi.
-Tak, to wspaniale żyć w niewiedzy. Nie wiesz, czy osoby na których ci zależy JESZCZE żyją, czy obudzisz się jutro w kajdankach lub czy w ogóle się obudzisz.
-Nie stawiaj wszystkiego w złym świetle. Nie wszystko co jest złe, jest złe w całości.
-Czy ty uważasz, że w sytuacji w której się znalazłam są plusy? Jeśli tak, jesteś walnięta.
-Tak, sadzę tak - powiedziała z uprzejmym chłodem -  W końcu zaczęłaś być odpowiedzialna za decyzje. Wyrwałaś się z monotonii swojego życia, tego cholernego więzienia, które robiło z ciebie dziecko. Doświadczyłaś, co to znaczy niebezpieczeństwo. Jeszcze nie dorosłaś, ale zmądrzałaś na pewno.
-Jestem dorosła.
-Tak, ale wiekowo. A ja chciałabym, żebyś w końcu DOROSŁAŚ. Interesowały cie tylko buty, śpiew i zabawa. A teraz zaczęłaś doceniać, co to znaczy miłość do bliskich osób.
Spojrzałam na nią spod łba. Skąd wziął się u niej ten melancholijny nastrój? Pięć minut temu wrzeszczała, godzinę temu siedziała spokojnie przy laptopie, przed południem przeklinała na Ashton'a... Choć jestem dziewczyną, sama tego nie rozumiem.
-Usiłujesz mi pomóc? - mruknęłam, odwracając wzrok zza okno. 
-Usiłuje ci uświadomić, że myślami zakatujesz się na śmierć. Poza tym potrzebujemy pomocy w sprzątaniu, a ty nie będziesz siedzieć na dupie kiedy wszyscy harują.
-Po co? Przecież dobrze sobie radzicie.
-Być może. Ale to nie była prośba, tylko rozkaz.
Westchnęłam i podniosłam się z wygodnego fotela i szurając nogami. Chloe uśmiechnęła się i poklepała mnie po plecach.
-Dobra dziewczynka.
W sumie... Skoro i tak siedzę, myślę i nic nie robię, to co mi zależy?

____
* Gdy wymyślałam fabułę tego fanfiction, jeszcze nie wiedziałam, że w wymiarze sprawiedliwości ludzie nie powinni być związani więzłam krwi lub stosunkami przyjacielskimi lub w ogóle jakimiś stosunkami. Wybaczcie mi te mało niedociągnięcie.




Witam z powrotem. Jeszcze dwa tygodni ferii, wytrzymam.
Nie poszłam dziś do szkoły, bo źle się czuje więc postanowiłam, że skończę rozdział.
Przy tej okazji chcialabym przeprosić wszystkich, którzy pisali do mnie przez cały tydzień, a mnie nie było. Postanowiłam zrobić krótki test, bo uzależniłam sie znowu od internetu. I Boże, jestem zaskoczona wynikami. Moje stopnie poszły w górę, wszystkie sprawdziany zaliczyłam na piątkę, nawet z matematyki, jako jedyna z klasy full punków i jedyna piątka. Sześć ze sprawdzianu z EDB z CAŁEGO PÓLROCZA. 5 z biologii, ale to sie nie liczy, bo ściągałam. Po raz pierwszy ściągałam na sprawdzianie, czacie? Ale to było jeszcze przed świętami. Mam pięć z geografii, yeah.
Zasypiam normalnie. Bez żadnych myśli. Nie budze się w nocy co godzinę. Cholera, to jest zbyt piękne.
Dobra, koniec o nudnym życiu.
Jesteśmy chyba w połowie fanfiction. Yeah. Następny rozdział będzie się toczył miesiąc później. Ok, już chyba wiem co będzie dalej i mam taki zaciesz że ja pierdziele. Ale nie bede zdradzać.
JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ, ZOSTAW KOMENTARZ.
Wyświetlenia spadły, boli trochę mnie to... Ale ok, nie będę narzekać bo to moja wina.

MAM DO WAS WIELKĄ, BARDZO WIELKĄ PROŚBĘ : BRAD MA JAKĄŚ TAM SZANSE WYSTĄPIĆ JAKO SUPPOT NA KONCERCIE ARIANY W UK. 
PROSZE WAS Z CALEGO SERCA, ZTWEETUJCIE PARĘ RAZY DO ARIANY Z HASHTAGIEM #BradOnTourWithAri BŁAGAM, ZRÓBCIE TO DLA MNIE

Pamiętajcie o wattpadzie


Poinformujcie co sądzicie o rozdziale. Kocham Was moje anołki
Love ya, Justynka x

1 komentarz:

  1. Świetne! Coraz ciekawiej... Czekam na kolejne rozdziały! Jak to fajnie wiedzieć, że nie jest się jedyną osobą w Polsce, która uwielbia Brada i Arianę :)

    OdpowiedzUsuń