03.02.2015

Rozdział 13

Kliknij na utwór, który będzie wymieniany w tekście.

Pewnie słyszeliście mnóstwo opowieści, gdzie dwójka nienawidzących się ludzi, zaczyna czuć do siebie coś więcej. Cóż, moi rodzice byli na to żywym przykładem. Nie raz słyszałam, że tata chodzi za moją mamą krok w krok, nie dając jej chwili spokoju, a ona po jakiś czasie rzucała w niego patelnią lub czymkolwiek, aby się odstresować. Moja babcia nadal z sentymentem przywołuje te wspomnienia. Nigdy nie dowiedziałam się, czy mama kiedykolwiek trafiła w tatę.
Siedziałam na masce samochodu, z dyndającymi nogami tuż nad ziemią. Było około południa. Kończyłam swoje drugie śniadanie, rozkoszując się przerwą pomiędzy treningami.
Czytaliście może kiedykolwiek którąś z części serii "Percy Jackson"? Jeśli nie, będziecie musieli kiedyś nadrobić tą zaległość. Posłużę się tutaj Obozem Herosów. Półbogów poddawano ćwiczeniom, aby umieli sobie poradzić w walce. Przez ostatni tydzień byłam właśnie na takim obozie, prowadzonym przez Ashton'a Irwin'a. Oczywiście nie miałam pięknej zbroi, ostrego miecza i ADHD, które pozwoliłoby mi się bronić. Miałam za to wytarte jeansy, pistolet i mnóstwo siniaków, bo raz po raz upadałam, gdy blondyn uczył mnie samoobrony. Nie było to przyjemne, dlatego z upragnieniem czekałam na przerwę. Czułam się, jakbym znowu była w szkole.
Chłopak zmiażdżył ręką pustą puszkę po coli. Ja przełknęłam ostatni kęs jabłka i zwróciłam twarz ku słońcu. Bryza morska już tutaj nie wiała, ale i tak spędzanie czas w lesie, na świeżym powietrzu sprawiało, że byłam - nie wiem, czy mogę użyć tego słowa, bo znalazłam się w dość ciężkiej sytuacji - szczęśliwa. Wyobraźcie sobie, że cały rok spędzacie w mieście, wśród hałasu, spalin i cementu. I na wakacje zmieniacie całkowicie otoczenie. Zamiast chodników są miękkie trawy, łaskoczące gdy chodzi się po nich na bosaka. A zamiast ulic, są pola i łąki, o których mówi się w powieściach. Takie prawdziwe, angielskie łąki. Człowiek nie potrafi się w takim miejscu smucić. W jego sercu musi płonąć te malutkie światełko, które daje nadzieje, być może zgubną. Ale i tak samo wrażenie jest cudowne.
Otworzyłam oczy i zauważyłam, że Ashton się we mnie wpatruje. Już nie wydawał mi się taką świnią bez serca, tak jak to było na początku.
-Co? - spytałam lekko rozbawiona, sama nawet nie wiem dlaczego.
-Czy ja coś mówię?
-Patrzysz się - mruknęłam, zawiązując sznurówkę od trampek.
-Dziewczyny są dziwne - podsumował - Nie robisz nic, a one i tak uważają, że coś jest nie tak.
-Bo to dla tego - odparowałam - że chłopcy mają dziwną wyobraźnie. Marzą o rzeczach, które dziewczynom nie przychodzą nawet do głowy.
-Na przykład?
-Serio Ashton? - przewróciłam oczami - Naprawdę muszę ci to tłumaczyć?
-Nie musisz. Domyślam się.
-Widzisz? Właśnie o tym mówiłam.
Zapadła cisza. Nie jedna z tych cisz, przez które brnęliśmy na początku. taka miła cisza, przynajmniej ja to odczuwałam. Każdy lubi ten rodzaj ciszy. Wiecie, że nie musi na siły ciągnąć rozmowy, bo inaczej czuje się dziwnie w towarzystwie drugiej osoby i musi maskować to źle dobranymi słowami. Mam nadzieje, że wiecie o czym mówię. Bo ja sama zaczynam się w tym powoli gubić.
-Ashton? - zaczepiłam go, bo jedna myśl wpadła mi do głowy i nie pozwoliła mi jej opuścić. A że czułam się na tyle bezpiecznie pewnie w jego towarzystwie, postanowiłam zadać to pytanie. Mruknął, co uznałam za zielone światło i palnęłam - Skąd wiedziałeś, że tam nie jest bezpiecznie?
Mówiąc TAM miałam na myśli dyskotekę, która prawie skończyła się dla mnie tragedią. Boldyn podrapał się po nosie, gapiąc się w dal, myśląc nad odpowiedzią.
-Po prostu wiedziałem - odrzekł najprościej, jak tylko się da.
-A dokładniej?
-Słuchaj, Grande, czy ty aby na pewno dobrze zastanowiłaś się zadając to pytanie? Ważne, że nic ci się nie stało. Koniec i kropka.
Przywołałam mgliste wspomnienia tamtej nocy. Hałasy, niewyraźne twarze...
-Gdy weszłam do klubu, musiałeś kogoś zawiadomić - zaczęłam się głośno zastanawiać -Brada, prawda? Tylko zastanawia mnie to, skąd wdzieliście... Może to było tak specjalnie, żeby mnie zastraszyć?
-Pogięło cię - podsumował Ashton - Nie posunęlibyśmy się do czegoś takiego.
Na tym nasza dzisiejsza dyskusja się zakończyła, a ja wróciłam do domu bardziej poobijana niż poprzedniego dnia.
Nie ośmieliłam się spytać o nic więcej blondyna. Nie chodziło o to, że nie byłam ciekawska - z natury taka jestem i choćbym nie wiem jak z tym walczyła, nie potrafię ugryźć się w język. Nie chciałam go po prostu denerwować.
Ale wiecie, jak to jest - człowiek stara się nie robić jednej rzeczy, a robi inną głupotę. Chociaż wtedy wydawało mi się to cudowne, wręcz wspaniałe. Nie wiem czym było to spowodowane - coś po prostu uderzyło mi do głowy. Z resztą, nie tylko mi. To było jak płynne szczęście, rozgrzewające twój umysł i twoje serce. To był ten efekt "woow". Wydawało mi się wtedy, że to było jak najbardziej na miejscu. Byłam tego spragniona, potrzebowałam tego jak drzemki po wyjątkowo paskudnym dniu.
Obudziłam się obolała, bo poprzedniego dnia tak dostałam w dupę, że poważnie rozważałam myśl, czy nie zatrzasnąć się w pokoju i darować sobie dzisiaj porcję przemocy. Przez długi czas leżałam, spierając się z dziwnym uczuciem, które dręczyło mnie przez parę dni i myśląc w ciszy. Oczywiście, nie trwała ona długo - zaraz zaczęły się krzyki i wyzywania. Westchnęłam i zwlokłam swoje zwłoki z łóżka, udając się najpierw do łazienki. Gdy uznałam, że wyglądam już w miarę dobrze, zeszłam na śniadanie.
Wszyscy słuchali radia i nikt się nie odzywał. Akurat leciał jeden z moich ulubionych utworów, czyli Ellie Goulding - Love Me Like You Do. Chloe nadal miała czerwone wypieki na twarzy i pisała na klawiaturze tak szybko, że jej palce były smugami. Dosłownie. Musielibyście to zobaczyć, żeby uwierzyć. Nikt nie piszę szybciej niż wściekła Chloe. Z obojętnością przywitałam się ze wszystkimi i zrobiłam owsiankę, o mało nie spalając wszystkiego w promieniu dwóch kilometrów, bo usnęłam na stojąco obok kuchenki.
-Może powinnaś się położyć? - spytał Brad, zdejmując garnczek ze spaloną owsianką z kuchenki - Nie wyglądasz najlepiej.
-Nic mi nie jest - mruknęłam, zasłaniając dłonią usta, bo akurat ziewnęłam. Widząc minę bruneta, uśmiechnęłam się do niego słabo - Naprawdę, czuję się dobrze.
W końcu nie dałam za wygraną, po części dlatego, że chciałam zrobić na złość Irwin'owi i udowodnić, że nie jestem aż tak słaba za jaką mnie ma. Zjadłam pośpiesznie kanapkę zrobioną na szybko i już jechałam z Ashton'em, podśpiewując pod nosem i starać się cieszyć piękną pogodą.
W strzelaniu poszło mi strasznie. Jestem w stosunku do siebie obiektywna i obiektywnie stwierdzam, że byłam do bani. Nie trafiłam ani razu, co było okropne, bo widziałam zaciskające się pięści chłopaka, co dodatkowo mnie wytrącało z równowagi. Nie dałam się namówić na lekcje samoobrony, bo wiedziałam, że następnego dnia nie wstanę, jeśli przywalę plecami o ziemię o jeden raz więcej, niżbym była w stanie.
W końcu Ashton wybuchnął, co było do przewidzenia. Nawtykał mi wszystko, co robiłam źle i wyśmiał to, co mi się udawało. Kiedyś bym się popłakała. Teraz byłam nieco mądrzejsza i potrafiłam się odgryźć, również zdzierając sobie gardło i wyrzucając z siebie wszystkie złe emocje.
-Nie drzyj się na mnie! - warknęłam, po dość ostrej wymianie zdań - Myślisz, że jak będziesz udawał sukinsyna, nabiorę do ciebie szacunku?!
Dawna Ariana nie posunęła by się do czegoś takiego. Nie przyszłyby mi nawet takie słowa do głowy. Ale ta Ariana, spędziła za dużo czasu z Chloe, która potrafiła odgryźć się człowiekowi nie używając dużo przekleństw i z Ashton'em, którego przekleństwa były podstawą argumentów.
Nie miałam pojęcia, które z nas było pierwsze. Działaliśmy pod wpływem adrenaliny. Czasami ludzie robią głupie rzeczy pod wpływem emocji. Miałam pistolet w ręce. Mogłam do niego strzelić, pokazać mu coś, czego by się nie spodziewał.
Zamiast tego go pocałowałam. A on mnie. No cóż, żadne z nas się tego nie spodziewało.
Na początku było tak, jakby dotknęłam przewodu pod napięciem. Chciałam przestać to robić, ale nie potrafiłam. Moje mięśnie zastygły, dłonie zacisnęły się na jego T-shircie, i w każdej chwili mogłam zacząć nim potrząsać, by się opanował. Cholera wie, czemu tego nie zrobiłam. Potem poczułam, jak prąd przepływa przez moje ciało i pobudza każdą, nawet najmniejszą komórkę mojego ciała. To było tak, jakby coś się we mnie obudziło. A potem straciłam rozum, liczyły się tylko jego usta i to, że jest przy mnie. Frustracja i uniesienie mieszały się ze sobą, tworząc w mojej głowie barwny wir kształtów i  głosów, a jednocześnie czułam pustkę i ciepłe uczucie w klatce piersiowej.
Oczywiście, musiał wszystko zniszczyć i odsunąć się ode mnie.
-Chyba na dziś wystarczy... - oznajmił cicho, a ja kiwnęłam głową i uciekłam do auta.
Zrobiłam właśnie najgłupszą rzecz w moim życiu, wyłączając z tego przefarbowanie się na rudo.
I cholernie mi się podobało.




Boże, wyszło okropnie!
Wiecie, to wszystko ZAWSZE wygląda lepiej w mojej głowie. Nie mam pojęcia, dlaczego tak wychodzi na "papierze".
But, anyway. Myślę, że mam dość romansów w tym fanfition i według planów, dochodzimy do mocniejszych brzmień w tej piosence.
To znaczy, ze będzie dużo Bradusia :))
Tak bardzo nie mam weny, żeby zakończyć to opowiadanie. No ręce mi po prostu opadają.
Dodaje rozdział, bo chce mieć to za sobą. Pieprze wyświetlenia i komentarze, łaski bez x
Tym optymistycznym akcentem chce życzyć Wam udanych ferii i cierpliwości, jeśli nadal ich nie macie x


Całuski, buziaki, pozdrowienie etc ect
Justyśka x

4 komentarze:

  1. Nie spodziewałam się tego, ok, ok.
    Więcej Brada? Masz zamiar ujawnić jego mroczną tajemnicę? To że chce zjeść psa swojej babci? Że chce ukraść żółwia rodzeństwu swojej dziewczyny? Jest najwyższy w rodzinie? Ten wielki bad boy................
    Anyway, ily x
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  2. Poproszę Brada i dużo akcji ;) rozdział super czekam na next.<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie Ari i Ash! Kocham.. :)

    OdpowiedzUsuń