10.02.2015

Rozdział 14

-Co tak wcześnie? - skomentowała Chloe, a ja nawet nie miałam czasu spytać, co ona robi o tej porze w domu - Piszą o tobie w gazecie. Wiesz, że wszystkie zdjecia masz z jednego profilu?
Zaczęła paplać, co nie często jej się zdarza, więc musiała być w wyśmienitym nastroju. Ale gdy tylko podniosła głowę znad gazety spytała poważnym tonem:
-Co z tobą? Blada jesteś.
Mruknęłam coś niezrozumiałego, co miało oznaczać, że napiję się i idę spać. Nadlałam wody do szklanki, szybko ją opróżniłam i zostawiłam Chloe  samą, aby paplała do kogoś innego. Niech sobie kupi kota, który będzie znosił jej humory.
Nie ściągałam ubrania, położyłam się w nim - a właściwie zwaliłam - na łóżko. Szczerze byłam przekonana, że nie zasnę. Ale gdy tylko zamknęłam oczy, spowił mnie sen.
Nie miałam snu. To dobrze. Gdy wstaje czuję się bardziej wypoczęta. A tak mój mózg pracuje i pracuje, a ja wcale nie lubie patrzeć na obrazy w mojej głowie. Zmieniły się. Śniłam o tacie, który tam gdzieś jest i błaga, by mi nie zrobili krzywdy. Czasem śniła mi się złotowłosa Ana, która później rozpływała się we mgle... Tysiące ludzi, przed którymi występowałam... Głosy. Nienawidziłam tego. Budziłam się zalana potem, nie raz czując, ze płakałam przez sen.
A teraz nie było niczego. Błogosławiona cisza i spokój.
Otworzyłam oczy. Zegarek wskazywał godzinę czwartą. Wstałam i poszłam do kuchni, czując nieprzyjemne ssanie w żołądku. Miałam za sobą tylko śniadanie, do tego marne śniadanie. To naturalne, że mój brzuch domagał się posiłku.
W kuchni siedzieli wszyscy. Nikt nie zwracał na mnie szczególnej uwagi. Celowo unikałam wzroku Ashton'a i starałam się na niego nie patrzeć. Zapaść się pod ziemię. Nie czuć, że na moje policzki skrada się lekki rumieniec.
Był makaron. Makaron może być. Na słodko z serem. Cokolwiek. Gdy sie gotował, zrobiłam koktajl. Dawno jakiegoś nie piłam. A zresztą, wszystko jedno.
Uporałam się z obiadem i dosiadłam się do wesołej gromadki.
Pierwszy odezwał się Brad, spoglądając na mnie znad swojego laptopa.
-Dobrze się czujesz? - spytał zaniepokojony. Chyba nie cieszył go fakt, że mogę się rozchorować.
Kiwnęłam głową i wbiłam wzrok w makaron.
- Jesteś cała czerwona - dotknął mojego czoła, sprawdzając temperaturę - Gorączki nie masz...
-Nic mi nie jest - mruknęłam, by uciąć dyskusję i nie drążyć tematu, czemu moja twarz przypomina wschodzące słońce.  Brad już chciał się zacząć kłócić, ale przerwał mu dzwonek własnego telefonu.
Chłopak spojrzał ze zmarszczonymi brwiami na komórkę. Wydawał się zaskoczony. Ja natomiast nie widziałam nic dziwnego w tym, że telefon dzwoni. Zanim odebrał, uchwyciłam tylko to, że dzwoni zastrzeżony numer.
-Halo? - spytał, po czym spojrzał ostro na Chloe. Dziewczyna uniosła ramiona, na znak tego, że nic nie rozumie. Chłopak przyłożył palec do ust, po czym powoli przełączył na tryb głośnomówiący i położył komórkę na stole. To było dziwne. Zbyt dziwne.
Ashton pomachał, żebym zwróciła na niego uwagę. Gestem rozkazał, żebym wyszła. Pokręciłam głową. Zostaję, choćby miałby się zawalić dom. Blondyn już wstawał, ale Brad kazał mu usiąść. Wszystko to działo się w absolutnej ciszy.
Wbiłam wzrok w komórkę, kiedy głos przemówił. Choć sama niewiele wiedziałam, to że specjalnie został zmodyfikowany, nie ulegało najmniejszej wątpliwości. Odłożyłam widelec na miejsce, czując, jak w ustach mi zasycha.
-Czemu się chowasz? Nie zyskasz na czasie, dobrze to wiesz. Jesteś w martwym punkcie. Wszyscy jesteście w martwym punkcie - poczułam, jak moją skórkę pokrywa gęsia skórka. Odwagi nie dodawało mi to, że nawet Chloe wyglądała na wystraszaną - Jesteście dziećmi. Poddajcie się od razu, a puścimy was wolno.
-Rozłącz się - syknęła Chloe, ale Brad uciszył ją  gestem ręki. Jako jedyny wyglądał na opanowanego.
-Czego chcesz? - spytał spokojnie.
-Proponuje wymianę. Twój brat za tą małą. Za dwa tygodnie o dwudziestej drugiej w Harlow. Na parkingu obok uczelni.
Obserwowałam, jak jego twarz bladnie. Jak walczy w sobie. Jak jego pięści się zaciskają.
-I powiedź Ariance, że tatuś ją pozdrawia...
Ashton chwycił za telefon i rozłączył się. Ręce mu się trzęsły, a chwyciłam się kurczowo krawędzi stołu, aby nie upaść. Zebrało mi się na mdłości i płacz.
-Stary - mruknął blondyn - Jest bardzo źle.

~*~

Kolejna godzina była wielkim zamieszaniem. Krzyki, dyskusje i bezskuteczne próby opanowania Brada sprawiły, że głowa bolała mnie bardziej niż rano. Ale czy to było teraz ważne? Odpowiedź sama się nasuwała. Nie. Dla nikogo nie było ważne, jak ja się czuje. Byli zajęci. Po raz kolejny ich plan się zawalił. Po raz kolejny ktoś im przeszkodził.
Ja siedziałam, czując coś na kształt przerażenia, spokoju i omdlenia. Kręciło mi się w głowie. Pustym wzrokiem patrzyłam w blat stołu, a słowa które brzmiały w mojej głowie starały się uświadomić mi powagę sytuacji.
Jestem żywą kartą przetargową.
Ja za jego brata. I tylko jego decyzja, co teraz zrobi.
Osoba, której prawie nie zna za osobę, z którą się wychowywał.
-Brad, opanuj się - Chloe podjęła jeszcze jedną próbę - Nie masz pewności, że twój brat...
-Mortez, to ty zawaliłaś! - Ashton wymierzył w nią palcem - Kto nas zapewniał, że nas nie znajdą. Ty. Kto zapewniał, że nikt nie zadzwoni. Ty. Kto zapewniał, że nowoczesne zabezpieczenia wszystko załatwią? Ty.
-Kto siedział palcem w dupie i nic nie robił? Ty. - odgryzła się blondynka, czerwona na twarzy - Robiłam coś, próbowałam. Podczas gdy wy dwaj siedzieliscie i użalaliście się nad własnym losem.
-Ariana, pakuj się - polecił mi brunet, a ja drgnęłam na dźwięk własnego imienia.
Ashton stanął przed chłopakiem.
-Nie zrobimy tego. Nie pozwolimy im wziąć, nawet jeśli od tego zależałoby nasze życie.
-Irwin ma racje - wtrąciła Chloe - Mogą go sobie wziąć, jak bardzo chcą. 
-Nie dyskutujcie - mruknął Brad, próbując wyjść, ale boldyn znowu go zatrzymał.
-Nie pozwolę ci spieprzyć tego, na co pracowaliśmy tyle lat.
-Chcemy dopaść tych skurwieli tak samo jak ty - zaczęła Chloe.
-Nie macie pojęcia, o co... - gdy tylko Brad otworzył usta, poczułam, że nie wytrzymam. Wstałam i zamierzałam wyjść, nawet by tego nie zauważyli.
-Do jasnej cholery - warknęła Chloe - Mam tego powyżej uszu, róbcie cokolwiek, mam dość. Jutro wsiadam w samolot i odlatuje.
-Jak możesz coś takiego mówić - odpowiedział Ashton. Znowu się zaczeło, znowu zaczęli krzyczeć, kopać, obarczając się nawzajem winą, jakby byli dziećmi. To ja powinnam się skarżyć. To moje życie legło w gruzach, to mój tata gdzieś tam był i cierpiał.
-MORDA! - wrzasnęłam. Po raz pierwszy zrobiło się cicho. Wszystkie zdziwione twarze zwróciły się na mnie. A ja kontynuowałam, pewnym i silnym głosem - Jeśli macie się tak dalej zachowywać, to osobiście oddzwonię i odpowiem, że mogą przyjeżdżać.
Objęłam się i usiadłam z powrotem, osuwając się na krześle. Nadal trwała cisza. Miałam ochotę płakać, zamknąć się w sobie i wylewać gorzkie łzy. Ale wiedziałam, że nie mogłam. Musiałam być silna. Jeśli chcą mnie - dostaną. Ale chce coś w zamian.
-Spakuj się - powiedziała cicho Chloe, nie zmieniając zdania nawet gdy Ashton spojrzał na nią ostro - Już. Nie możemy tu zostać. Rozmowa trwała na tyle długo, że nas pewnie mierzyli. Naślą na nas policję a sami wezmą sobie Arianę bez naszej pomocy. Wyłączcie telefony. I za pół godziny wyjeżdżamy. 
Zrobiłam to, co kazała. Poszłam do pokoju w którym mieszkałam, spakowałam do czarnej, wielkiej walizki swoje rzeczy. Szkoda, że musimy wyjechać. Przywykłam do tego miejsca. Na swój sposób nawet go polubiłam.
Dodźwigałam walizkę przed dom, gdzie wszystkie rzeczy były pakowane do dwóch samochodów. Pomogłam przynosić najważniejsze przedmioty i zamknęłam dom. Gdy usłyszałam zgrzyt klucza w zamku, moje serce drgnęło. Nie chciałam wyjeżdżać.
-Ariana jedziesz ze mną - oznajmił Brad, otwierając drzwi samochodu.
-Ja miałem ją wziąć - sprzeciwił się Ashton.
-Macie inne plany - mruknął brunet, głosem nie znoszącym sprzeciwu - Widzimy się za tydzień.
Chloe podeszła do mnie i uścisnęła. To było nieco dziwne i krepujące. Ashton też to zrobił. Mruknął mi do ucha " Bądź silna Ari". Kiwnęłam głową i wsiadłam do samochodu.
Zdążyłam im pomachać, zanim ruszyliśmy w dwóch przeciwnych kierunkach.Czemu tak jest? czemu gdy widzę Ashton'a, serce nie zaczyna mi bić tak mocno, że boję się że wyskoczy z piersi? Czemu gdy mnie dotyka, nie czuję motylów w brzuchu?
Przywołałam wspomnienie. W mojej głowie odezwał się głos Any. 
-Flirciara.
-Wcale nie - odparłam oburzona.
-A właśni,e że tak. Każda dziewczyna, nawet tak grzeczna jak ty, ma w sobie odrobinę zdziry.
Podziękowała za kawę i uśmiechnęła się słodko. Gdy upiła łyk, czerwona szminka pozostała na idealnie białej filiżance. To było jakieś dwa lata temu. Niedawno po tym, jak porzuciłam moje czerwone włosy i przefarbowałam się na najnormalniejszy w świecie brąz. Zamieszałam w mojej cynamonowej latte.
-Nie jestem grzeczna. Poza tym, ja nie mam serca, żeby coś takiego robić facetom.
Ana mruknęła. Rozzłościła mnie tym, ale głęboko odetchnęłam i pohamowałam gniew. 
-Nie posunę się do czegoś takiego.
-Zobaczymy.
-Ana!
-Wspomnisz moje słowa.
Westchnęłam ciężko. Ja się nie zauroczyłam. ja się ROZERWAŁAM. Tak długo byłam sam na sam z własnymi myślami, więc mój mózg uznał, że pora na rozrywkę. Potrzebował odrobinę miłości, przynajmniej jej namiastki. I czy uświadomienie sobie tego, sprawiło, że poczułam się lepiej? Nie.
Mknęliśmy autostradą. Przez cały dzień. Brad nie odzywał się przez cała drogę. Od czasu do czasu włączał radio, które chwilę pograło, po czym wyłączał go i znowu włączał. Mijaliśmy miasteczka i wsie, zatrzymując się tylko na chwilę żeby coś przekąsić. To znaczy, Brad coś kupował i przynosił mi. Mogłam skorzystać tylko z toalety na stacji. Oczywiście, że pytałam, dokąd jedziemy. Nie odpowiedział.
Było już ciemno kiedy wjechaliśmy do miasteczka położonego nad morzem. Brad zgasił silnik a ja wyszłam na chłodne powietrze, przesycone zapachem morskiej bryzy. Rozprostować nogi było cudownie, jednak ja skupiłam sie na badaniu nowego otoczenia. Zwyczaje, brytyjskie miasteczko. Brunet ruszył do domu, a ja pobiegłam za nim.
Wcisnął dzwonek i rozległo się szczekanie psa.




WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA NASZEJ KSIĘŻNICZKI CHLOE ♥



Dajcie znać, co myślicie, jak Wam sie chce.
Joylitte x

8 komentarzy:

  1. Brad i Ari sam na sam przez tydzień? Fuck you ugh, poważnie nie mam pojęcia jakie masz zamiary, a rzekomo myślimy podobnie...
    Dotarli do Whitehaven? Czyżby to szczekał ulubieniec Brada? Hahahaha ok nic
    Klaudia x

    OdpowiedzUsuń
  2. No, i to mi sie podoba. Ari i Brad. Dziekowac ci, dziekowac. Chyba cos sie miedzy nimi szykuuuujeeee... MA sie dziac! ;D :P
    Nie wiem, czy skomentowalas moj rozdzial, ale mam nadzieje, ze to zrobisz, albo zrobilas ;*
    xoxo,
    Lost in dreams

    OdpowiedzUsuń
  3. Brad i Ariiii! Coś się szykuje ♥ Ciekawe co będzie z Ari i Ashtonem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na next misia ;**
    Nowa, tak, tak xD Piszę komentarz, pierwszy na tym blogu lecz na pewno nie ostatni ^^ Zamierzam komentować każdy rozdział ;D
    Gdybyś mnie mogła informować na tt byłabym wdzięczna ;>
    @ToriSkrzypek
    Cóż więcej mówić??
    Życzę weny
    Buziaczki, lovki, xoxoxoxo
    Wikuuu

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurde... Odkryłam właśnie tego bloga, przeleciałam przez wszystkie rozdziały i... no cóż- kocham cię! Po prostu zajebiste jest to wszystko!
    Po pierwsze: mega orginalny pomysł na fabułę, a przy tym zarąbisty i wciągający jak nie wiem co, dos: jako, że jestem Loves (dziwne- fanka Ariany na blogu, którego główną bohaterką jest Ariana o.O) i kocham wszystko co dotyczy Ariany oraz kocham czytać blogi, szukałam jakiegoś fajnego tyle czasu i... No nareszcie go kurna znalazłam. To znaczy czytam jeszcze inne fajne, w których występuje Ari, ale ten jest taki... inny? Eh, nieważne *faceplam*
    Kocham ciebie, kocham tego bloga, kocham życie i jest zajebiście. A przy okazji czekam na nexta i nie ruszę stąd dupy, póki nie będzie happy endu na tej genialnej stronie, także bądź tego pewna. I... nie wiem co jeszcze napisać ;__; Ołkej, już wiem! 'Branoc! No chyba, że czytasz mój komentarz rano lub popołudniu, to wtedy: Dzińdbry!
    Ej, ale no... Dobra, tyle, się nie będę rozpisywać. Dodam komentarz pod następnym rozdziałem. No, oczywiście jeśli na niego zasłużysz (spoko, zasłużysz ;)).
    JA TU DZWONIĘ I CZEKAM, WIĘC WIEDZ, ŻE MOŻESZ JUŻ DODAWAĆ TEN NASTĘPNY ROZDZIAŁ.

    (z góry przepraszam za tamten komentarz, jest trochę bezsensu i jest również z deczka głupi, więc jeśli w którym momencie cię uraziłam, coś na tobie wymusiłam czy coś, to przepraszam, mam tzw. syndrom idioty; jeśli natomiast zwątpiłaś w ludzkość, po przeczytaniu mojego jakże wspaniałego monologu, to przepraszam, mam tzw. syndrom idioty; a jeśli... nie dobra, to tyle)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. cudowny blog 😉
    z niecierpliwością czekam na następny rozdział 😊

    zapraszam do mnie camila-and-neymar.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń