01.03.2015

Rozdział 15


Spotykacie się z kimś? Ja nie. Ale pewnie doskonale znacie to uczucie, kiedy stajecie po jednej stronie, zaniepokojona i zdenerwowana, gdy wasz kolega otwiera drzwi do domu i was zaprasza. I ten wzrok jego rodziców. I rodzeństwa, jeśli je ma. Te głupie uczucie. Na ich twarzach jest wypisane " To ona. Ładnie razem ze sobą wyglądają". Choćby nawet pomiędzy wami nic nie było i próbujecie to wytłumaczyć wszystkim dookoła, że to tylko kolega, oni i tak kiwają głową ze zrozumieniem, uśmiechając się pod nosem. Oczywiście, tylko kolega. I gdy już masz dość, oni patrzą się z tym błyskiem w oczach, jakby wiedzieli najlepiej.
Dobra, kiedy już wam zarysowałam sytuacje, mogę przejść do kontynuacji. Teraz zrozumiecie, jak czułam się przez pierwsze godziny w tym domu.
Czekaliśmy długą chwilę. W zasadzie, nie dziwię się temu. Brad cicho podśpiewywał pod nosem, jakby chciał sam siebie przekonać, że to co wyprawia jest normalne. A ja byłam zbyt przerażona, by się poruszyć. Spodziewałam się, że zaraz otworzy mi drzwi jakiś koleś w skórze, z tatuażami na ramionach i opaską na oku. I gdy w końcu usłyszałam dźwięk przekręcanego klucza, myślałam, że serce wyskoczy mi z piersi. A później miałam ochotę się roześmiać z ulgi.
Drzwi otworzyła nam starsza pani. Podtrzymywała szlafrok w jednej dłoni, a w drugiej wałek do ciasta. Jej twarz wyrażała zdziwienie, gdy wodziła spojrzeniem po mnie, a potem po Bradzie.
-Cześć babciu - wymamrotał chłopak, uśmiechając się niepewnie. Kobieta położyła rękę na biodrze i wymierzyła w niego wałkiem do ciasta.
-Co ty tu robisz chłopcze? - spytała groźnie, z nutką rozdrażnienia, co nie pasowało do jej ciepłego głosu - O tej godzinie? Nawet nie zadzwoniłeś.
-Wiem, przepraszam. Pilna sprawa. Możemy wejść?
Starsza pani spojrzała na mnie, a ja poczułam się niezręcznie.
-To twoja dziewczyna? - spytała.
-Koleżanka - odpowiedział.
Koleżanka. Raczej zakładniczka, chciałam sprostować, ale ugryzłam się w język.
-Koleżanka - powtórzyła głucho. Westchnęła i przepuściła nas, by weszliśmy do środka. Gdy drzwi się za nami zamknęły, mruknęła pod nosem - Powinnaś za te wybryki spać na wycieraczce.
Zdjęłam buty. Omal nie wrzasnęłam, gdy coś zaczęło plątać się pod moimi nogami. Pies. Przykucnęłam i pogłaskałam go po krótkiej sierści. Patrzył się na mnie tymi wodnistymi, czarnymi, wyłupiastymi oczyma. Szepnęłam cicho do psa, drapiąc go za uszami:
-Jestem w niezłym syfie, wiesz, słodziaku?
Pies zamachał ogonem, a ja podniosłam się, kierując się do drzwi, gdzie uprzednio zniknął Brad. Była to kuchnia. Nie było w niej nic specjalnego, godnego szczególnej uwagi. Było dużo figurek kotów. Właścicielka uwielbiała koty, ale miała psa. Ironia. Usiadłam na drewnianym krześle, podsuwając się bliżej stołu. Po chwili znalazł się przede mną talerz zupy, gorącej i pachnącej. Zaburczało mi w brzuchu, więc chwyciłam łyżkę i zabrałam się za konsumpcję dana.
-Próbowałeś ją zagłodzić? - spytała kobieta, zwracając się do swojego wnuka. Uśmiechnęłam się słabo - Przyjechałeś odwiedzić starą babkę czy pełnie funkcję hotelu?
-Nie stawiaj tego w tym świetle - odpowiedział - Mam kłopoty.
-W pracy?
Brad westchnął. Ja wbiłam wzrok w stół. To było oczywiste, że jego babcia nie zna prawdy. Tak naprawdę ja też jej nie znałam.
-Jeden z klientów nie jest zadowolony. Potrzebuje pomocy Steve'a.
-Więc przyjechałeś o drugiej w nocy, tak? - dociekała kobieta - Ale co mi do tego. Pogadamy jutro. A teraz do łóżek.
Spojrzała na mnie dziwnie. Naprawdę dziwnie. Brad wstał, a ja zrobiłam to samo. Po chwili leżałam już w obcym łóżku, w obcym domu, w obcym mieście z obcymi ludźmi. Zasypiając, przypomniały mi się słowa, które wtedy uważałam za groźbę. Teraz, było to dla mnie coś... głębszego. Przypomnienie, że sama prosiłam się o to, co dostałam.
Trzeba było zostać w domu, księżniczko...
Tak, trzeba było...

~*~

Śniły mi się pociągi. Huk i wagony. Patrzyłam, jak się przesuwają. Wagony towarowe. Gdy pociąg przejechał przejechał, zrobiło się ciemno, ale huk pozostał. Potem były kształty i sylwetki, twarze nieznajomych i znajomych ludzi.
Otworzyłam oczy. Byłam w całkiem nieznajomym pokoju, z zielonymi ścianami. W rogu stała gitara, a tuż obok niej moja walizka. Podniosłam się i zaczęłam w niej grzebać, szukając ubrań na zmianę. Odrzuciłam kolorowe sukienki i wzięłam zwyczajną bluzę i ciemne spodnie. Pogoda nie dopisywała, toteż latanie w krótkich ubraniach nie byłoby przejawem mądrości. I nie chciałam się wyróżniać, o ile wyjdę przez ten tydzień z domu.
W drzwiach stanęła babcia Brada. Miała na sobie kwiecistą bluzkę i zwykłe spodnie. Wczoraj byłam zbyt zmęczona, by zauważyć, jak bardzo miłą ma twarz. Miała zielone oczy, ładny kształt ust i niezwykle równe zęby.
-Dzień dobry. Wyspałaś się?
-Dzień dobry - odpowiedziałam sennie - Myślę, że tak. Choć przez pogodę odechciewa się żyć.
Usiała na niezaścielonym łóżku, obserwując jak wkładam wszystko z powrotem do walizki, siedząc na podłodze.
-Brad wyszedł - oznajmiła mi, a ja zamarłam - Powinien wrócić niedługo. Chociaż, znając jego...
Poczułam dreszcz zaciekawienia. Bruneta nie ma, a ja jestem w jednym pokoju z jedną z najbliższych mu osób. Nie wiem o chłopaku praktycznie nic. A teraz mam szanse, by rozeznać się w sytuacji. Dowiedzieć się, dlaczego to robi. Dlaczego mnie chroni razem ze znajomymi.
-Tak - odparłam, patrząc na gitarę - Lubi dużo myśleć. Czasami godzinami. To jego?
Babcia spojrzała na instrument, na który pokazywałam i uśmiechnęła się  pod nosem.
-Grał kiedyś. To była jego pasja. Grał i śpiewał. Byłam pewna, że pójdzie w kierunku muzyki. Od dziecka miał fioła na jej punkcie. Śpiewał godzinami, aż moja córka stwierdziła, że może coś z tego wyjdzie. Zapisała go do miejscowego teatru, chóru. Niedługo kupiła mu pierwszą gitarę. Omal nie ześwirowałam, jak się uczył na niej grać. Potem wyjechali do Londynu, a gdy wrócił zszokowany po latach, muzyka już go nie interesowała. Nie dziwie mu się.
-Co się stało? - zapytałam zaintrygowana.
-Nie wiesz?
-No nie... - mruknęłam. Musiałam uważnie dobierać słowa. Musiałam skłamać - Jest przyjacielem mojego chłopaka. Znam go tylko trochę. Nie lubi o sobie opowiadać.
Powiedziałam do do gitary. Była przetarta na gryfie w miejscach, gdzie najczęściej przyciska się struny palcami. Czyli na pierwszym, drugim i trzecim progu.
-Tak... Stał się skryty. Jako dziecko był inny. Wesoły, lubił pływać... Gdy w przyjechał tu zaraz po tragedii, razem z bratem byli w szoku. Ale Reece jakoś lepiej to znosił. Był młodszy, tylko płakał i płakał. Ale to był lepsze niż zimna obojętność Brada. Siedział, godzinami patrzył w ścianę. Nigdy nie widziałam, żeby płakał... - westchnęłam ciężko. Słuchałam uważnie, czując się jakbym połknęła głaz - Martwiłam się o niego. Stracili matkę, a on zachowywał się tak jakby zgubił pluszaka.
Po raz pierwszy spojrzałam na kobietę. Jej twarz była smutna, kąciki ust skierowane ku dołowi. Nie patrzyła na mnie, tylko na ścianę.U ustach miałam sucho. Mimo, że zamilkła, jej głos nadal dźwięczał mi w uszach. Stracili matkę...
-Boże, tak mi przykro - powiedziałam cicho. Kobieta otrząsnęła i spojrzała na mnie.
-Niepotrzebnie - odszepnęła - Wierzę, że moja córka jest teraz w lepszym miejscu. Już prawie nie boli, została tylko tęsknota. Minęło sporo czasu. Teraz martwię się o moich wnuków. Zwłaszcza o Brada.
Wstała, klaszcząc w dłonie i uśmiechając się promiennie. Była to tak naglę, że na mojej twarzy pojawił się wyraz zdumienia.
-No, dość tych smutków. Idź się odświeżyć, pierwsze drzwi na lewo. Masz tam ręcznik przygotowany. Później zejdź na dół. Założę się, że jesteś głodna.
Wyszła sprężystym krokiem, pozostawiając mnie w melancholijnym nastroju.



~`~
Jest krótko. Jest na szybko. I jest późno.
Ale chciałam coś dodać now, bo teraz jestem w luźniejszym nastroju przed harówką w tym tygodniu. Tak więc, hmmm...
Niech wasze trybiki pracują, możecie znaleźć połączenie i już będziecie mieli pół mojego scenariusza.
Dla tych, którzy są tutaj ze mną od czasów The Sibuna Story. Pojawił się one shot, wyjaśniający historię mojej Megusi. Obiecałam to Wam dawno i rehabilituje sie. Drugiej części TSS nie będzie. Mam pomysł, fakt. Ale nie zacznę znowu pisać. Winny jest ostatnim fanfiction, które będę publikowała. Musze znowu odnaleźć radość w pisaniu, bo gdzieś ją zagubiłam. Przez długi czas po ukończeniu tego fanfiction nie będę publikowała nic dużego. Aleeeee... założyłam zeszyt, gdzie pisze co mi przyjdzie do głowy. Na razie są tam bazgroły dotyczące Narnii ( Edmuuuuuund ♥) i kiedyś, może coś wejdzie w życie. Przymierzam się również do myślenia o fanfiction dotyczącego Darów Anioła lub  Percego Jacksona... I mam pomysł na romantyczną historię idealną, którą spieprzę na końcu, huh. I mam napisane 4 rozdziały nowego fanfiction, w którym jest Bethany Mota, Brad i Arianka. I 5SOS i Fifth Harmony.
Wiecie, że jeśli liczycie na happy end tutaj, możecie się zawieść?
W następnym rozdziale pewnie pojawi się Friend Steve i Ari zrobi coś szalonego. Coś mi już sie tam kłębi w głowie.
Trzymajcie za mnie mocno kciuki. Mam naprawdę dużo roboty. Musze iść powtarzać z matmy. Wczoraj dobrnęłam do połowy, zeszło mi 2,5 h. Tak, nienawidzę funkcji.
Pokombinuje coś z szablonem. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek zdolności graficzne, proszę, wykombinujcie coś z Arianką, Bradem, Chloe, Ashtonem, Aną czy cos. Bo ja kurde mam dość szukania jakiegoś normalnego szablonu, eww...


Także, kocham Was za poprzednie komentarze, dziękuje za 1,1K na wattpadzie ♥

"Zapracowana" Justynka.

4 komentarze:

  1. Trzymam kciuki ^^
    Życzę ci weny i szkoda że taki krótki ale za to bardzo fajny :D
    Czekam na next
    Buziaczki ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. uuu, jest Steve jest zabawa! ~życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ZABIŁAŚ MNIE Z TYM ROZDZIAŁEM
    O mamie Brada i wzmianka o Reece'm... i can't even...
    FRIEND STEVE asdfghjkl mój ulubiony idiota tutaj będzie, yes, mój agent steve!
    ~~~~
    You know, na ff z Bradem, Beth i 5H znalazłaby się na start kilku czytelników w razie gdybyś w odległej przyszłości postanowiła publikować jeszcze coś...
    No trzymaj się przez ten tydzień, tęsknię za Tobą...
    ~Klaudia xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Krociuchny, ale nie gorszy od innych. Lubię twój styl pisania... Jakoś nie czekam na happy end- one są przereklamowane. I choć smutno mi gdy happy endu nie ma, to jak najbardziej popieram twoją decyzję. Sama kiedyś zabiłam główną bohaterkę mojej story, także ten... Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń